Obozy offline dla dzieci coraz popularniejsze. "Pierwsze 2,3 dni są trudne. Nie wszyscy wytrzymują"

7 min. czytania
15.08.2025 09:19
Obserwuj nas na Google

Dzień mają wypełniony warsztatami, rozmowami i pieszymi wycieczkami. Do telefonu mogą sięgnąć raz po sześciu dniach na 15 minut. - Co roku mniej więcej połowa uczestników wraca do nas, bo tak spodobał się im wyjazd. Ale pierwsze dwa, trzy dni są trudne. Dla niektórych tak trudne, że muszą opuścić nasz obóz - opowiada o coraz bardziej popularnych koloniach offline Maciej Dębski z Fundacji Dbam o Mój Z@sięg.

Uczeń z telefonem
fot. Wojciech Olkusnik/East News

Z tego artykułu dowiesz się:

  • Jak nadmierne korzystanie z urządzeń cyfrowych wpływa na dzieci.
  • Dlaczego rodzice wysyłają dzieci na obozy offline.
  • Jak wyglądają wyjazdy offline.

Monika zapisała po raz pierwszy w te wakacje swojego siedmioletniego syna na tygodniowe kolonie. Atrakcji nie brakowało. Plan zakładał basen, ściankę wspinaczkową, spacery po lesie, do tego mnóstwo zabaw i gier terenowych. Franek wrócił z wyjazdu przygnębiony.

- Gdy tylko kończyły się zorganizowane zajęcia albo kiedy autokarem przewozili grupę na kolejne atrakcje, każde dziecko od razu wyciągało telefon. Franek z nikim nie mógł nawet porozmawiać, nawiązać jakiejś przyjaźni, bo każdy siedział z nosem w komórce – opowiada Monika. Jej syn telefonu jeszcze nie ma.

Dzieci w internecie. Jest źle

- Jest źle – ocenia krótko Krzysztof Obrębski, pedagog specjalny, psychotraumatolog, wicedyrektor Zespołu Szkół nr 31 im. Kilińskiego w Warszawie. Skutki nadmiernego korzystania z internetu i wszelkich cyfrowych urządzeń u uczniów mógłby wyliczać długo: coraz słabsze więzi i relacje, problemy ze snem, koncentracją, percepcją, a nawet z wysławianiem się, co potem potęguje kłopoty w szkole z nauką i emocjonalne. W szkołach nie brakuje uczniów w trakcie terapii, uzależnionych od cyfrowych narzędzi. - Świat wirtualny wkroczył niebezpiecznie w nasze życie. Zagrożenie cyfrowe jest naprawdę duże, rodzice powinni się obudzić – stwierdza Obrębski.

Potwierdza to m.in. raport „ Internet dzieci” Instytutu Cyfrowego Obywatelstwa opublikowany w marcu tego roku. Według zebranych danych ponad połowa dzieci (58 proc.) w wieku 7-12 lat aktywnie korzysta z przynajmniej jednego serwisu społecznościowego lub komunikatora dozwolonego od 13. roku życia. W grupie wiekowej 7-14 lat 83 proc. dzieci korzysta z internetu, codzienne spędzają w sieci średnio 4,5 godz., z czego ponad 2 godz. to czas poświęcony na media społecznościowe. Z rozrywki – głównie gier oraz muzyki – korzysta 95 proc. internautów, z treści erotycznych – 51 proc. Te ostatnie serwisy są zresztą w zestawieniu TOP 10 najczęściej odwiedzanych domen przez osoby w wieku 7-14 lat.

Redakcja poleca

Według raportu dzieci korzystają z internetu przez cały dzień. Największy spadek ich cyfrowej aktywności to godziny 9–12, kiedy są na lekcjach. Potem nadrabiają kontakt z ekranem. Gdy przychodzą wakacje i brak naturalnego ograniczenia w postaci szkolnych zajęć, ze smartfonami się nie rozstają. Rodzice szukając dla nich alternatyw i by ustrzec się takich sytuacji, jakich doświadczył Franek, coraz częściej wysyłają dzieci i młodzież na obozy offline. Jak one wyglądają i na czym polegają?

Wakacje bez telefonu. Możliwe?

Po raz czwarty w tym roku obóz „Relacje w wakacje” organizuje Fundacja Dbam o Mój Z@sięg. Wyjazdy przeznaczone są dla dzieci od 7 do 17 lat. - W badaniach, które przeprowadzamy jako fundacja, młodzież jasno stwierdzała, że super byłoby, gdyby można się było odciąć np. na tydzień od nowych technologii i zobaczyć, jak to jest żyć offline – wspomina o początkach i pomyśle na takie wyjazdy Maciej Dębski, prezes fundacji, pracownik naukowy Instytutu Socjologii Uniwersytetu Gdańskiego.

