"Wymarzona ciąża - a po wszystkim trauma na lata". Tak pandemia sparaliżowała Wrocław

5 min. czytania
05.03.2025 18:16
Obserwuj nas na Google

Wymarzona i wyczekana pierwsza ciąża - niestety w czasach pandemii. Oddziały położnicze we Wrocławiu przekształcane na covidowe. Wszędzie chaos, mnóstwo komunikatów. A po wszystkim trauma, która trwała 2 lata i skończyła się psychoterapią - wspomina w rozmowie z portalem RadioZET.pl pani Magda, mieszkanka Wrocławia.

Pandemia
fot. MAREK BEREZOWSKI/REPORTER
  • W marcu 2020 roku pandemia COVID-19 sparaliżowała Polskę - nie inaczej było we Wrocławiu 
  • Odwoływano masowe imprezy, zamykano szkoły, żłobki i uczelnie, wprowadzono szereg obostrzeń
  • Mieszkańców, którzy zdecydowali się z nami na ten temat porozmawiać, ogarnął paraliżujący strach

Pandemia wstrząsnęła Wrocławiem. "Nie wiedzieliśmy, jak to leczyć"

W marcu 2020 roku świat stanął w obliczu jednego z największych kryzysów zdrowotnych. Pandemia COVID-19, która rozpoczęła się w Chinach, błyskawicznie ogarnęła kolejne kraje, ostatecznie docierając do Polski - i do Wrocławia. 10 marca na konferencji prasowej Politechnika Wrocławska poinformowała o zawieszeniu stacjonarnych zajęć dydaktycznych na wszystkich uczelniach we Wrocławiu. Każdą kolejną decyzję podejmowano błyskawicznie. 11 marca powiadomiono mieszkańców o zamknięciu instytucji kultury, obiektów sportowych i miejskich atrakcji. Odwoływano kolejne imprezy, kilka dni później zamknięto również szkoły i żłobki. Przed ogromnym wyzwaniem stanęły również placówki medyczne. 

Na Dolnym Śląsku jedną z kluczowych placówek w walce z pandemią był Uniwersytecki Szpital Kliniczny we Wrocławiu. Wówczas przewinęły się przez niego tysiące pacjentów wymagających specjalistycznej opieki. - Już pod koniec 2019 roku dramatyczne informacje docierały do Polski i było wiadomo, że w końcu wirus do nas dotrze. Po tym, co widzieliśmy na świecie, wszyscy mieliśmy świadomość, że to jest poważna choroba, ale nie bardzo wiedzieliśmy, jak ją leczyć - przyznaje po latach prof. Waldemar Goździk, kierownik Kliniki Anestezjologii i Intensywnej Terapii Uniwersyteckiego Szpitala Klinicznego we Wrocławiu.

Z kolei naczelny epidemiolog USK we Wrocławiu dr hab. Jarosław Drobnik, prof. UMW nie ukrywa, że w pierwszej fazie szpital był zdany sam na siebie. - Brakowało skoordynowanych działań na szczeblu centralnym oraz jasnych wytycznych dla ośrodków medycznych i dla społeczeństwa. Żaden szpital, nie tylko w Polsce, nie był przygotowany na taką skalę problemu. Właściwie przez pierwsze pół roku uczyliśmy się na żywym organizmie, jak zarządzać tym zdarzeniem - zaznacza dr hab. Jarosław Drobnik. 

"Po wszystkim trauma, która trwała 2 lata"

We wrocławskich szpitalach rozpoczęto poszukiwanie sprzętu; maski, respiratory, kombinezony były na wagę złota. Wszystko było potrzebne natychmiast, łącznie z oddzielną przestrzenią dla zakażonych. - Chodziło o to, aby poza przyjmowaniem zakażonych dalej prowadzić w miarę normalną działalność, bo przecież nikt "nie odwołał" zawałów, udarów czy nowotworów - zaznacza wrocławski epidemiolog. - W drugiej fali, jesienią 2020 roku szpital stał na skraju wydolności, wręcz nad przepaścią - dodaje. Z każdym dniem przybywało pacjentów wymagających intensywnej terapii. W marcu 2021 roku we Wrocławiu został uruchomiony szpital tymczasowy. Dodatkowo niektóre oddziały - w tym porodówki - tymczasowo przekształcano w oddziały covidowe. Zapanował chaos. 

Pani Magda z Wrocławia marzyła o dziecku, zanim jeszcze w Chinach pojawiły się pierwsze komunikaty o groźnej chorobie. - To była moja wymarzona i wyczekana pierwsza ciąża - niestety w czasach pandemii. Oddziały położnicze przekształcano na covidowe. Zapanował chaos, było mnóstwo komunikatów. Rodzące kobiety były kierowane do pobliskich miejscowości. Okropnie się bałam. Później syn trafił na OIOM, był wcześniakiem. W szpitalu zero odwiedzin, raz dziennie rozwożono paczki od rodziny, które zostawiano przy recepcji albo ochronie szpitala - opowiada nam pani Magda. 

