„Gdyby nie to, w edukacji przeskoczylibyśmy Finlandię.” Co robi nam hałas w szkole?
Iga, licealistka, po szkole najchętniej milczałaby przez resztę dnia. Joannie, wuefistce, zdarza się wręcz prosić domowników, żeby już nic do niej nie mówili. Dariusz, nauczyciel w szkole specjalnej, nieraz przychodził z lekcji podrapany, pobity, ale to dla niego nic. Najgorszy jest hałas. Mierzy się z nim niemal każda szkoła. - Gdybyśmy poprawili ten jeden element, przeskoczylibyśmy Finlandię w poziomie edukacji - uważa architekt Mikołaj Jarosz.
Do przerwy zostało jeszcze pół godziny. Pojedyncze grupki uczniów spacerują po holu. Ich rozmowy, śmiechy są ledwo słyszalne. - Wydaje się normalnie? To zapraszam do szatni, tu nic nie zmienialiśmy. Jest różnica prawda? – pyta Małgorzata Antonowicz, dyrektorka SP nr 340 w Warszawie, zatrzymując się przy wejściu do szatni. Jej głos niesie się i rozmywa. - Teraz proszę sobie wyobrazić, że jest tu setka dzieci. I tak było w całej szkole – wspomina. Tak, czyli głośno. Nie do zniesienia.
Więcej agresji. Może takie pokolenie?
Podstawówka na Ursynowie jest jedną z największych szkół w Polsce. Obecnie uczy się w niej 1,4 tys. dzieci w 55 oddziałach. Kiedyś liczyła nawet 2 tys. uczniów. Jeden budynek nie wystarczał, więc postanowiono wybudować drugi, obok już istniejącego, i przenieść tu zerówkę i klasy 1-6. Nowy gmach powstał w 2012 roku. Trzy piętra, szerokie korytarze, ponad 30 sal, do tego sala gimnastyczna, dwie sale ruchowe, aula, stołówka i kącik ciszy. Na jednym korytarzu – ok. 250 dzieci.
Mikołaj Jarosz, architekt, ekspert specjalizujący się w akustyce wnętrz, widzi to jednak tak: - Duże płaszczyzny, podłogi wykończone wykładziną PCW, ściany i sufity pokryte gładkim tynkiem. Dźwięk zamiast być pochłonięty przez powierzchnie, jest silnie odbijany. Nie ma gdzie uciec i kumuluje się.
Najstarszy syn Roberta Wojciechowskiego, przewodniczącego Rady Rodziców, poszedł do zerówki w świeżo oddanym budynku. - Dzieciaki wracały do domu z komunikatem: boli mnie głowa, jestem zmęczony – wspomina. Starsi uczniowie zgłaszali, że nie rozumieją objaśnień pani, co odbijało się wyraźnie w ocenach z klasówek. Nauczyciele byli za to wymęczeni, zdenerwowani, po przerwie bolała ich głowa i prowadzenie lekcji przychodziło im z trudem. Co chwila tracili głos i chorowali. - Wszyscy narzekali. Nie dało się pracować – wspomina dyrektorka.
Rodziców i nauczycieli najbardziej zaniepokoiła jednak zwiększająca się liczba agresywnych zachowań. Dzieci popychały się, wyzywały. Dyrekcja co chwila wzywała rodziców na rozmowy, opowiadając, jak eskaluje przemoc. - Te zachowania były dość charakterystyczne, bo mnożyły się razy dwa co roku – wspomina Robert Wojciechowski. - Szkoła rozrosła się o nowy budynek, mogła więc przyjmować więcej dzieci. Coraz więcej dzieci, coraz więcej dźwięku i coraz więcej takich zachowań – dodaje, ale wtedy nikt nie zdawał sobie z tego sprawy.
