Zmiany na maturze przyjęte przez Sejm. Nauczyciele podzieleni. "Nie powinno to tak wyglądać"
Obowiązek uzyskania min. 30 proc. punktów z egzaminu na poziomie rozszerzonym na maturze ma wejść w życie dopiero w 2028 roku, a nie za rok. Tak zdecydował Sejm. Nauczyciele powoli zaczynają wątpić w to, że zmiana kiedykolwiek zacznie obowiązywać. - Przesunięcie na wieczne nigdy - przewidują.
To już kolejny raz, gdy rządzący przesuwają zmiany o kolejne lata. Początkowo wymóg zdawania egzaminu na poziomie rozszerzonym na minimum 30 proc. miał wejść w życie w 2023 roku, kiedy to wchodziła nowa formuła matury. W związku z pandemią, w czasie której uczniowie przez część liceum i technikum uczyli się zdalnie, Przemysław Czarnek, ówczesny minister edukacji, zdecydował jednak o odejściu od wymaganych 30 proc. na maturze rozszerzonej. Zmiana ta miała zacząć obowiązywać dwa lata później, czyli od 2025 roku.
Teraz Sejm na ostatnim posiedzeniu pod koniec listopada przegłosował ustawę przedłużającą, tym razem na trzy kolejne lata szkolne, czyli 2024/2025–2026/2027, brak wymogu uzyskania minimum 30 proc. punktów z wybranego przedmiotu dodatkowego na egzaminie maturalnym. To oznacza, że do 2028 roku aby zdać maturę, maturzyści będą musieli uzyskać minimum 30 proc. z trzech pisemnych przedmiotów na poziomie podstawowym, czyli polskiego, matematyki i języka obcego i z dwóch egzaminów ustnych, czyli z polskiego i jęz. obcego. Do rozszerzenia wystarczy po prostu podejść.Tak jak dotychczas.
Zmiany na maturze. Tak, ale po reformie
MEN w uzasadnieniu projektu ustawy wyjaśniło, że powodem odroczenia tej zmiany są: „utrzymujące się negatywne konsekwencje sytuacji pandemicznej”, a także opinie Konferencji Rektorów Akademickich Szkół Polskich i Konferencji Rektorów Akademickich Uczelni Medycznych. Przedstawiciele uczelni przypomnieli w nich, że każda ze szkół wyższych i tak autonomicznie ustala zasady rekrutacji na studia, w której to przede wszystkim brane są pod uwagę wyniki z rozszerzeń. Zdającym bez odgórnego wymogu powinno więc zależeć na jak najlepszym napisaniu wszystkich egzaminów, znacznie powyżej 30 proc.
MEN w uzasadnieniu przypomniało również o zaplanowanej kompleksowej reformie kształcenia, która ma wejść w życie począwszy od roku szkolnego 2026/2027. Jej elementem również będą zmiany w egzaminach. Wprowadzanie modyfikacji na rok przed nią mija się więc z celem. Zwłaszcza że, jak wylicza dalej MEN, od września 2024 obowiązują skrócone średnio o 20 proc. podstawy programowe.
„Konieczne jest zatem zapewnienie nauczycielom i uczniom odpowiedniego czasu na zapoznanie się ze zmianami w omawianym zakresie i podjęcie wszystkich niezbędnych czynności zmierzających do przeprowadzenia egzaminu maturalnego w oparciu o zmienioną podstawę programową” – czytamy w uzasadnieniu. Chodzi tu m.in. o zaktualizowanie informatorów maturalnych z poszczególnych przedmiotów, czy opracowanie arkuszy matury próbnej (również na poziomie rozszerzonym).
Sceptycznie do wejścia w życie wymaganych 30 proc. na rozszerzeniu na maturze, bez względu na rok, podchodzi Robert Zakrzewski, dyrektor Centralnej Komisji Egzaminacyjnej. - Jako prorektor ustalałem progi punktowe, które trzeba było osiągnąć, by dostać się na wybrany kierunek studiów. Takie rozwiązanie jest w porządku. Uczelnia sama powinna decydować, jakiego chce mieć kandydata, z jakim kandydatem chce pracować, więc obowiązek 30 proc. z rozszerzenia według mnie nie jest konieczny – mówił w rozmowie z RadioZET.pl.
