`

W wakacje na korepetycje. "Inaczej się nie da. W roku szkolnym nie ma kiedy"

9 min. czytania
04.08.2025 08:19
Obserwuj nas na Google

Matematyka, polski, biologia, chemia. Rynek korepetycji nie zamiera także w wakacje. Z dodatkowych lekcji korzystają nie tylko poprawkowicze maturalni. Rodzice zapisują dzieci na dodatkowe lekcje, by już przygotowywały się do przyszłych egzaminów i olimpiad. Czy naprawdę inaczej się nie da?

Lekcje
fot. Anna Golaszewska/East News
  • Wraz z końcem roku szkolnego uczniowie nie kończą lekcji. Także w wakacje korzystają z korepetycji.
  •  Nie brakuje uczniów, którzy na letnich korepetycjach przygotowują się do egzaminów ósmoklasisty czy matur, do których podejdą dopiero za rok.
  • - Najczęściej okazuje się, że takie dzieci dobrze sobie radzą, ale rodzice wywierają presję - przyznaje polonistka.

Córka Anny w trakcie roku szkolnego chodzi na dodatkowe lekcje z matematyki, chemii, biologii, angielskiego i niemieckiego. W wakacje korepetycji nie przerywa. Z panem od chemii spotykała się raz w tygodniu przez ostatni miesiąc, żeby dokończyć rozpoczęty rozdział w szkole. Z panią od biologii łączyła się online przez kolejne trzy soboty. Tak ma rozpisany plan korepetycji i realizowania programu – obejmuje on także wakacje.

- Lekcje z matematyki jej narzuciłam. W czerwcu była na obozie językowym. Klasa przerobiła wtedy jeden dział. To jest 16 tematów, a we wrześniu mają mieć z tego sprawdzian. Nie wytłumaczę jej sama tego materiału. Jest walka, z bólem, ale musi przerobić, przećwiczyć tę matematykę. W roku szkolnym nie będzie kiedy – tłumaczy Anna, mama Magdy, trzecioklasistki z liceum z Warszawy. Uczennica korepetycje z matematyki zaczyna więc od poniedziałku, żeby zdążyć do połowy sierpnia przed wyjazdem na wczasy z rodziną.

Korepetycje przed poprawką z matury

Wczasy czy urlop - określenia dotychczas zarezerwowane głównie dla dorosłych oznaczające najczęściej dwa tygodnie wolnego w pracy - powoli trafiają do świata uczniów. Rynek korepetycji, który od lat nieprzerwanie kwitnie, nie zamiera także w wakacje. - Uczniów mam mniej, ale jedna czwarta lekcji się odbywa – opowiada Damian, który od kilku lat udziela korepetycji z matematyki. Nie pracuje w szkole, prowadzi swoją działalność. W wakacje z jego lekcji korzystają przede wszystkim maturalni poprawkowicze. - Część zadzwoniła już w dniu ogłoszenia wyników 8 lipca. W ciągu tygodnia zebrała się grupa sześciu osób – opowiada.

Damian spotyka się z każdym trzy razy w tygodniu po godzinie. Korepetycje skończą się dzień, dwa dni przed poprawkową maturą. Ta w tym roku odbędzie się 19 sierpnia. Czy uda się poprawić? - Jeśli ktoś miał cztery godziny matematyki przez cztery lata liceum, to oznacza 500-600 lekcji. Po 1,5 miesiąca intensywnej nauki gwarancji co do zdania nie daję, ale zwiększam szansę takich maturzystów. Zazwyczaj 70,80 proc. moich uczniów-poprawkowiczów zdaje – opowiada.

Redakcja poleca

Nie tylko z matematyki uczniowie poprawiają maturę w sierpniu. Karolina, polonistka z Poznania, lipiec ma intensywny z powodów poprawkowiczów z polskiego. Trafili do niej przez portal e-korepetycje albo z polecenia przez znajomych. W sumie uczy teraz siedem osób z całej Polski, głównie po liceum. - Część nie zdała egzaminu pisemnego, część – ustnego. W zeszłym roku mnie to zdziwiło, w tym roku już chyba nic mnie nie zaskoczy – opowiada. Z maturzystami spotyka się po godzinie trzy razy w tygodniu. Ćwiczy budowanie zdań, tworzenie wypowiedzi, powtarza lektury.