Jeden wielki bełkot
Rodzice zaczęli drążyć, o co chodzi. Na początku myśleli: a może społeczeństwo się zmienia, może taka młodzież? Odbierając dzieci po lekcjach, usłyszeli jednak powód. - Uszy bolały. To było takie uczucie, jakbym nagle był zaatakowany zewsząd niewidzialną energią. Jakby coś na mnie naciskało. Trochę jak w samolocie albo w aucie, gdy zjeżdża się w dół. Tylko tu nie było efektu zatkanych uszu, ale napór ciśnienia na całe ciało – opisuje przewodniczący Rady Rodziców.
- Teraz proszę sobie wyobrazić, że przebywa pani w takim zwiększonym ciśnieniu przez dłuższy czas i nagle ktoś do pani podchodzi i o coś pyta. Taką osobę ma się ochotę zabić, chociaż nic specjalnego nie robi, nie krzyczy. Albo proszę iść potem na lekcje i skoncentrować się.
Nauczyciele wszystko to potwierdzali. Tak było nie tylko na korytarzach, ale też w stołówce, - przez co dzieci miały obniżony apetyt - i w sali gimnastycznej. - Zrobiliśmy test. Co metr ustawiliśmy 10 osób. Pierwsza normalnym głosem przy pustej sali mówiła parę zdań. Druga osoba rozumiała, trzecia w miarę, ale czwarta nie rozumiała nic – wspomina Wojciechowski.
Test tylko potwierdził to, co przeżywali wuefiści na każdej lekcji. Nieraz brali dzieci na korytarz, żeby wytłumaczyć im, co mają robić, bo przez pogłos w sali nie były w stanie usłyszeć poleceń. - Jak przychodziłam na hospitację, to stawałam przy nauczycielu, bo nie słyszałam, co mówi – opowiada Antonowicz. Można było też zapomnieć o apelach czy uroczystościach na hali. Mimo nowego nagłośnienia słychać było jeden wielki bełkot.
Niskie płace i... hałas
Według wyliczeń edukacyjnej grupy Dealerzy Wiedzy na koniec maja w kuratoryjnych bankach z ofertami pracy widniało ponad 16,1 tys. ogłoszeń. Rok temu statystyki wyglądały podobnie. Od dobrych kilku lat, głównie w większych miastach, dyrektorzy mają problem z obsadzeniem wakatów. Powodem, dla których nauczyciele rezygnują z zawodu, są najczęściej płace, ale równie często mówią o komforcie pracy.
Według badania Future Classroom Lab w Brukseli (przeprowadzone wśród blisko 2 tys. nauczycieli szkół średnich z 18 krajów europejskich, w tym Polski) opublikowanym pod koniec 2023 r., jako jeden z najbardziej uciążliwych źródeł dyskomfortu wymieniano hałas. 78 proc. ankietowanych wskazało, że uniemożliwia im to interakcję z uczniami. 48 proc. skarżyło się na bóle głowy z powodu hałasu, a 15 proc. było czasem zmuszonych wziąć zwolnienie lekarskie ze względu bóle głowy, stres czy kłopoty z głosem.
Z raportu przygotowanego w 2023 przez Akademię Librus wynika z kolei, że aż dwie trzecie nauczycieli (67,5 proc.) skarżyło się na wyczerpanie zawodowe, czyli brak energii, zniechęcenie, silne zmęczenie, a ponad połowa (52,5 proc.) na nadmierny stres w pracy, co z kolei wiązało się ze spadkiem koncentracji, poczuciem frustracji, drażliwości i zaburzeniami snu.
Wszystkie te dolegliwości dr hab. Tomasz Przewoźny z Katedry Kliniki Otolaryngologii Gdańskiego Uniwersytetu Medycznego wymienia jako skutki hałasu. I na nich nie kończy. - Długotrwałe narażenie na hałas może zwiększać ryzyko chorób sercowo-naczyniowych, takich jak nadciśnienie tętnicze, choroby serca i udary, a także może prowadzić do stanów lękowych i depresji – dodaje. Z hałasem, którego wpływ na zdrowie jest często bagatelizowany, mierzą się niemal wszystkie szkoły, wszyscy nauczyciele i uczniowie.
