Zaginięcie Iwony Wieczorek. Nowe ustalenia ws. Pawła P. "Jesteśmy bliżej wyjaśnienia"
Iwona Wieczorek zaginęła w 2010 roku. W ostatnich dniach w związku ze sprawą zatrzymano Pawła P. oraz Joannę S. Jeden z zarzutów postawiony mężczyźnie dotyczy głośnego zaginięcia. Jak ustalił "Fakt", kolega 19-latki miał wejść do jej mieszkania, a tam usuwać pliki z komputera gdańszczanki. Aldona Szostak, wdowa po dziennikarzu śledczym Januszu Szostaku, który napisał dwie książki o poszukiwaniach dziewczyny, nie ma wątpliwości, że to przełom w sprawie.
Sprawa zaginięcia Iwony Wieczorek od 12 lat pozostaje niewyjaśniona. Teraz pojawiła się szansa na przełom. Paweł P., którego zatrzymano w ostatnich dniach, usłyszał zarzuty "dotyczące utrudniania postępowania karnego poprzez usuwanie śladów i dowodów, zacieranie śladów przestępstwa, a także podawanie nieprawdziwych informacji w sprawie dotyczącej Iwony Wieczorek".
Przypomnijmy, gdańszczanka w nocy z 16 na 17 lipca 2010 roku po grillu na działce poszła ze znajomymi do sopockiego klubu. Tam widziano ją po raz ostatni, m.in. w towarzystwie Pawła P. Kolega zaginionej usłyszał trzy zarzuty, z których jeden dotyczy zaginięcia. "Fakt" dotarł do jego szczegółów. Ustalenia są szokujące.
Mężczyzna miał 16 lipca bezprawnie wejść do domu Iwony Wieczorek, używając kluczy pozostawionych przez zaginioną u koleżanki, a tam zmieniać i usuwać niektóre dane z jej komputera. Jednak to nie wszystko. Miał też "wysyłać wiadomości na komunikatorze Gadu-Gadu, podawać się tam za matkę zaginionej i sugerować, że Iwona Wieczorek jest w domu publicznym za granicą". — Do żadnego z tych punktów Paweł P. się nie przyznał – powiedział "Faktowi" jego obrońca mec. Krzysztof Woliński.
Paweł P.? "Coś ukrywał, czegoś się obawiał"
Aldona Szostak, żona dziennikarza śledczego Janusza Szostaka, który prowadził swoje śledztwo w sprawie zaginięcia i napisał o nim dwie książki, nie ma wątpliwości, że nowe ustalenia to przełom w sprawie. Jej zdaniem Paweł P. musiał mieć coś do ukrycia, skoro ingerował w zawartość komputera 19-latki.
– Bo po co miałby wchodzić do jej mieszkania i podszywać się pod jej mamę, musiał mieć ważny powód. To wygląda tak, jakby chciał skierować podejrzenia na kogoś innego, być może na mamę Iwony, podszywając się pod nią i pisząc jako ona, że Iwona jest w domu publicznym za granicą. Skoro prokuratura postawiła taki zarzut, coś było na rzeczy. Czego on mógł się obawiać? Tego nie wiemy. Może chodziło o narkotyki. Też one się tutaj przewijały. To była młodzież, która się bawiła, kto wie, czy czegoś nie zażywali – komentowała w rozmowie z "Faktem". – Ja go nie oskarżam, ale może czymś nielegalnym się zajmował, czymś niebezpiecznym, co groziło zarzutami i więzieniem – dodała.
Kobieta podkreśliła, że Paweł P. na początku przewijał się w śledztwie jako główny podejrzany. Dziadkowie jednak dali mu alibi i został wykluczony. - Zastanawialiśmy się na początku, że może on mógł wyjść z tego mieszkania niepostrzeżenie, może dziadkowie spali, nie widzieli, a on się wymknął. Na pewno nie mógł wyjść przez okno, to mieszkanie przecież było na bardzo wysokim piętrze - zauważyła wdowa po Januszu Szostaku.
Nowy wątek ws. zaginięcia Iwony Wieczorek
Aldona Szostak zaznaczyła, że tego wątku wcześniej nie było w aktach sprawy i ani ona, ani jej mąż nie wiedzieli o nim. – Na podstawie tego zarzutu możemy raczej przypuszczać, że Paweł może mieć coś na sumieniu. Coś ukrywał, czegoś się obawiał. Może Iwona wiedziała o nim coś więcej. Jeszcze raz powtórzę, przecież nikt bez przyczyny nie wchodzi do czyjegoś mieszkania, by coś usunąć z komputera i podszyć się pod mamę Iwony. W jakimś celu to zrobił – powiedziała w rozmowie z "Faktem".
Mój mąż studiował akta tej sprawy i tam nigdzie informacji o tym nie było. To jest pewnego rodzaju przełom. Może są jeszcze inne osoby, które coś wiedziały, coś zrobiły, a tego nie powiedziały. Może Paweł, robiąc coś takiego, chciał też ukryć kogoś innego. Może ktoś go wynajął, by coś pousuwał.
Wdowa po dziennikarzu śledczym stwierdziła, że "skoro Paweł wszedł do tego mieszkania, to może przypuszczał, że Iwona już tam nie wróci". - Klucze do tego mieszkania zabrał z torby Iwony, która była na balkonie Adrii, koleżanki Iwony. Powiem pani jeszcze jedną rzecz. Mój mąż, przygotowując do publikacji drugą książkę, mówił, że morderca jest na pierwszej stronie podany. I teraz tak sobie myślę, bo z mężem już nie zdążyłam o tym porozmawiać, że mąż mógł myśleć o kimś innym, niż wszyscy do tej pory uważaliśmy. Mógł w pewnej chwili wydedukować, że to wcale nie był ten człowiek, ale jakiś inny kolega Iwony – oceniła.
– Ta informacja wiele zmienia, to dla mnie spore zaskoczenie. Myślę, że jesteśmy bliżej wyjaśnienia tej sprawy. Dla mnie to przełom, a co dalej się wydarzy, tego pewnie się niedługo dowiemy - podsumowała.
Byłeś świadkiem czegoś niespodziewanego? Masz temat, którym powinniśmy się zająć?
Zgłoś sprawę przez Czerwony telefon Radia ZET