- Byłam w szpitalu z dzieckiem, ponieważ odciągałam swoje mleko prywatnym laktatorem. Ale ordynator codziennie na obchodzie to sprawdzał i jeśli któraś mama z różnych powodów zdecydowała się na mleko modyfikowane, to była wypisywana do domu, a dziecko zostawało (głównie wcześniaki). Chodziło o to, żeby zrobić miejsce innym. Byłam świadkiem, jak mamy że stresu traciły pokarm - opowiada nam pani Magda. - Po wyjściu ze szpitala całkowity zakaz kontaktów i pierwsze miesiące z nowonarodzonym dzieckiem bez jakiegokolwiek wsparcia rodziny. Po tym wszystkim przyszła trauma, która trwała 2 lata i skończyła się psychoterapią. Z opowieści mojej psychoterapeutki wynika, że sporo kobiet trafiło do niej z podobnymi przeżyciami - dodaje mieszkanka Wrocławia. 

"Pandemia zabiła całą radość z bycia rodzicem"

O trudnych doświadczeniach związanych z ciążą w czasach pandemii opowiedziała również pani Anita z Wrocławia w rozmowie z portalem RadioZET.pl. - Od dziecka cierpię na lęk przed zamknięciem i brakiem możliwości wyjścia. Pobyt w szpitalu, gdzie przez ponad półtorej tygodnia musiałam siedzieć w jednym pokoju i ze świadomością, że nie mogą wyjść za drzwi, mocno się odbił na mojej psychice i doprowadził do depresji poporodowej. Później dziecko kojarzyło mi się tylko z przykrymi doświadczeniami. Pandemia zabiła radość z bycia rodzicem - opowiada nam wrocławianka.

- Cała ciąża była okresem bardzo przygnębiającym. Gdyby nie fakt, że mam działkę ROD i mogłam pojechać posiedzieć trochę na świeżym powietrzu, spędziłabym cały ten czas, leżąc w łóżku sama. Partner niestety musiał w tym czasie pracować, nawet więcej niż normalnie ze względu na wszechobecne zwolnienia. W końcu trafiłam do szpitala na obserwację, ponieważ moja córka tydzień po terminie dalej nie chciała się urodzić. Rzeczywistość szpitalna wyglądała wówczas okropnie. Na sali leżała ze mną jeszcze jedna dziewczyna. Nie miałyśmy żadnej wody do picia, jedzenie dostarczała rodzina do okienka na portierni. Dwa razy dziennie roznosiła je pielęgniarka - wspomina Anita. 

- Na sali porodowej pielęgniarka przyniosła mi maseczkę i powiedziała, żebym ją sobie założyła. Podczas porodu. W momencie, gdy najbardziej na świecie potrzebowałam swobodnego oddechu. Na szczęście po stanowczej odmowie nie naciskała i położyła maseczkę na łóżku - "tak dla formalności" - opowiada Anita. - Pandemia zabiła całą radość z bycia rodzicem. Na szczęście później to wszystko jakoś przepracowałam,

"To wszystko było naprawdę straszne"

W każdej rozmowie dotyczącej wybuch pandemii pojawia się jeden wspólny mianownik: strach. - Z tego okresu pamiętam zwłaszcza to, jak pojawił się w ludziach ogromny lęk o życie swoje i swoich bliskich. Kompletnie sparaliżowano służbę zdrowia. Ograniczono naszą wolność i swobodę. To wszystko było naprawdę straszne. Najdotkliwiej zapamiętam jednak fakt, że w tym okresie straciłem ukochaną osobę - opowiada nam pan Marcin z Wrocławia. Z kolei pani Katarzyna zwraca uwagę na wyraźne zmiany społeczne. - Dużo ludzi straciło pracę, musiało zamknąć swoje działalności, na które pracowali kopę lat. Społeczeństwo (szczególnie młodzież) stało się dzikie, pojawiły się "głośne" samobójstwa, depresje, o których zaczęło się mówić. W niektórych domach wzrosła liczba patologii - dzieci nie miały gdzie iść, gdy ojciec czy matka lub obydwoje pili i byli agresywni - zaznacza nasza rozmówczyni. 

Stan epidemii został w Polsce zniesiony 16 maja 2022 roku, jednak w dalszym ciągu obowiązywał stan zagrożenia epidemicznego. Ostatecznie został on zniesiony 1 lipca 2023 roku. Naczelny epidemiolog USK dr hab. Jarosław Drobnik, prof. UMW twierdzi jednak, że COVID-19 to nadal nie jest tylko historia, on ciągle jest, chociaż nauczyliśmy się z nim żyć. - Dziś już nie zabija, ma raczej charakter ambulatoryjny, ale mimo łagodnego przebiegu widzimy odroczone powikłania. Dziś jako szpital jesteśmy mentalnie i organizacyjnie lepiej przygotowani na podobne wydarzenie, ale w przyszłości konieczne będzie systemowe i merytoryczne zarządzanie na szczeblu krajowym oraz lepsze komunikowanie zadań, aby uzyskać większą skuteczność w przypadku tak poważnego zagrożenia - dodaje prof. Drobnik. 

Niektóre imiona bohaterów tekstu zostały zmienione.

Źródło: Radio ZET/USK Wrocław

Byłeś świadkiem czegoś niespodziewanego? Masz temat, którym powinniśmy się zająć?

Zgłoś sprawę przez Czerwony telefon Radia ZET