Jak na lotnisku
- Zdarzało się, że byłem podrapany do krwi, uderzony w twarz. Zmieniałem pieluchy uczniom, myłem ich. Kilkakrotnie wzywałem pogotowie psychiatryczne, by zabrało podopiecznego, który wpadł w szał – opowiada o swojej codziennej pracy Dariusz, który uczy WF w szkole specjalnej w Poznaniu. To wszystko i tak nie jest najgorsze według niego w porównaniu z hałasem, jakie doświadcza.
W szkole jest jedna sala gimnastyczna i jedna siłownia, ale bez windy, więc w wypadku uczniów na wózkach odpada. - Kisimy się w jednym miejscu, nieraz pięć klas jednocześnie. Włączyłem kiedyś urządzenie do pomiaru decybeli. Wszelkie normy przekroczone. Nieraz hałas osiągał 90 decybeli – wspomina. Joanna Labuda, nauczycielka WF w Szkole Podstawowej w Chmielnie (woj. pomorskie) zrobiła podobny eksperyment. Ściągnęła na telefon aplikację do pomiaru głośności i włączyła na przerwie. - Hałas był porównywalny do tego, jaki wytwarzają startujące samoloty – mówi.
Na lekcji WF, gdy w grę wchodzi rywalizacja i sala ze złą akustyką, spodziewa się podobnych wyników. - Uczniowie działają jedni na drugich. Jak jedni są głośni, to drudzy też – mówi nauczycielka. Dlatego jak wraca do domu, czasami wręcz szepcze. - Już nic nie mówcie – prosi nieraz rodzinę zachrypnięta. Chrypa i zdarte gardło to u niej standard zwłaszcza w pierwszych dniach po wakacjach.
Hałas, chore gardło i problemy ze słuchem dotyczą nie tylko wuefistów. - W aucie mogę słuchać muzyki na cały regulator i to mi nie przeszkadza – zauważył jakiś czas temu Bartek Rosiak, polonista z SP nr 182 w Łodzi. Hałas, jak wyjaśnia otolaryngolog, jest drugą - po procesie starzenia się - przyczyną uszkodzenia słuchu.
- Uszkodzenie słuchu może być spowodowane jednorazową ekspozycją na hałas o bardzo wysokim poziomie jak eksplozja. Znacznie częściej dochodzi jednak do uszkodzenia słuchu spowodowanego wieloletnim narażeniem na hałas o stosunkowo umiarkowanym poziomie - poniżej 100 dB – wyjaśnia otolaryngolog. Dodaje, że trwałe uszkodzenie słuchu może występować już po kilku latach pracy w narażeniu na hałas. Dlatego koleżanki z pracy Bartka na przerwie zakładają słuchawki, żeby się wyciszyć i ochronić słuch. Podobnie zresztą jak uczniowie.
Hałas to ból
- W maju były matury, wcześniej tydzień zdrowia psychicznego, więc nie było dzwonków. Wszyscy dbali o ciszę, było super – opowiada zachwycona Iga, uczennica łódzkiego liceum. Teraz, niestety, wszystko wróciło do normy, czyli do hałasu. Na lekcjach nie jest tak źle, chociaż żeby usłyszeć dobrze nauczycieli, unika siadania na końcu, bo sale są spore. Gorzej z przerwami. - Po tym hałasie, rozmowach ze wszystkimi wracam padnięta. Nic już nie mówię, potrzebuję ciszy – opowiada.
W liceum zazwyczaj i tak jest lepiej pod względem hałasu niż w podstawówkach. Paweł Maślej, nauczyciel WF, do niedawna dyrektor SP nr 5 w Krakowie, nigdy nie mierzył decybeli w szkole, bo i bez tego wie, że normy są przekroczone. Ale nie chce też iść w drugą skrajność. - Przez pewien czas dzieci mogły korzystać na przerwach z telefonów. W szkole zrobiło się cichutko. Siedziały i grały – opowiada. Gdy powrócono do zakazu komórek, nauczyciele zaczęli zgłaszać problemy, jak w warszawskiej podstawówce, czyli dzieci bardziej pobudzone, większa wypadkowość, więcej kłótni.