Z niektórymi trenuje techniki komunikacji niewerbalnej. - Sporo jest teraz uczniów z zaburzeniami lękowymi, więc wyjście przed komisję ich wiele kosztuje. Ćwiczymy więc opanowanie stresu, żeby nie zatopili się w sobie w czasie egzaminu – opowiada. Większość nie zdała jednak, bo po prostu opuszczała lekcję, bo "matura ich zaskoczyła", albo szli na nią z przekonaniem, że „jakoś to będzie”. Tylko nie było. Do tego kilku uczniów zapisało się do Karoliny na korepetycje w wakacje, bo poprawiają rok i przygotowują się do wewnętrznych szkolnych egzaminów poprawkowych. - Zazwyczaj od drugiej klasy liceum zaczynają się trudności, bo pojawia się romantyzm, program jest wtedy wyjątkowo przeładowany – mówi polonistka.

Cała klasa na korepetycjach

Z doświadczenia Jagody, nauczycielki matematyki z Łodzi, wynika, że tacy uczniowie są jednak najbardziej zdeterminowani. Nieraz zdarzało się, że maturalni poprawkowicze w związku z najdłuższymi wakacjami życia, jak zwykło się mówić o przerwie między maturą a studiami, już pracowali, więc za lekcje płacili sami. - Jak widzą cel, to motywacja jest większa, a tu mają nóż na gardle. W tym wypadku zdecydowanie inicjatywa leży po stronie uczniów – zauważa Jagoda.

Różnie z tym już bywało w wypadku uczniów, którzy przychodzili do niej na wakacyjne korepetycje, by nadrobić różnice programowe. Np. po drugiej, a czasem po trzeciej klasie zmieniały im się plany na przyszłość i postanawiali się przenieść z profilu humanistycznego na ścisły z rozszerzoną matematyka. - Często rodzice się bali, że dziecko sobie nie poradzi, więc zapisywali je na lekcje w wakacje – opowiada Jagoda. W takich wypadkach rodzice też częściej kontrolowali, jak idzie dziecku. - Nie było tu presji oceny, więc martwili się. Ale najczęściej nie było problemu z motywacją – opowiada Jagoda.

Redakcja poleca

Anna zaznacza, że nie każe się córce uczyć do przodu. Bardziej chodzi jej o utrwalenie materiału i objaśnienie wszystkiego. Jak tłumaczy, ktoś musi sprawdzić, czy zrozumiała materiał. Magda chodzi do klasy bio-chem-mat. - Chemia u niej w liceum leży. Pani pracuje tylko z olimpijczykami. Córka się wstydzi zapytać, jak czegoś nie wie, bo słyszy zaraz odpowiedź: „jak tego można nie wiedzieć”. Ja jej nie wytłumaczę tych tematów, bo już nie pamiętam tego – wyjaśnia Anna. Po pierwszej klasie liceum nastolatka sama więc poprosiła mamę o znalezienie korepetytora.

Kiedy Magda dostała się do liceum, koleżanka Anny poradziła, by już szukać korepetycji z matematyki. Anna więc poszukała i zapisała córkę. Ma lekcje u emerytowanego matematyka po politechnice. Plusem jest to, że może do niego zadzwonić o każdej porze dnia i nocy i wszystko jej wyjaśni. - Zresztą też nie trafiła najlepiej w liceum z nauczycielem. Gdy nie poprawiła jednego sprawdzianu z funkcji, poszłam spytać, co jest nie tak. Nauczyciel odpowiedział mi tylko, że Magda się świetnie uczy i żadnych korepetycji nie potrzebuje. Ale jak się nie zrozumie jednego tematu z matematyki, to dalej nie będzie wiedziała – stwierdza Anna.

Powołuje się tu na przykład kolegi Magdy z klasy, którego mama jest matematyczką. - Ćwiczy z nim codziennie. Zresztą wszyscy z klasy córki chodzą na jakieś korepetycje. Brat mieszka w USA, tam każde dziecko też ma korepetycje – dodaje Anna.

Korepetycje od podstawówki

W drugiej klasie znalazła też dla Magdy korepetytorkę od biologii. - Koleżanka lekarka mi poleciła. Uczyła jej synów, którzy są już na specjalizacjach. Nauczycielka uspokaja ją, pokazała jej metody relaksacyjne, bo Magda jest bardzo nerwowa. Córka w ogóle ma zaufanie do korepetytorów. Zwierza im się, lubi ich – opowiada Anna. Jak twierdzi, to właśnie przez wspaniałego nauczyciela biologii z podstawówki córka wybrała profil biologiczno-chemiczny w liceum. Chociaż jest fascynatką historii i ma talent do języków.

