`

"Mieli śliczne dzieci, piękny dom". Nowe fakty ws. tragedii w Choroszczy

3 min. czytania
28.02.2023 11:30
Obserwuj nas na Google

Nowe fakty ws. tragicznego pożaru w Choroszczy, w którym zginął ojciec i trójka dzieci. Rodzina miała założoną niebieską kartę. To nie była ich pierwsza awantura. Prokuratura Okręgowa w Białymstoku przekazała, że śledztwo dotyczy dokonania zabójstwa i doprowadzenia do pożaru. Na miejscu tragedii znaleziono pojemnik z łatwopalną substancją, której najprawdopodobniej użyto do wzniecenia ognia.

pożar w Choroszczy
fot. PAP/KM PSP Białystok

W pożarze w Choroszczy zginął 45-letni mężczyzna i troje dzieci w wieku 3, 8 i 10 lat. Wcześniej w domu doszło do awantury. Zawiadomienie o pożarze poprzedziło zgłoszenie na numer alarmowy. Żona 45-latka wybiegła i od sąsiadów wezwała służby. Kiedy przyjechały na miejsce, okazało się, że budynek był już objęty ogniem. Funkcjonariusze nie mogli wejść do środka, ponieważ groziło to niebezpieczeństwem.

Choroszcz. Nie żyje ojciec i dzieci. Śledztwo dotyczy zabójstwa

Po częściowym ugaszeniu pożaru w domu znaleziono zwłoki czterech osób - ojca i trójki dzieci. Ustalenia ws. tragedii są szokujące. Według informacji "Faktu" przy martwym mężczyźnie miały zostać znalezione dwa telefony komórkowe i zapalniczka. 

Prokuratura Okręgowa w Białymstoku przekazała we wtorek Polskiej Agencji Prasowej, że śledztwo dotyczy dokonania zabójstwa i doprowadzenia do pożaru. Główna obecnie hipoteza zakłada, że 45-letni mężczyzna podpalił dom, a w pożarze zginął on i trójka jego dzieci. - Czyn został opisany tak, że to zabójstwo zostało dokonane poprzez sprowadzenie pożaru tego domu, jako zdarzenia, które zagraża życiu lub zdrowiu wielu osób albo mieniu w wielkich rozmiarach - poinformował rzecznik białostockiej prokuratury okręgowej Łukasz Janyst.

- Główna hipoteza jest taka, że było to podpalenie dokonane przez ojca tych dzieci i że wszyscy zginęli w tym pożarze - dodał prok. Janyst. W miejscu pożaru znaleziono pojemnik z łatwopalną substancją, której najprawdopodobniej użyto do wzniecenia ognia.

pożar w Choroszczy
Fot. PAP/Artur Reszko
pożar w Choroszczy

Biorąc pod uwagę, że to początek śledztwa i nie ma jeszcze opinii biegłych, prokuratura nie przesądza, jakie będzie zakończenie tego postępowania. Jeśli obecnie przyjęta, główna hipoteza się ostatecznie potwierdzi dowodowo, będzie ono umorzone z powodu śmierci sprawcy.

We wtorek wydano postanowienia o powołaniu biegłych z zakresu medycyny sądowej. Chodzi o ustalenie przyczyn śmierci całej czwórki, w tym m.in. ostateczne ustalenie, czy do zgonu dzieci nie doszło jednak jeszcze przed pożarem. Sekcje powinny być przeprowadzone w najbliższych dniach. Do ustalenia przyczyn pożaru konieczny będzie biegły z zakresu pożarnictwa.

39-letnia kobieta, matka tragicznie zmarłych dzieci, jest obecnie pod opieką swojej rodziny. Pomocą psychologiczno-pedagogiczną są objęte dzieci z przedszkola w Choroszczy, do którego uczęszczało najmłodsze dziecko, które zginęło w pożarze. Starsze chodziły do szkoły w Białymstoku. Ich koledzy z tych placówek również mają dostać pomoc psychologiczną.

Redakcja poleca

Rodzina miała założoną niebieską kartę

Rzeczniczka urzędu miasta i gminy Choroszcz Urszula Glińska powiedziała Polskiej Agencji Prasowej, że małżonkowie mieszkali w Choroszczy od kilku lat. Wcześniej pracowali w Stanach Zjednoczonych. Od końca 2022 r. rodzina - na krótko - miała założoną tzw. niebieską kartę, o której był poinformowany przez policję Miejsko-Gminny Ośrodek Pomocy Społecznej w Choroszczy. Karta ta została zamknięta w lutym, na wniosek małżonków.

Według "Faktu", który powołuje się na relacje sąsiadów, w rodzinie nie działo się dobrze. Mimo że małżonkowie byli miłymi i elokwentnymi ludźmi, coraz częściej dochodziło do awantur. Ojciec dzieci miał zaglądać do kieliszka. W sylwestra policja wyprowadziła go w kajdankach. Do kolejnej kłótni miało dojść w styczniu. 45-latek miał grozić wtedy żonie pobiciem oraz tym, że targnie się na swoje życie. Ostatnia kłótnia skończyła się tragicznie.

- Mieli śliczne dzieci, piękny dom, ładne samochody, oszczędności. Wnuczek Stefan uwielbiał grać w piłkę nożną i szachy, reszta też była jak iskierki. Tylko żyć i cieszyć się życiem, wyszło zupełnie odwrotnie – mówił "Faktowi" zrozpaczony dziadek dzieci.

NAPISZ DO NAS

Byłeś świadkiem ważnego zdarzenia? Widziałeś coś intrygującego lub bulwersującego? Chcesz, żebyśmy opisali ważny problem? Napisz do nas! Informacje, zdjęcia i nagrania możesz przesłać nam na informacje@radiozet.pl.

RadioZET.pl/"Fakt"/PAP

Byłeś świadkiem czegoś niespodziewanego? Masz temat, którym powinniśmy się zająć?

Zgłoś sprawę przez Czerwony telefon Radia ZET