Do konsekwencji długotrwałego narażenia na hałas u dzieci otolaryngolog dolicza zaburzenia snu, które z kolei mogą negatywnie wpływać na zdrowie fizyczne, psychiczne, a także problemy z koncentracją w efekcie z uczeniem się. - Nadmierny hałas może wywoływać stres u dziecka i zakłócać procesy rozwoju mowy – dodaje specjalista. Dla dzieci nadwrażliwych na dźwięki, ze spektrum autyzmu hałas oznacza ból.
O tych wszystkich problemach przekonała się fundacja Audionomia, która m.in. zajmuje się zagadnieniem uważnego słuchania. - Co chwila jakaś szkoła prosiła nas o wykład, o pogadankę. Patrzyłyśmy też na nasze dzieci i mówiłyśmy: „coś jest nie tak” – opowiada Kinga Sygizman z Audionomii. W ten sposób powstał podręcznik do audioedukacji „Słuchaj, aby zrozumieć”.
„Słuch jest pierwszym zmysłem, dzięki któremu odbieramy otaczającą nas rzeczywistość. (…) Słuchanie jest tak naturalne jak oddychanie, pobudza wyobraźnię i uczy wrażliwości na świat. Stanowi połączenie ze światem i z drugim człowiekiem. Bez słuchania nie ma zrozumienia, bez zrozumienia nie zbudujemy więzi” - piszą w nim autorki. Tylko jak słuchać, kiedy nie słychać?
Zapanujcie nad dziećmi
- Słyszeliśmy za to: „to zamknijcie okna”. Albo „niech nauczyciele opanują te dzieciaki” – wspomina chodzenie od urzędu do urzędu i prośby o pieniądze na wyciszenie SP nr 340 Robert Wojciechowski. - Wszyscy mieli ubaw, a my mieliśmy mnóstwo danych, materiałów i ogromny problem – wspomina. Do dziś ma zachowanego maila z 11 załącznikami.
- Jak robiłem pomiary, to wychodziło średnio 86, 87 decybeli na przerwie. Czyli żeby przekazać najprostszą informację, trzeba było stać w odległości metra i krzyczeć do siebie. Sanepidowi wyszły nawet 93 decybele. Podobny wynik można uzyskać, otwierając okno w samochodzie na autostradzie przy prędkości 160 km na godz. – porównuje Jarosz.
Przyjmuje się, że hałas do 30 decybeli nie powoduje żadnej uciążliwości dla człowieka, dźwięk o natężeniu ok. 40 decybeli zaczynamy odbierać jako dokuczliwy. Dopuszczalna granica natężenia dźwięku wynosi 80 dB dla dorosłych i 75 dB dla dzieci. Dźwięk powyżej tej wartości może powodować uszkodzenie narządu słuchu. Czas pogłosu powinien z kolei wynosić 0,5-0,6 sekundy. W warszawskiej podstawówce osiągał trzy razy więcej.
Warunki akustyczne, jakie powinny spełniać pomieszczenia szkolne, zawarte są w tzw. normie pogłosowej. Jest to polska norma przywołana w rozporządzeniu ministra infrastruktury dotyczącym warunków technicznych budynków. Problem w tym, że dotyczy tylko nowo budowanych szkół, które i tak – jak obserwuje architekt - nie zawsze spełniają te wymogi.
Mikołaj Jarosz zwraca jednak uwagę na rozporządzenie MEN w sprawie podstawowych warunków niezbędnych do realizacji przez szkoły i nauczycieli zadań edukacyjnych, wychowawczych i opiekuńczych. Już pierwszy paragraf dokumentu odnosi się do warunków technicznych budynku ujętych w rozporządzeniu resortu infrastruktury. - Czyli przepis jest, ale nie działa – stwierdza Jarosz.