NIK: Łatwa matura szkodzi
Część nauczycieli ma jednak inną opinię. Tak wynika np. z danych Najwyższej Izby Kontroli, która w grudniu 2019 roku spytała dyrektorów szkół o wprowadzenie progu punktowego na rozszerzeniu. 58 proc. wskazało, że powinien on wynieść 30 procent. Także NIK w podsumowaniu raportu ocenił, że obecny egzamin jest za łatwy i postulował, by w ogóle podnieść próg zdawalności do 50 proc. Łatwa matura "szkodzi polskiej oświacie, wpływa demotywująco na uczniów i stanowi swoistą zapowiedź ich niepowodzenia na studiach wyższych" – argumentowała izba. Były to jednak opinie sprzed pandemii i lekcji zdalnych, gdy jeszcze obowiązywała stara formuła matury.
- Jestem rozdarta – nie ukrywa Magdalena Konkolewska, nauczycielka biologii w XI LO w Łodzi. - Wiem, że uczniów wiele kosztuje przygotowanie się do matury. Jest to dla nich duże obciążenie psychiczne – mówi. Obserwując kolejne roczniki, ma wręcz wrażenie, że z roku na rok młodzież coraz gorzej radzi sobie ze stresem związanym z egzaminami.
Z drugiej strony jednak uważa, że wymóg 30 proc. na rozszerzeniu powinien wejść w życie. Zwłaszcza gdy często słyszy od uczniów: „spróbuję sobie podejść do tego przedmiotu, może się uda”. - To nie do końca powinno tak wyglądać. Skoro już ktoś podejmuje decyzję, że zdaje maturę, to powinien coś ze sobą reprezentować. Nie powinno odbywać się to na zasadzie eksperymentu. Jest to jednak matura – podkreśla Konkolewska. I nie jest tej w opinii osamotniona.
Zmiany na maturze przesunięte na wieczne nigdy?
Wielu nauczycieli, którzy sprawdzają egzaminy maturalne, nie kryje irytacji, gdy widzą puste prace. Maturzyści otrzymują zero na rozszerzeniu, ale mimo to wciąż nie tracą prawa do studiowania. - Widać, że maturzyści przychodzą totalnie nieprzygotowani na maturę rozszerzoną – potwierdza biolożka, która również jest egzaminatorką.
Dariusz Chętkowski, łódzki polonista, na swoim BelferBlogu przytacza z kolei historię swoich absolwentów, którzy nieraz opowiadają, jak to na studiach chemicznych spotykają się podczas zajęć z osobami, które nigdy nie były w laboratorium i nie wiedzą, co się tam robi. „Na pytanie, ile to jest 4 proc. ze 105, koledzy odpowiadają, że nie lubią matematyki (na politechnice), po angielsku nie potrafią się odezwać. Absolwentom to nie przeszkadza. Mówią, że uczyli się w liceum, natomiast na studiach zamierzają wyłącznie odpoczywać” - opisuje polonista. Mimo to wątpi, aby próg 30 proc. w ogóle kiedykolwiek wszedł w życie. „Znowu zbierze się Sejm i uchwali przesunięcie na… wieczne nigdy.” - przewiduje.
Oprócz tej zmiany Sejm przegłosował także wprowadzenie funkcji egzaminatora-weryfikatora (egzaminatora drugiego sprawdzania) i operatora pracowni informatycznej, jako osób biorących udział w przeprowadzaniu egzaminów zewnętrznych. Ma to zapewnić lepszą jakość sprawdzania i oceniania prac egzaminacyjnych. Wśród nowości jest też możliwości wnoszenia urządzeń telekomunikacyjnych, które wyposażone są w aplikację monitorującą stan zdrowia osoby zdającej. Ustawę o zmianie ustawy o systemie oświaty oraz niektórych innych ustaw przekazano teraz do Senatu.
Źródło: Radio ZET
Byłeś świadkiem czegoś niespodziewanego? Masz temat, którym powinniśmy się zająć?
Zgłoś sprawę przez Czerwony telefon Radia ZET