"Zwłoki leżały wplątane w konary drzew". To była największa tragedia w polskich górach
20 marca 1968 roku w Karkonoszach doszło do jednej z najtragiczniejszych katastrof lawinowych w historii polskich gór. Mimo ostrzeżeń część turystów postanowiła nie przerywać wyprawy. Wczesnym przedpołudniem lawina runęła w dół z ogromną prędkością, porywając 24 osoby. Tylko pięciu turystów przeżyło.
- Dokładnie 57 lat temu w Białym Jarze doszło do tragedii, w wyniku której zginęło 19 osób
- Akcja ratunkowa trwała wiele dni. Ostatnie ciała ofiar udało się odnaleźć 1 i 5 kwietnia
- Katastrofa ta stała się punktem zwrotnym w świadomości zagrożeń lawinowych w polskich górach
Tragedia w Białym Jarze. Lawina porwała 24 osoby
W 1968 roku warunki w Karkonoszach były wyjątkowo zdradliwe. Jak informuje GOPR, najpierw było długotrwałe ocieplenie i topnienie śniegu, później intensywne opady i zamiecie. Śnieg gromadził się warstwami, tworząc niestabilną pokrywę. W lutym i w marcu na zlodowaciałej pokrywie pojawiła się nowa, dochodząca w niektórych miejscach do 130 cm warstwa śniegu. Od 13 marca sytuację pogorszył silny wiatr. "Szalała też bez przerwy zamieć, przy równoczesnej silnej mgle. Niebezpieczeństwo lawin wzrosło więc ogromnie" - tak zagrożenie w Białym Jarze opisywał w opublikowanym w 1970 roku artykule Marian Tadeusz Bielecki, doświadczony ratownik górski i przewodnik. Druga połowa marca 1968 roku zaczęła się w Karkonoszach od kolejnych obfitych opadów śniegu. Na zboczach powstały ogromne zaspy śnieżne. Górskie Ochotnicze Pogotowie Ratunkowe biło wówczas na alarm - zagrożenie lawinami rosło.
Ratownicy ostrzegali przed prowadzeniem wycieczek w miejsca szczególnie zagrożone. 20 marca również wydano alarm. Część turystów posłuchała i zawróciła do Karpacza. Kilka grup podjęło jednak decyzję o kontynuacji wyprawy. Największa z nich, kilkunastoosobowa, składała się ze studentów Instytutu Górniczego w Kujbyszewie. Była prowadzona przez polskiego pilota z Warszawy. Ratownik GOPR Andrzej Brzeziński pracował wówczas w karpackim ośrodku Juwenturu. Z jego relacji wynikało, że grupa z Kujbyszewa nie była nawet odpowiednio przygotowana na wyście w góry. - Dziewczyny poszły w szpilkach, a mężczyźni w półbutach - wspominał. Do tragedii doszło około godziny 11:00.
"Zwłoki leżały wplątane w konary drzew"
Wczesnym przedpołudniem, gdy słońce mocno nagrzało śnieżne zbocza, nagle oderwała się ogromna masa śniegu. "W ciągu kilkudziesięciu sekund lawina runęła w dół z ogromną prędkością, porywając 24 osoby. Tylko pięciu turystów przeżyło - wyrzuciła ich na bok siła uderzeniowa śnieżnej fali" - informuje karkonoska grupa GOPR. Na miejscu jako pierwsi do pomocy ruszyli inni turyści i sportowcy znajdujący się w pobliżu. Niedługo później akcję rozpoczęli ratownicy. Wkrótce do działań dołączyły setki osób – ratownicy z Polski i Czechosłowacji, Wojsko Ochrony Pogranicza oraz mieszkańcy Karpacza. Przez kolejne dni lawinisko było przeszukiwane sondami i łopatami, kawałek po kawałku, w trudnych warunkach. "Akcja ratunkowa trwała wiele dni. Ostatnie ciała ofiar udało się odnaleźć 1 i 5 kwietnia" - dodaje GOPR.
"Zwłoki leżały przeważnie głęboko pod śniegiem, na dnie lawiniska, wplątane w konary wyrwanych z korzeniami drzew. Po wysondowaniu miejsca położenia zwłok, trzeba było się do nich dostać, kopiąc wąskie a głębokie na dwa do trzech metrów jamy. Bywało tak, że aby wydobyć ciało, trzeba było najpierw odciąć piłką gałęzie, w które było wplątane. [...] W marcu drzewa, nawet w górach, puszczają już soki, a zapach jaki wydzielają odcinane gałęzie jarzębu sudeckiego jest bardzo charakterystyczny. Trudno powiedzieć czy nieprzyjemny. Ale jeżeli wącha się ten zapach przez kilka godzin siedząc w ciasnej śnieżnej dziurze, jeżeli poprzez gałęzie widać twarz dziewczyny z otwartymi ustami i nieruchomymi, jak ze szkła oczami - to zapach ten może prześladować do końca życia" - tak akcję ratunkową wspominał Stanisław Jawor, jeden z jej uczestników.
Tragedia, do które doszło 57 lat temu, stała się punktem zwrotnym w świadomości zagrożeń lawinowych w polskich górach. W kolejnych latach ratownictwo lawinowe zaczęło się rozwijać, a wprowadzone zasady i procedury pozwoliły na skuteczniejsze działania i lepszą edukację turystów. "Dziś mamy dostęp do prognoz lawinowych, specjalistycznego sprzętu i systemów poszukiwań, ale nadal kluczowa pozostaje świadomość ryzyka i podejmowanie odpowiedzialnych decyzji w górach" - podsumowuje GOPR.
Źródło: Radio ZET/GOPR Karkonosze/PAP
Byłeś świadkiem czegoś niespodziewanego? Masz temat, którym powinniśmy się zająć?
Zgłoś sprawę przez Czerwony telefon Radia ZET