Zazwyczaj w jednym turnusie bierze udział 50 dzieci. Do tej pory fundacja w wakacje organizowała dwa turnusy, w tym roku – trzy. W trakcie roku szkolnego fundacja prowadzi w szkołach wykłady, szkolenia z zakresu higieny cyfrowej i tak rodzice dowiadują się o wyjazdach offline i zapisują dzieci.

Te w większości przypadków wiedzą, gdzie jadą, natomiast, jak opowiada Dębski, na każdym turnusie są niespodzianki. Zdarzają się uczestnicy, którzy do ostatniego momentu nie wiedzą, gdzie jadą albo jakie są zasady takiego obozu. - Pierwsze dwa, trzy dni są trudne. Dla niektórych tak trudne, że nie wytrzymują. Robią wszystko, żeby wrócić do komputera, telefonu i muszą opuścić nasz obóz – przyznaje Dębski. Taka sytuacja zdarzyła się np. w czasie ostatniego turnusu.

Redakcja poleca

- Musieliśmy poprosić rodziców, żeby odebrali wcześniej dziecko. Zresztą nie chciało ono już wysiąść z samochodu, kiedy rodzice je do nas przywieźli. Było w bardzo kiepskim stanie psychicznym. Rodzice uważali, że mimo wszystko się odnajdzie – opowiada Dębski. W takich wpadkach organizatorzy rekomendują raczej szpitale psychiatryczne. - Prowadzimy kolonie profilaktyczne, nie terapeutyczne. Nie leczymy dzieci z zakresu uzależnień od nowych technologii – zaznacza Dębski.

Uczestnicy kolonii „Relacje w wakacje” mają zajęcia psychologiczne, socjoterapeutyczne, do tego warsztaty związane z budowaniem kompetencji miękkich i z higieny cyfrowej. - Widzimy bardzo dużą potrzebę zajęć w plenerze, więc organizujemy dużo wycieczek pieszych, spacerów – wylicza Dębski. Zaznacza jednak, że program nie jest wypełniony po brzegi. Młodzież ma też czas na nic nierobienie i poprzebywanie samemu ze sobą. - Staramy się jednak robić wszystko razem. Nawet jak dziecko nie chce uczestniczyć w jakichś zajęciach, to ma przyjść na salę gimnastyczną. Chodzi o to, żebyśmy przez te 10 dni bycia bez telefonu uważali na drugą osobę – wyjaśnia Dębski.

Bo dzieci w tej kwestii mają różne podejście. - Potrafią być altruistyczne, pomocne i chętne do współpracy, ale są też takie zapatrzone na siebie, widzące czubek własnego nosa. Takich jest więcej – przyznaje prezes fundacji i dodaje: - Przez te 10 dni staramy się, żeby te dzieciaki wyżej podnosiły oczy.

Wyjazdy offline i jeden telefon

Coraz więcej firm i organizatorów letnich wyjazdów ze względu na nośny temat telefonów komórkowych i bycia offline, proponuje taki wypoczynek. Chodź jak zauważa Maciej Dębski, regulaminy takich wyjazdów często zakładają możliwość korzystania z komórek, tylko np. wieczorami, więc z wyjazdem offline nie ma to za wiele wspólnego. - Dzieciaki przyjeżdżają do nas w piątki. W połowie turnusu, w środę, mogą raz użyć telefonu na 15 minut - wyjaśnia i już zapowiada, że w przyszłym roku nie będzie nawet tych 15 minut.

Redakcja poleca

- Potem przez dwa dni musimy doprowadzać grupę do ładu – tłumaczy Dębski i opowiada: - Po sześciu dniach offline dzieci funkcjonują już w określonym trybie, super sobie radzą, a jak usłyszą głos mamy, taty, to chcą wyjeżdżać do domu, bo rodzice tęsknią, nie stawiają granic. Przez dwa kolejne dni mamy dużo pracy wychowawczej, żeby przywrócić dzieciaki do stanu, w który udało nam się je wprowadzić.

Nie tylko bowiem dzieci są różne. Wiele zależy od rodziców. Nie brakuje tych nadopiekuńczych, chcących wszystko kontrolować. - Dzieci, zwłaszcza te starsze, w ciągu tych 15 minut często nie dzwonią w ogóle do rodziców. Raczej oddzwaniają do znajomych, szybko przeglądają, co się dzieje w mediach społecznościowych, do tego krótka gra. Rodzice potrafią mieć do nas pretensje o to i pytają, dlaczego ich dziecko do nich nie zadzwoniło – wspomina Dębski.