Redakcja poleca

Wtedy już zresztą - w podstawówce - przyzwyczajała się do chodzenia na korepetycje w wakacje. Przed ósmą klasą przygotowywała się do konkursu z wiedzy o społeczeństwie na dodatkowych lekcjach w wakacje. - Jak byliśmy na wycieczce za granicą, to cały samochód uczył się razem z nią – wspomina Anna. Oprócz tego od piątej klasy Magda chodziła też na korepetycje - ale tylko w trakcie roku szkolnego - z matematyki, do tego miała lekcje z angielskiego i niemieckiego, a przed egzaminem ósmoklasisty chodziła do polonistki po sąsiedzku pisać wypracowania.

- Nie jestem zwolenniczką tego, to nie jest normalne. Za dużo jest wszystkiego. Nie wiem, kto ten program układa. Gdy chodziłam do szkoły, w wakacje nawet lektury nie przeczytałam – stwierdza Anna. Jest lekarką. Córka też planuje iść na kierunek lekarski. - Żeby się gdzieś dostać, to trzeba zdać maturę. Tłumaczę jej, że nie uczy się dla ocen, ale jeśli dostanie 75 proc. z klasówki, to znaczy, że 25 proc. nie umie. Pytam: poszłabyś do takiego lekarza? No nie. Nie da się inaczej, jak teraz się dziecka nie przypilnuje, to nie nadrobi tego czasu. To tak jakby pływak miał zostać olimpijczykiem, a nie trenował w domu - mówi.

W trakcie roku szkolnego nie ma czasu na naukę?

Damian porównuje takie lekcje do zajęć z trenerem personalnym na siłowni. - Niektórzy korzystają kilka razy z jego porad, żeby się dowiedzieć, jak poprawnie trenować, a niektórzy trenują z nim przez kilka lat nawet nie po to, żeby poprawnie wykonywać ćwiczenia, ale potrzebują dodatkowej motywacji – stwierdza. W wakacje oprócz poprawkowiczów ma też lekcję z osobami, które kontynuują naukę do matury, głównie rozszerzonej. Spotyka się z nimi albo łączy online raz w tygodniu, raz na dwa tygodnie.

- Jeżeli ktoś uzyskać z matury rozszerzonej naprawdę dobry wynik, czyli powyżej 80 proc., to trzeba wykorzystywać każdą chwilę i dążyć do celu. Ci uczniowie wiedzą, że żeby dostać się na medycynę, automatykę i robotykę, czy informatykę, to te wyniki muszą być wyśrubowane. Wiedzą też, że w klasie maturalnej, biorąc pod uwagę inne lekcje, przygotowanie do sprawdzianów, nie do końca będą mieli na to czas – uważa i przekonuje, że wakacje są dobrym czasem, żeby można było sobie odpocząć, ale przy okazji nadrobić trochę zaległości, żeby w klasie maturalnej nie trzeba było się tak dużo uczyć.

- Przerabiam z uczniami 12 działów do matury. Jeżeli w czasie trzeciej klasy przerobiliśmy pięć działów, to w wakacje możemy kolejne dwa zrobić. Dzięki czemu w klasie maturalnej tych działów już nie będzie siedem, tylko pięć. Więcej czasu zyskamy więc na arkusze maturalne, powtórkę materiału – wylicza matematyk. Jak opowiada, współpracuje z osobami, które same chcą się uczyć. - Oczywiście staram się je zmotywować na początku, ale jeżeli nie widzę poprawy, jeśli ktoś nie odrabia np. ćwiczeń, to nasza współpraca się kończy – mówi. Jak przyznaje, rodzice rzadko dzwonią do niego, żeby spytać, jak idzie dziecku. - Podejrzewam, że większość rodziców moich uczniów jest zapracowana i ufa mi – mówi.

Lekcje, korepetycje, depresja

- Niestety, rodzic często myśli, że zapłaci i problem się rozwiąże. Ale czasem najlepsze korepetycje nie pomogą – komentuje dr Joanna Leek z Wydziału Nauk o Wychowania Uniwersytetu Łódzkiego. - Ambicje rodziców, nadopiekuńczość, chęć kontroli – wylicza najczęstsze powody, dla których rodzice fundują dzieciom szkołę w wakacje. Wraca tu też do definicji korepetycji. - To nauka jeden na jeden w tempie ucznia tak, by dawać możliwość wyrównania deficytów, których nie daje 30-osobowa klasa – mówi. To najlepiej pokazuje, jak rynek korepetycji i cel takich lekcji się zmienił.

