"Uciekajcie, bo on was zabije". Rodzina ofiar Jaworka przerywa milczenie
- Wiem, że kiedyś oglądał w domu film, w którym ktoś się zastrzelił. Powiedział wówczas, że jakby on coś takiego zrobił, to tak, że nikt go nigdy nie znajdzie - wspomniał pan Ireneusz, szwagier zamordowanej Justyny Jaworek. Ona, wraz z mężem i synem, zostali przed trzema laty zabici przez brata jej męża - Jacka Jaworka. Ciało mężczyzny, którego od 2021 roku poszukiwano w całej Polsce, znaleziono w lipcu.
Rodzina bała się Jacka Jaworka? "Uciekajcie, bo on was zabije"
Cała Polska żyła sprawą Jacka Jaworka, który w nocy z 9 na 10 lipca 2021 roku zamordował swojego brata, bratową oraz bratanka, a następnie uciekł i ukrywał się przez trzy lata. Jego ciało z raną postrzałową głowy odnaleziono po trzech latach, zaledwie kilka kilometrów od miejsca, gdzie dokonał zbrodni. Tożsamość poszukiwanego potwierdziły badania DNA. Według ustaleń śledczych popełnił samobójstwo. Policja zatrzymała jego 74-letnią ciotkę, która pomagała mu się ukrywać.
W rozmowie z dziennikarzami programu "Uwaga" TVN milczenie przerwali bliscy ofiar Jaworka - siostry jego bratowej oraz jej mąż. - Wiem, że kiedyś [Jacek Jaworek - red.] oglądał w domu film, w którym ktoś się zastrzelił. Powiedział wówczas, że jakby on coś takiego zrobił, to tak, że nikt go nigdy nie znajdzie - wspomniał pan Ireneusz, szwagier zamordowanej Justyny Jaworek.
- A jego rodzina czułaby wówczas jego oddech - dopowiedziała pani Iwona, żona Ireneusza i siostra zamordowanej Justyny Jaworek. Małżeństwo miało te słowa usłyszeć od córki Jacka Jaworka. - Ona bała się go najbardziej. Pisała do Justyny: „Uciekajcie, bo on was zabije” - relacjonowała siostra zabitej.
Jaworek popełnił samobójstwo? "Pewnego rodzaju demonstracja"
W programie poruszony został również wątek samobójstwa Jaworka. - On nie zrobił tego w jakichś trudno dostępnych ostępach leśnych, tylko niemal na oczach wszystkich, blisko miejsca zbrodni, cmentarza, gdzie znajdowała się jego rodzina - podkreślił Arkadiusz Andała, były policjant kryminalny i właściciel agencji detektywistycznej.
- On chciał, by jego ciało zauważono i śmiem twierdzić, że popełnienie samobójstwa w takim miejscu jest pewnego rodzaju demonstracją, ale również sygnałem do organów ścigania: „Przez całą tę sprawę kontrolowałem tę sytuację. Nie zatrzymaliście mnie, a teraz ja, na własnych zasadach, na własnych warunkach i z własnej broni popełniam samobójstwo” - tłumaczył ekspert. W tę hipotezę nie wierzą jednak Iwona i Ireneusz. Ich zdaniem był chory. - Miał 2,5 litra wody w płucach i powiększone serce. Cukrzyca - mówili.
Ciotka ukrywała Jaworka? "Czemu nikt tam nie zajrzał?"
Małżeństwo dziwi się jednak, dlaczego dopiero po trzech latach śledczy wpadli na trop ciotki Jaworka - tej, która go ukrywała. - Myśleliśmy, że najbliższa rodzina została sprawdzona. Bo jak to? Ciocia, chrzestna, mieszkanka Dąbrowy? Czemu nikt tam nie zajrzał? Zadałam takie pytanie prokuraturze, oficjalnie. Zapytałam, czy któraś z tych cioć była przesłuchana. I wiem, że nie - przyznała Iwona. Dla rozmówców "Uwagi" fakt, iż to 74-latka pomagała swojemu siostrzeńcowi przez ten czas, jest "szokujący".
- Nie mogę sobie wyobrazić, dlaczego go wzięła. Może próbował wziąć ją na litość, że jest chory. Ale wiedziała, co robi, ukrywała mordercę - zaznaczyła Iwona. - Dobra wiadomość jest taka, że wiemy, że już go nie ma. Natomiast chcielibyśmy wiedzieć, dlaczego ktoś mu pomagał? Co nim kierowało? Czy było to z dobroci serca, czy ktoś był zastraszony? Tego nie wiemy i to chcielibyśmy się dowiedzieć - dodała kobieta.
Źródło: Radio ZET/uwaga.tvn.pl
Byłeś świadkiem czegoś niespodziewanego? Masz temat, którym powinniśmy się zająć?
Zgłoś sprawę przez Czerwony telefon Radia ZET