Jasne zasady korzystania z telefonów i internetu

O tym, jak ważna w kontekście urządzeń cyfrowych, jest postawa rodziców, przekonał się też Krzysztof Obrębski. Gdy pracował w podstawówce i zabierał swoja klasę na zielone szkoły, ustalił, że jego grupa nie korzysta z telefonów w ciągu dnia. Na rozmowę z rodzicami była wyznaczona konkretna godzina. - Taka forma była o tyle dobra dla uczniów, że mogli oni skoncentrować się na tej jednej godzinie, a resztę czasu spędzali ze sobą – wspomina Obrębski.

Gdy nauczyciel informował o zasadach rodziców, spotykał się z dużym zaskoczeniem. Przedstawiał wtedy program, pokazując, że liczba atrakcji nie pozwala na ciągłe korzystanie z telefonu. Przekonywał, że to on odpowiada za bezpieczeństwo dzieci i rodzice muszą mu zaufać. - Zawsze też mówiłem, że jeśli się coś będzie działo, to zadzwonię. Jeśli się ktoś z tym nie zgadza, to dziecko może nie jechać – opowiada. Zazwyczaj jechał komplet.

Na obozach „Relacje w wakacje” rodzice jeśli chcą dowiedzieć się, jak czuje się ich dziecko, mogą zadzwonić o każdej porze dnia i nocy do kierownika kolonii. - I dzwonią, ale raczej to są telefony nie na zasadzie, że "chciałbym porozmawiać z dzieckiem", tylko rodzice pytają, czy u syna, córki jest wszystko ok, czy niczego mu nie brakuje – mówi Dębski. Zawsze też jasno przedstawia rodzicom regulamin – jeżeli go nie akceptują, nie muszą z wyjazdy korzystać.

Ze względu na rodziców po pierwszym obozie zmienili też jedną z zasad. - Kiedy umieszczaliśmy zdjęcia z zajęć na stronie, rodzice zamiast się cieszyć, że dziecko jest uśmiechnięte, że się angażuje, to zwracali nam uwagę, że np. syn jest trzeci dzień w tej samej koszulce – wspomina Dębski. Od trzech lat wychowawcy robią zdjęcia, ale zgrywają je na dysk i dopiero po koloniach udostępniają link rodzicom.

Rodzic kupuje telefon, a potem?

Krzysztof Obrębski zaznacza, że owszem ważne jest to, żeby oderwać młodzież od telefonów, ale z wyjazdami offline w kontekście rodziców ma jeden problem. Czuje wyraźną sprzeczność – bo to przecież rodzice kupili, dali dziecku smartfona czy komputer. A potem ci sami rodzice wysyłają syna czy córkę na kolonie offline. - Świadomość cyfrowych zagrożeń wśród rodziców jest kluczowa. To rodzic powinien przede wszystkim rozmawiać z dzieckiem na te temat. Często jednak mama czy tata nie potrafi kontrolować, jak ich córka czy syn korzysta z internetu. W większości dzieci są pozostawione same sobie. To jest przykre – zauważa.

Dlatego, jak mówi, przede wszystkim jest zwolennikiem nie zakazywania, ale edukowania i pokazywania, co nadmierne korzystanie z telefonów może powodować. - Można dać nastolatkowi telefon, żeby nie był wykluczony, żeby miał o czym z rówieśnikami rozmawiać, ale to nie może być pozostawione bez kontroli – podkreśla.

Odbierając Franka z kolonii, Monika dyskutowała na temat wykluczenia z inną mamą, której córka pojechała na wyjazd zaopatrzona w telefon. - Twierdziła, że inaczej córka byłaby wykluczona, bo wszystkie dzieci mają. Spytałam, czy jeśli wszystkie dzieci będą wkładać palce w gniazdko, to jej córka też musi, żeby nie była wykluczona. Nic nie odpowiedziała – opowiada Monika. Z Frankiem po kolonii długo rozmawiała. Wyjaśniła mu, że kiedyś będzie miał swój telefon, ale przekonała go, że na razie jest mu on niepotrzebny i fajniej jest spędzać czas razem np. na dworze.

Na kolonie „Relacje w wakacje” połowa dzieci to uczestnicy poprzednich edycji. Niektórzy już nie mogą jeździć, bo ukończyli 18 lat, ale tak polubili te wyjazdy, że dołączają jako wolontariusze albo wychowawcy. - Rodzice opowiadają nam, że po naszych wyjazdach przez pewien czas dzieciaki pilnują higieny cyfrowej w domu, zwracają też mamie czy tacie uwagę, gdy ci nie przestrzegają podstawowych zasad – opowiada Maciej Dębski. Stąd fundacja planuje zorganizować dłuższe wyjazdy offline także dla rodziców.

Źródło: Radio ZET

Byłeś świadkiem czegoś niespodziewanego? Masz temat, którym powinniśmy się zająć?

Zgłoś sprawę przez Czerwony telefon Radia ZET