Warszawskiej podstawówce w końcu pomogła przewodnicząca rady miasta Ewa Malinowska-Grupińska, zmieniające się przepisy dotyczące normy akustycznej (wchodziły one w życie w 2018 roku, więc było o nich głośno) i zbliżające się wybory samorządowe. Po pięciu latach diagnozowania problemu i walki o jego rozwiązanie udało się. Szkoła dostała pieniądze od miasta na eksperymentalny projekt.
- To co widać na suficie i częściowo na ścianach, to specjalne płyty, które powodują, że nie ma pogłosu, który był największym problemem – pokazuje dyrektorka szkoły. - Wprowadziliśmy dźwiękochłonne panele z wełny szklanej. Dzięki nim dźwięk już nie odbija, co wpływa na zrozumiałość mowy – precyzuje Jarosz. - Tym samym SP nr 340 jako jedna z pierwszych w Polsce przeszła pełną modernizację akustyczną – dodaje.
Budynek ma 5,6 tys. metrów kwadratowych. Ekipa ze względu na trwający rok szkolny pracowała głównie w weekendy i wieczorami. Prace trwały pół roku. Specjalnych płyt nie zamontowano tylko we wspomnianej szatni. - Wszystko było rozłożone w czasie, więc nie było jednego momentu wow. Ale jak sale gimnastyczną wyciszyli, to był szok. I stołówkę – wspomina Małgorzata Antonowicz. Koszt? Milion złotych.
Oceny w górę
Ale inne liczby są bardziej imponujące. Z badania, które przeprowadzono po remoncie, wynika, że 77 proc. nauczycieli zauważyło polepszenie ogólnego komfortu pracy. Odsetek tych, którzy oceniali poziom hałasu na korytarzu jako „bardzo wysoki” spadł z blisko 80 proc. do 2. Przed wyciszeniem 89 proc. deklarowało „wysoki” lub „bardzo wysoki” poziom zmęczenia głosu. Po wyciszeniu odsetek ten spadł do 25 proc.
Przed wyciszeniem szkoły trzy czwarte nauczycieli skarżyło się na „częste” lub „bardzo częste” bóle głowy, po zamianach – jedna czwarta. Jeśli chodzi o fizyczne dolegliwości, to 20 proc. zauważyło też u siebie szczękościsk, potem o tej przypadłości wspominało tylko 2 proc. kadry. Poziom stresu z „wysokiego” lub „bardzo wysokiego” spadł z 70 do 25 proc., a grupa oceniająca poziom zmęczenia po lekcjach jako „bardzo wysokie” z 57 proc. zmalała do 11.
U uczniów nauczyciele zaobserwowali przede wszystkim poprawę komunikacji na przerwach i lepsze rozumienie poleceń na lekcjach (61 proc.). Przed modernizacją koncentrację, tempo pracy, zapamiętywanie z lekcji czy pracę w grupach najczęściej nauczyciele oceniali jako średnią lub niską. Po modernizacji dominowały odpowiedzi „wysoki” lub „bardzo wysoki”. Dwie trzecie kadry stwierdziło, że oceny są „nieco lepsze” lub „dużo lepsze”. Zaobserwowano też znaczny spadek pobudzenia i agresji wśród uczniów. Odsetek nauczycieli wskazujących na „bardzo wysoką” częstotliwość tych zachowań spadł z 64 proc. do 9 proc.
Także 70 proc. uczniów zauważyło zmiany po wyciszeniu. 4 proc. uczniów określiła swoją koncentrację przed wyciszeniem szkoły jako „wysoką” lub „bardzo wysoką”. Po wyciszeniu takiego zdania było już 66 proc. z nich. Dwukrotnie więcej uczniów o wiele lepiej rozumiało polecenia i pracowało w grupach. Dzieci zauważyły też, że rzadziej boli je głowa, choć dolegliwość ta częściej występowała u nauczycieli. - Zupełnie inny komfort – podsumowuje dyrektorka podstawówki.
