Chat Control: walka z pedofilią w sieci czy ingerencja w prywatność?
Parlament Europejski zgodził się na dalsze skanowanie przez dostawców usług komunikacyjnych prywatnych wiadomości. Choć celem przepisów jest wykrywanie przypadków wykorzystywania seksualnego dzieci w internecie, to sprawa budzi niepokój nie tylko części polityków, ale również ekspertów. - Zaszło to trochę za daleko. Zamiast ochrony dzieci mamy próbę kontroli społeczeństwa - mówi ekspert od cyberbezpieczeństwa i były cyberpolicjant Krzysztof Schulz.
“Wraca masowa inwigilacja prywatnych wiadomości! Parlament Europejski w skandaliczny sposób przywraca przepisy Chat Control 1.0 (...)” - grzmi na Facebooku związana z Konfederacją europosłanka Ewa Zajączkowska.
W sieci pojawiła się lista europosłów głosujących za przywróceniem przepisów. Co ciekawe, znaleźli się na niej politycy z lewicy, centrum a także prawicy. Za przedłużeniem obowiązywania Chat Control zagłosowali m.in. Krzysztof Śmiszek, Krzysztof Brejza, Patryk Jaki czy Maciej Wąsik. Dlaczego głosowanie wywołało burzę w internecie?
Prywatne wiadomości pod kontrolą
9 lipca Parlament Europejski zgodził się na przedłużenie obowiązywania rozporządzenia znanego jako Chat Control. Chodzi o przepisy, które umożliwiają tymczasowe odstępstwo od tzw. dyrektywy o e-prywatności. Dzięki nim dostawcy takich usług jak Facebook, Instagram czy Gmail mogą skanować prywatne wiadomości użytkowników, aby wykrywać materiały o charakterze pedofilskim.
Chat Control nie jest nowością. Tymczasowe rozporządzenie zostało wprowadzone w 2021 roku. Przestało jednak obowiązywać 3 kwietnia 2026 roku, a docelowa wersja przepisów wciąż jest opracowywana. Z tego powodu Komisja Europejska zaproponowała przedłużenie tymczasowego rozwiązania do 2028 roku, ale w marcu nie zgodzili się na to parlamentarzyści. Projekt trafił ponownie pod głosowanie 9 lipca i tym razem został przyjęty mimo że za odrzuceniem głosowało 314 europosłów, 276 było przeciw, a 17 się wstrzymało. Dlaczego? Do odrzucenia Chat Control potrzebna była większość bezwzględna (361 europosłów).
Choć cel rozporządzenia jest szczytny, to sama procedura, a także jej skuteczność, wywołuje olbrzymie dyskusje.
Zacznijmy od tego, że pedofilia w sieci jest dużym problemem. Komisja Europejska podaje, że w 2024 roku odnotowano ponad 20,5 mln zgłoszeń dotyczących podejrzeń wykorzystywania seksualnego dzieci w Internecie. Z perspektywy tej statystyki potrzeba wprowadzenia Chat Control wydaje się oczywista. Platformy mogą automatycznie identyfikować materiały przedstawiające seksualne wykorzystywanie dzieci i zgłaszać je odpowiednim służbom.
Jednak — jak zauważają eksperci od cyberbezpieczeństwa — problemem okazuje się ingerencja w prywatność użytkowników. Dostawcy usług otrzymują prawo do przeglądania treści przesyłanych między użytkownikami.
- Zagrożona jest prywatność i bezpieczeństwo użytkowników. Służby bazując jedynie na podejrzeniach będą mogły sprawować kontrolę nad tym, co ktoś pisze czy mówi - tłumaczy ekspert od cyberbezpieczeństwa Krzysztof Schulz.
Cyberprzestępcy seksualni są w ukryciu
Zwolennicy Chat Control podkreślają, że bez takich narzędzi ogromna część nielegalnych treści pozostawałaby niewidoczna dla organów ścigania. Każde wykryte zdjęcie lub nagranie może prowadzić do odnalezienia dziecka, które jest ofiarą przestępstwa.
Nie wiadomo jednak, jaka jest konkretna liczba wykrytych przestępstw seksualnych w sieci dzięki Chat Control 1. Istnieją jedynie dane ukazujące ilość zgłoszeń dotyczących podejrzeń wykorzystywania seksualnego dzieci w Internecie. Według eurodeputowanego Patricka Breyera, przeciwnika Chat Control, około połowa zgłoszeń trafiających do niemieckiej policji była nieprzydatna. Jak mówi nam były policjant Krzysztof Schulz większość pedofilów działa w ukryciu.
- Robiliśmy rozpoznanie na temat osoby, która była podejrzewana o rozpowszechnianie materiałów pedofilskich. W tzw. jawnym internecie nic nie znaleźliśmy. Wiadomo, że osoby podejrzewane o taką działalność będą ukrywać się, np. w darknecie - mówi były policjant CBZC.
Z automatycznym skanowanie wiadomości jest jeszcze inny problem – fałszywych alarmów. Systemy, które automatycznie skanują treści nie są bezbłędne przez co mogą zgłaszać legalne treści lub błędnie interpretować komunikację użytkowników.
Jeszcze większa kontrola - Chat Control 2.0
Chat Control 1.0 jest jedynie przystankiem przed wprowadzenie wersji 2.0. Wciąż opracowywany projekt budzi jeszcze większe kontrowersje, ponieważ zakłada nie tylko obowiązkowe skanowanie (dziś jest dobrowolne) treści, ale także w odniesieniu do komunikatorów szyfrowanych end-to-end (np. Signal). Przedstawiciele Signal wielokrotnie podkreślali, że nie istnieje techniczna metoda skanowania zaszyfrowanych wiadomości, która nie osłabiałaby samego szyfrowania. Firma porównuje tzw. client-side scanning (skanowanie treści na urządzeniu przed zaszyfrowaniem) do instalowania mechanizmu przypominającego oprogramowanie szpiegujące.
Przeciwnicy unijnego pomysłu wskazują także, że przepisy nie będą nadążać za nowymi pomysłami cyberprzestępców, a uderzą jedynie w prywatność przestrzegających prawa użytkowników. - W fazach testów są komunikatory bazujące na systemie blockchain, znanym z kryptowalut - opowiada Schulz.
Źródło: Radio ZET
Byłeś świadkiem czegoś niespodziewanego? Masz temat, którym powinniśmy się zająć?
Zgłoś sprawę przez Czerwony telefon Radia ZET