Zagraża nam w lipcu. Dotknięcie kończy się poparzeniami. GIS alarmuje

2 min. czytania
06.07.2023 13:05
Obserwuj nas na Google

GIS ostrzega przed Barszczem Sosnowskiego. Roślina mylona często z koprem lub arcydzięglem jest niebezpieczna dla zdrowia. "Toksyczne substancje w niej zawarte mogą powodować poważne oparzenia" – pisze w komunikacie Główny Inspektorat Sanitarny.

Barszcz Sosnowskiego
fot. Mateusz Kotowicz/REPORTER, EAST NEWS

Barszcz Sosnowskiego jest w Polsce gatunkiem inwazyjnym, który nie ma naturalnego wroga. Zwalczanie go wymaga systematycznych działań. "Podczas wędrówek uważajmy na Barszcz Sosnowskiego. Trująca roślina kwitnie w czerwcu i w lipcu. Dotknięcie jej kończy się zwykle poparzeniami" – ostrzega na Twitterze GIS.

Inne objawy, które mogą nasilać się w ciągu 24 godzin od kontaktu z rośliną, to m.in. ból głowy, objawy alergiczne, nudności i torsje, a także podrażnienie dróg oddechowych. Barszcz Sosnowskiego jest jedną z największych roślin zielnych występujących w Polsce. Osiąga do 4 m wysokości, liście mają 1,5 m długości, a średnica łodygi – 12 cm. Kielich jest drobny, pięcioząbkowy, korona składa się z pięciu białych, rzadko zaróżowionych płatków osiągających 10 mm długości.

GIS ostrzega przed Barszczem Sosnowskiego

Barszcz jest rośliną silnie parzącą: występująca we włoskach pokrywających jego liście i łodygi kumaryna może powodować poparzenia II i III stopnia, a w skrajnych przypadkach martwicę skóry. Objawy poparzenia Barszczem Sosnowskiego pojawiają się po 12 godzinach od kontaktu, pod wpływem promieni słonecznych, a wdychanie olejków eterycznych może wywoływać nudności, bóle głowy i wymioty.

EAST NEWS
Fot.

Niebezpieczna roślina pochodzi z Kaukazu. Do Polski trafiła pod koniec lat 50. ubiegłego stulecia ze Związku Radzieckiego, propagowana jako źródło taniej paszy dla bydła. Masowo wprowadzano ją do uprawy w PGR-ach w całym kraju. Okazało się jednak, że mięso i mleko krów karmionych barszczem pachniało kumaryną, barszcz ranił wymiona krów, spożycie zielonki powodowało oparzenia przewodu pokarmowego, krwotoki wewnętrzne i biegunki. Problemem był też brak maszyn do zbioru tak wielkich roślin. Pracownicy zatrudnieni do zbioru ręcznego ulegali poparzeniom mimo stosowania odzieży ochronnej.

RadioZET.pl/PAP

Byłeś świadkiem czegoś niespodziewanego? Masz temat, którym powinniśmy się zająć?

Zgłoś sprawę przez Czerwony telefon Radia ZET