Przyszpitalnej szkole grozi likwidacja. „Ostatnia deska ratunku”

3 min. czytania
27.03.2026 13:37
Obserwuj nas na Google

Groźba likwidacji szkoły przy szpitalu psychiatrycznym w Lubiążu zadziałała. Jak dowiaduje się reporterka Radia ZET, trwają prace nad poselskim projektem, który przygotowywany w porozumieniu z Ministerstwem Edukacji Narodowej może doprowadzić do zmiany sposób finansowania takich placówek. – Walka o polepszenie warunków szkoły trwa już 15 lat, w zasadzie od momentu, kiedy powstała – mówi Radiu ZET Henryka Rewak, dyrektorka Zespołu Szkół Specjalnych w Lubiążu.

Tablica szkolna
fot. Dawid Wolski

Z tego artykułu dowiesz się:

  • Dlaczego szkole w Lubiążu grozi likwidacja.
  • Jakie wyzwania finansowe stoją przed szkołą przyszpitalną.
  • Co planują władze, aby uratować szkołę przy szpitalu psychiatrycznym.
  • Które działania podejmują posłowie dla wsparcia szkoły.

Szkole przy szpitalu psychiatrycznym w Lubiążu grozi likwidacja

Szkoła przy dziecięcym szpitalu psychiatrycznym w Lubiążu jest tylko jedną z kilku takich w Polsce. Do tej pory finansuje ją powiat, mimo że do szpitala i szkoły trafiają dzieci z całego kraju. Tylko 3 proc. to młodzi pacjenci z najbliższej okolicy. Władze powiatu mówią o problemie systemowym, bo podopiecznym szpitala trzeba zapewnić opiekę na najwyższym poziomie, a powiatu na to nie stać. Dyrekcja sama walczy o zmiany. – Walka o polepszenie warunków szkoły trwa już 15 lat, w zasadzie od momentu, kiedy powstała – mówi Radiu ZET Henryka Rewak, dyrektorka Zespołu Szkół Specjalnych w Lubiążu.

Sytuacja jest wyjątkowo trudna, bo władze powiatu przyjęły już uchwałę o zamiarze likwidacji szkoły. A placówka opiekuje się dziećmi, które potrzebują specjalistycznej pomocy. Niektóre są po wielokrotnych próbach samobójczych, z problemami z agresją czy używkami. Trafiają tu na mocy wyroków sądowych, przebywają w zamkniętych oddziałach od kilku miesięcy nawet do kilku lat. Dla wielu to jedyna szansa dla nich na ukończenie szkoły. Obecnie jest tu 79 uczniów. Najmłodszy ma 9 lat, najstarszy – 18.

– Daje im namiastkę normalności, ja o to walczę, żeby dzieciaki nie odczuły aż tak bardzo, że są w takim miejscu – mówi dyrektorka. – Mamy dzieciaki naprawdę coraz bardziej dysfunkcyjne, coraz bardziej zagubione. Szpital ma swoje zadanie, leczenia, terapii, a my uzupełniamy tą terapię poprzez właśnie zajęcia dydaktyczne, wychowawcze, przeróżne zajęcia rozwijające, pasje, mamy też dzieci zdolne – wymienia.

Szkoła nie jest traktowana jak zwykłe placówki

Jako główny problem Rewak wskazuje fakt, że jej szkoła jest traktowana jak zwykłe placówki przyszpitalne, a w ocenach wagi subwencyjnej jest wyceniana o wiele niżej niż na przykład zakłady poprawcze czy wychowawcze. Starosta wołowski Jan Janas w rozmowie z Radiem ZET przyznaje, że w tym roku na prowadzenie szkoły przyszpitalnej trzeba dołożyć 2,5 miliona złotych. – Pisaliśmy do Ministerstwa Edukacji, pisaliśmy do Ministerstwa Sprawiedliwości, pisaliśmy do Urzędu Marszałkowskiego, rozmawialiśmy z kuratorką – wylicza. – No i tylko to się takie odbijanie od ściany, dlatego to jest ostatnia deska ratunku, żebyśmy w końcu doprowadzili do tego, żeby ta szkoła samobilansowała się – dodaje starosta.

Redakcja poleca

Po przyjęciu przez powiat uchwały zamiarowej o likwidacji szkoły pomoc zadeklarowała posłanka Koalicji Obywatelskiej Jolanta Niezgodzka. W rozmowie z Radiem ZET zapowiada prace nad projektem poselskim o zwiększeniu finansowania tego typu szkół.  W prace nad projektem ma się zaangażować Ministerstwo Edukacji Narodowej. Propozycja rozwiązania – jak twierdzi posłanka – ma być gotowa w ciągu kilku miesięcy.  

– To nie jest taka szkoła jak inne przyszpitalne, dlatego musi być objęta specjalną opieką. Pracujemy nad tym, żeby dla takich szkół, o wzmocnionym zabezpieczeniu, móc wykazywać większe środki, co wiąże się z koniecznością wyodrębnienia być może wagi specjalnej dla tych szkół – mówi Niezgodzka.

Szykują się zmiany w przepisach

Na razie projekt dotyczy tylko finansowania. Nie ma planów przeniesienia całej odpowiedzialności na tego typu placówki na Ministerstwo Edukacji Narodowej. – Szkoła, o której mówimy, jest prowadzona przez powiat, ale działa przy szpitalu wojewódzkim, więc być może to jest dobre rozwiązanie, żeby organem prowadzącym dla tej szkoły nie był powiat wołowski, tylko województwo dolnośląskie – wskazuje posłanka. 

Pomysł w samorządzie województwa jest dyskutowany. Nieoficjalnie jednak słychać, że urząd marszałkowski nie chce być "szantażowany", tylko zależy mu na systemowym rozwiązaniu sprawy na poziomie rządowym. Władze powiatu i szkoły liczą jednak na zmiany przepisów i zwiększenia finansowania, i to szybko.  Niedawno dyrektor Rewak gościła wizytę z kuratorium. Szkoła została oceniona jako innowacja pedagogiczna na skalę Polski.

Źródło: Radio ZET

Byłeś świadkiem czegoś niespodziewanego? Masz temat, którym powinniśmy się zająć?

Zgłoś sprawę przez Czerwony telefon Radia ZET