Zaginione małżeństwo Jagłów. Słowackie służby mówią o zarzutach. Nowe informacje od policji
Tajemnica zniknięcia warszawskiego małżeństwa, które zostawiło w domu dwóch synów i liścik, zaangażowała już w akcję służby z dwóch krajów. Warszawska komenda prowadząca sprawę stale odbiera kolejne informacje nt. zaginionej pary, a słowackie media zaczynają mówić o potencjalnych zarzutach. Gdzie jest teraz zaginione małżeństwo z Warszawy? Nowe informacje z policji.
Zaginione małżeństwo z Warszawy nagle porzuciło mieszkanie przy ul. Puławskiej. Zostawili dwóch synów - 14 i 17 lat - i kartkę z liścikiem, w którym wyrażają nadzieję, że ci poradzą sobie w życiu. W akcję policji zaangażowani byli ratownicy TOPR i wreszcie służby ze Słowacji po tym, jak para widziana była po południowej stronie Tatr, na terenie sąsiedniego kraju. Tamtejsze media podają, że Adam i Aneta Jagłowie taksówką wrócili już do Polski. Spekulują też nt. potencjalnych zarzutów.
Zaginione małżeństwo Jagłów. Para wróciła do Polski. Słowackie media o zarzutach
Zniknęli w nocy z soboty na niedzielę (z 20 na 21 maja), później widziano ich na Hali Gąsienicowej w Tatrach (z 22 na 23 maja), więc do akcji włączyli się ratownicy z TOPR. Kiedy media obiegła informacja, że małżeństwo zameldowało się w hotelu po słowackiej stronie gór - w miejscowości Ždiar, nieopodal granicy, gdzie dotarli pieszo - polscy ratownicy przerwali akcję. Z relacji, którą przytacza portal natemat.pl wynika, że polskie służby zaangażowały śmigłowiec, psy tropiące i drony.
Niedawno słowackie służby potwierdziły, że Polacy pojawili się na terytorium kraju, ale najprawdopodobniej po spędzeniu w schronisku jednej nocy wsiedli w taksówkę z powrotem do Polski w środę 24 maja.
"Przeprowadzone kontrole potwierdziły, że para spędziła jedną noc w obiekcie noclegowym w miejscowości Ždiar, a następnego dnia para została przewieziona polską taksówką do przejścia granicznego Łysa Polana, skąd wyjechała do nieznanego jeszcze miejsca" - wyznała cytowana przez serwis noviny.sk rzeczniczka słowackich służb administracyjnych Jana Ligdayová. Podczas rejestrowania noclegu Adam i Aneta Jagłowie mieli wzbraniać się przed okazaniem dowodu tożsamości. Właściciel schroniska rozpoznał ich dopiero po fakcie.
Para z Warszawy może usłyszeć zarzuty?
Służby obu krajów zdają się być krok za poszukiwaną parą. Specjaliści pytani o dziwne zachowanie małżeństwa przekonują, że niedługo się odnajdą, a policja z pewnością zna już dokładną motywację ich "ucieczki". Słowacka rzeczniczka zwraca uwagę, że "jeśli para zostanie oskarżona, może grozić im do trzech lat za kratkami". Polskie służby dotąd nie mówiły wprost o jakichkolwiek zarzutach. Art. 210 Kodeksu karnego wymienia jednak możliwość pozbawienia wolności za "porzucenie małoletniego" - a za małoletniego należałoby uznać młodszego z synów.
Iwona Kijowska z komendy policji na warszawskim Mokotowie zdradza w rozmowie z portalem natemat.pl, że śledczy wciąż otrzymują informację nt. zaginionej pary. Spływają telefonicznie i elektronicznie. "Weryfikujemy każdą z nich" - zapewnia. Szczegóły przemilcza, motywując to dobrem śledztwa. Nie wiadomo, czy w związku z rzekomym powrotem pary do Polski do akcji wrócą służby TOPR. Pytana o włączenie się ratowników do akcji Paulina Kołodziejska tłumaczy, że w takiej sytuacji konieczny byłby jasny wniosek policji.
RadioZET.pl
Byłeś świadkiem czegoś niespodziewanego? Masz temat, którym powinniśmy się zająć?
Zgłoś sprawę przez Czerwony telefon Radia ZET