- Jeżeli nie ma jakiś szczególnych wskazań np. do poprawy, to jest to ewidentnie niedobre zjawisko. Uczeń potrzebuje odpocząć, odetchnąć od szkolnej rutyny, bo brak odpoczynku powoduje frustrację, zmęczenie. Skądś potem biorą się te uzależnienia i zaburzenia psychiczne. Często można ich uniknąć i nie narażać na to dzieci – stwierdza ekspertka.

Redakcja poleca

Podobnych argumentów używa Karolina, polonistka, gdy dostaje pytania o lekcje w wakacje dla ósmoklasistów, którzy za rok będą pisać egzamin na koniec podstawówki. Tak samo odpowiada, gdy rodzice chcą, żeby dziecko już w wakacje przygotowywało się do olimpiad. - Zamiast odpocząć, pojeździć na rowerze, to dziecko ma pisać rozprawki, bo rodzic uważa, że im więcej ich napisze, tym będzie lepiej. Niestety, są rodzice, którzy zamęczają dzieci, dopytują wręcz, czy może bym więcej zadała. Wtedy tak naprawdę bardziej pracuję z rodzicem niż z dzieckiem – mówi Karolina.

Tłumaczy, że rok będzie stresujący, że układ nerwowy musi odpocząć, że ruch jest ważniejszy pod kątem rozwoju młodego człowieka. Jeśli rodzic nalega, polonistka sięga po skrajne opowieści o próbach samobójczych, samookaleczeniach dzieci, co już najczęściej działa na wyobraźnie. Nauczycielka jest też interwentem kryzysowym, więc zna sporo takich historii.

Rodzice wtedy najczęściej odpuszczają. Wracają we wrześniu. - I najczęściej okazuje się, że te dzieci dobrze sobie radzą, ale rodzice wywierają presję. Zdarza się, że dziecko jest bardzo zmotywowane, chętnie pracuje, ale im bardziej rodzic naciska, tym uczeń bardziej się wycofuje, nie ma radości, chęci dyskutowania na zajęciach. Nie brakuje też depresji maskowanych. Wtedy przekierowuję je do psychologa i pracuję z rodzicami – opowiada polonistka.

Korepetycje siedem dni w tygodniu, przez cały rok

Według dr Joanny Leek korepetycje pokazują też problem prywatyzacji i komercjalizacji pozornie bezpłatnej edukacji. A także braku zaufania do tego, że szkoła wystarczająco dobrze nauczy. - Według niektórych badań prawie 90 proc. maturzystów pobiera korepetycje. Te tendencje są bardzo niepokojące – komentuje dr Leek. Przyznaje, że sama ma dzieci w siódmej klasie podstawówki i w trzeciej liceum, czyli idealnie przed egzaminem ósmoklasisty i maturą. - W wakacje korepetycji dzieciom bym w życiu nie zafundowała. Siedzą, jedzą truskawki, czereśnie, malują, odpoczywają. Chociaż korepetytorka od matematyki starszej córki w czerwcu na ostatnich zajęciach pytała zdziwiona, czy nie chcę lekcji w wakacje dla córki. Nawet gdyby córka chciała, to bym jej odradzała. Teraz powinna mieć czas na swoje pasje i odpoczynek – podkreśla dr Leek.

Właśnie ze względu potrzebę odpoczynku Jagoda przestała udzielać korepetycji w wakacje. - Praca jest coraz bardziej wymagająca, matematyka jest coraz trudniejsza dla uczniów. Przed rokiem szkolnym potrzebuję się  naładować pozytywną energią, żeby od września zacząć pracę w szkole na najwyższych obrotach, a tak czułam, że cały czas o kimś myślę, zastanawiałam się, jak mu pomóc, co zabierało mi radość wakacji. Dzieciaki też chcą odpocząć, czekają na te wakacje – przyznaje matematyczka.

Damian urlop ma tylko w czerwcu – wtedy kiedy uczniowie mają poprawy i najgorętszy czas przed wystawieniem ocen. W trakcie roku szkolnego pracuje siedem dni w tygodniu z przerwą jedynie na Wigilię, Sylwestra i Wielkanoc.

Anna zastanawia się, czy po wakacjach zapisać Magdę jeszcze na lekcje z polskiego. Córka ma co prawda szóstkę z tego przedmiotu, ale i tak się spyta, czy pójdzie na dodatkowe lekcje.

Źródło: Radio ZET

Byłeś świadkiem czegoś niespodziewanego? Masz temat, którym powinniśmy się zająć?

Zgłoś sprawę przez Czerwony telefon Radia ZET