`

"Pęka klosz bezpieczeństwa epidemiologicznego". Lekarz wskazał 2 powody

3 min. czytania
19.03.2025 20:08
Obserwuj nas na Google

Z powodu stylu życia i braku szczepień przypominających wśród dorosłych pęka klosz bezpieczeństwa epidemiologicznego - powiedział naczelny epidemiolog Uniwersyteckiego Szpitala Klinicznego we Wrocławiu prof. Jarosław Drobnik. Jak przyznał ekspert, niezwykle istotne jest ponawianie szczepień.

Lekarz
fot. Jakub Kaminski/East News - zdj. ilustracyjne
  • Odkąd w Polsce potwierdzono przypadek błonicy, eksperci ponownie przypominają o tym, jak ważne są szczepienia
  • Lekarz ocenił, że "klosz bezpieczeństwa epidemiologicznego" pęka na naszych oczach z dwóch powodów
  • Chodzi przede wszystkim o styl życia - częste podróże do miejsc o bardzo niepewnym statusie epidemiologicznym - i brak szczepień

"Na naszych oczach ten klosz bezpieczeństwa nad nami pęka"

Burzliwa dyskusja o szczepieniach rozpoczęła się na nowo po tym, jak u 6-latka, który wrócił z wakacji na Zanzibarze, wykryto błonicę. To poważna choroba zakaźna gardła i krtani, która dzięki szczepieniom została populacyjnie wyeliminowana. Dziecko nie było na nią szczepione, mimo że w Polsce jest taki obowiązek. "Niestety podsycające dezinformację ruchy antyszczepionkowe, poprzez zniechęcenie do szczepień - fundują nam powrót zapomnianych chorób" - napisała na swoim profilu w mediach społecznościowych dr n. med., specjalista chorób zakaźnych Karolina Pyziak-Kowalska. Do bezpieczeństwa epidemiologicznego odniósł się również naczelny epidemiolog Uniwersyteckiego Szpitala Klinicznego prof. Jarosław Drobnik podczas środowej konferencji prasowej we Wrocławiu. 

Zdaniem eksperta dotychczas mieliśmy poczucie bezpieczeństwa epidemiologicznego, bo tzw. wyszczepialność w przypadkach szczepień obowiązkowych wśród dzieci wciąż wynosi ok 90 proc., choć powinna sięgać nawet 95 proc. - Jednak na naszych oczach ten klosz bezpieczeństwa nad nami pęka i to z dwóch powodów. Przede wszystkim nie stosujemy tzw. dawek przypominających wśród dorosłych po upływie kolejnych 10 lat, a to jest warunek, by nadal być bezpiecznym, bo z wiekiem tracimy odporność. Druga kwestia to nasz styl życia - ocenił lekarz. Chodzi o podróże w różne miejsca świata, w których sytuacja epidemiczna jest niepewna.

Ekspert: Musimy wrócić do szczepień i do dawek przypominających co 10 lat

- Jeździmy wszędzie, nie zdając sobie sprawy z tego, że trafiamy w miejsca, w których endemicznie występują choroby zakaźne. Tak samo do nas przyjeżdżają z tych samych miejsc ludzie o bardzo niepewnym statusie epidemiologicznym - dodał prof. Jarosław Drobnik. Dodatkowo wiele osób podróżujących w egzotyczne miejsca często przyjmuje szczepienia na "wyimaginowane, rzadkie choroby", takie jak cholera, malaria, tyfus, podczas gdy nie ma odporności na takie niebezpieczeństwo, które mogą wywołać tężec, krztusiec, polio czy błonica. Według epidemiologa musimy wrócić do szczepień i do dawek przypominających co 10 lat, a w niektórych chorobach, jak np. sezonowe, nawet co roku. 

Do sprawy odniósł się również Kierownik Kliniki Pediatrii i Chorób Infekcyjnych USK we Wrocławiu prof. Leszek Szenborn, omawiając przypadek niezaszczepionego dziecka, które zachorowało na błonicę. Jego zdaniem 6-latek w Polsce mógł być bezpieczny, bo jego rówieśnicy byli niemal w komplecie zaszczepieni. Sytuacja jednak się zmieniła, gdy dziecko pojechało za granicę. - Coraz bardziej obniżamy procenty zaszczepionych, co znacząco wpływa na stan odporności populacyjnej. To nie jest straszenie, ale błonica jest najstraszniejszą z tych wszystkich chorób - powiedział lekarz. - Przypadki błonicy stwierdza się w Czechach, w Niemczech i to nie w pojedynczych przypadkach. W Czechach w ubiegłym roku było 12 przypadków, a w Niemczech w 2023 r. 120 przypadków - dodał. 

Redakcja poleca

Mimo że każdy dorosły po ukończeniu 19 lat powinien co 10 lat przyjąć kolejną dawkę przeciwko błonicy, ksztuścowi i tężcowi, wiele osób o tym zapomina i nie stosuje się do zaleceń. Chodzi również o przedstawicieli służby zdrowia. - Obawiamy się, bo okazało się, że większość lekarzy, którzy się tym dzieckiem z błonicą zajmowali, nie była również zabezpieczona. Dopiero po tym zdarzeniu musiała się doszczepić przeciwko błonicy. Ci, którzy byli najbliżej, musieli wziąć chemioprofilaktykę, żeby znieść nosicielstwo - przyznał prof. Szenborn. Tymczasem, zdaniem eksperta, tylko ponowne szczepienia zagwarantują odporność populacyjną.

Źródło: Radio ZET/PAP

Byłeś świadkiem czegoś niespodziewanego? Masz temat, którym powinniśmy się zająć?

Zgłoś sprawę przez Czerwony telefon Radia ZET