Pies skatowany widłami został na posesji oprawcy bez pomocy. "Urzędnicy kłamali"
Skatowanej suczce, która była dźgana widłami i kopana początkowo nikt nie pomógł - podała w informacji prasowej Agata Geilke, prezeska Schroniska Pegasus, która interweniowała w sprawie zwierzęcia. Kobieta twierdzi, że w tej sprawie była okłamywana przez gminnych urzędników i policję. "Światło dzienne ujrzała smutna prawda" - czytamy w informacji prasowej. Na szczęście zwierzę udało się uratować, Padi - bo tak nazwano suczkę - opuściła już szpital i dochodzi do zdrowia.
W czwartek w mediach społecznościowych pojawiło się bulwersujące nagranie. Widać na nim, jak nastolatek brutalnie znęca się nad psem. Wszystko nagrywała jego 15-letnia koleżanka. Na filmie chłopiec dźgał zwierzę widłami i kopał po całym ciele. Na film zareagowała policja, która w czwartek przekazała mediom, że na miejscu pojawili się funkcjonariusze oraz lekarz weterynarii, który "zajął się zwierzęciem". Zdaniem prezeski Schroniska Pegasus Agaty Geilke nie jest to do końca prawda.
"Okazało się, że urzędnicy już w dniu publikacji nagrania widzieli zwierzę, jednak nikt nie zabezpieczył jego dalszego losu. W czwartek miejscowa komenda policji udzielała informacji mediom i członkom organizacji pozarządowych, iż pobity pies jest zabezpieczony przez lekarza weterynarii. Dociekliwość Prezeski Schroniska Pegasus sprawiła, że światło dzienne ujrzała smutna prawda - psu nikt nie pomógł!" - czytamy w przesłanej nam informacji prasowej.
Szczuczyn. Pies dźgany widłami został bez pomocy
W dalszej części listu Agata Geilke opisuje, jak zwodzili ją zarówno urzędnicy, jak i policjanci. "Zadzwoniłam do gminy, by zapytać, czy pobity pies nie potrzebuje przewiezienia na specjalistyczną diagnostykę, np. tomografię głowy. Chciałam również dowiedzieć się co z innymi zwierzętami z gospodarstwa. Byłam okłamywana" – podaje kobieta.
"Urzędnik gminy stwierdził, że Burmistrz nic o sprawie nie wie i o wszystko muszę pytać policję. Rzecznik policji poinformował mnie, że więcej zwierząt nie ma, a pobity szczeniak jest pod opieką lekarza weterynarii i nie jest potrzebna pomoc. Drążyłam temat, wówczas poinformowano mnie, że ten lekarz to Powiatowy Inspektor Weterynarii. Wtedy już wiedziałam, że coś jest nie tak, PIW nie leczy zwierząt. Gdy zadzwoniłam do Inspekcji, poinformowano mnie, że owszem Inspekcja psa widziała, ma obrażenia, ale nie będą psa łapać. Przekierowano mnie do Gminy informując, iż tam o 8.00 rano złożono na biurko Burmistrza wniosek o odbiór psa. Zadzwoniłam więc do Gminy, by ponownie usłyszeć, że nic o sprawie nie wiedzą, nie będą rozmawiali i proszę dzwonić na policję" – kontynuuje kobieta.
Jak wyjaśnia Agata Geilke, w tym momencie "przestała dzwonić". "Wsiadłam w auto, by jechać ponad 300 km próbować ocalić to biedne zwierzę. W trasie kontaktowałam się z innymi organizacjami m.in. Dolnośląskim Inspektoratem Ochrony Zwierząt, który nagłośnił całą sprawę, by znaleźć kogoś, kto ma szansę dotrzeć tam szybciej niż ja. Przecież dla tego zwierzęcia każda godzina mogła oznaczać śmierć w męczarniach" – relacjonuje.
"Policja nie podjęła się złapania psa"
Na miejscu pojawiła się lokalna wolontariuszka – jak się okazało, pies nadal przebywał na posesji, na której go katowano. "Wezwany patrol policji odmówił zabezpieczenia zwierzęcia, poinformowano, że nie będą psa łapać, a ten boi się ludzi i ucieka” - czytamy w informacji prasowej. Chwilę później patrol odjechał, a kobieta działająca na rzecz ochrony zwierząt zabrała czworonoga z posesji. "Przejęto także drugą suczkę przebywającą w tym gospodarstwie. Zwierzęta przewieziono do specjalistycznego szpitala neurologicznego w woj. mazowieckim" – przekazało Schronisko Pegasus.
Badania wykazały, że pies ma liczne obrzęki tkanek miękkich, krwiak na oku, rany kłute i szarpane. Parametry krwi wskazują też na obrażenia wątroby i trzustki. "Sunia była pod obserwacją neurologiczną ze względu na uraz głowy. Dwie pierwsze noce przebywała na tlenoterapii ze względu na duszność spowodowaną odmą płuc i obrzękiem krtani" – informuje technik weterynarii Olga Banach. Z informacji przekazanych przez Agatę Geilke wynika, że stan psiaka udało się ustabilizować, zwierzę opuściło szpital i przebywa w domu tymczasowym.
Do sprawy włączyła się adwokat Katarzyna Topczewska. "Uważam, że odpowiedzialność powinien ponieść każdy, kto przyczynił się do każdej minuty cierpienia Padi. Dlatego w imieniu Schroniska Pegasus składam pozew do Prokuratury Rejonowej w Grajewie w sprawie nieudzielenia pomocy przez dorosłych domowników oraz niedopełnienia obowiązków służbowych przez urzędników i policjantów" – napisała na Instagramie.
RadioZET.pl/Schronisko Pegasus
Byłeś świadkiem czegoś niespodziewanego? Masz temat, którym powinniśmy się zająć?
Zgłoś sprawę przez Czerwony telefon Radia ZET