Zmiany jeszcze lepiej widać w historiach konkretnych uczniów. - Jeden chłopiec miał aparat słuchowy. Jego mama niesamowicie cieszyła się, że w końcu udało się wyregulować urządzenie i syn rozumiał, co mówią nauczyciele. Klasy, które miały najwięcej lekcji w pierwszych wyciszonych salach, mówiły: „w końcu nie domyślam się, co nauczycielka powiedziała” – wspomina przewodniczący Rady Rodziców. - Wyszło wszystko to, czego my się domyślaliśmy – dodaje.
Byłoby jak w Finlandii
W Warszawie w ramach pilotażu po SP nr 340 wyciszono jeszcze 10 kolejnych szkół. - Różnica jest ogromna – przyznaje Paweł Maślej, który odwiedził jedną z podstawówek w Krakowie, która również przeszła podobną modernizację. - Jak się wchodziło na korytarz i krzyknęło, to dźwięk od razu ginął – opowiada. Nie ukrywa, że marzyła mu się taka zmiana i u niego w szkole. - Jak zmieniłaby się polska edukacja, gdyby akustyka budynków szkolnych nie była „przypadkowa”? - pyta retorycznie Jarosz.
Przekonuje, że przestrzeń w edukacji w dużym stopniu nadaje jej rytm i wpływa na jej kształt. Wiele problemów szkolnych wynika z niedostatków przestrzeni. - Patrząc na wyniki ankiet z SP nr 340, można by stwierdzić, że gdybyśmy poprawili tylko ten jeden element, przeskoczylibyśmy Finlandię uznawaną za edukacyjny wzór – dodaje.
Zwłaszcza, że w wielu wypadkach można wyciszyć szkołę samodzielnie, niskim nakładem. Poprawę akustyki mogą dać zasłony, dywany, otwarte regały z książkami. - Z tego powodu sale dla klas 1-3 są z reguły cichsze i mają krótszy czas pogłosu niż pracownie przedmiotowe dla starszych klas, chociaż pod względem budowlanym są takie same – wyjaśnia architekt. Fundacja Audionomia radzi też, by w szkole przyjąć kodeks ciszy i prowadzić audioedukację.
Dzwonki do likwidacji
Dwaj starsi synowie Roberta z wyciszenia w pełni nie skorzystali, bo zdążyli przejść do drugiego budynku, ale jego dwie młodsze córki i setki kolejnych dzieci mogą uczyć się już komfortowo. Do Wojciechowskiego wciąż dzwonią rodzice ze szkół z całej Polski – ostatnio z Gorzowa i Szczecina - z pytaniem, co zrobić, bo mają taki sam problem. Długo szukali, jak zdiagnozowali źródło kłopotów, to nie mają wsparcia albo nikt im nie wierzy. Barierą zawsze są finanse.
- Widziała pani ucho na ścianie? - Robert Wojciechowski mówi o urządzeniu powieszonym na jednym z korytarzy, które pokazuje poziom dźwięku. Gdy jest za głośno, zapala się na czerwono. - Ono jest po to, żeby widzieć hałas. Z hałasem jest taki problem, że nie można go dotknąć, zobaczyć. A jak coś jest niewidzialne i nienamacalne, to dla niektórych nie istnieje. Ale hałas czujemy – przekonuje Wojciechowski.
Gdy w SP nr 340 dzwoni dzwonek na przerwę, spokojnie można kontynuować rozmowy. Niewykluczone jednak, że to jeden z ostatnich dzwonków. Dyrektorka myśli o zlikwidowaniu i tego źródła hałasu.
Źródło: Radio ZET
- Rzeczniczka Praw Dziecka: Przed nami jeszcze dużo zmian, żeby dzieci w Polsce były bezpieczne
- Nowe zasady w ortografii to zmiany w szkołach i na maturze. "Ale ta zmiana ułatwi życie
- Epidemia dysleksji. Jedna czwarta maturzystów ma stwierdzone trudności w nauce
Epidemia dysleksji. Jedna czwarta maturzystów ma stwierdzone trudności w nauce
Byłeś świadkiem czegoś niespodziewanego? Masz temat, którym powinniśmy się zająć?
Zgłoś sprawę przez Czerwony telefon Radia ZET