Wścieklizna na Lubelszczyźnie. Zakażone zwierzęta mogą przychodzić z Ukrainy
Na Lubelszczyźnie wykryto w tym roku już cztery ogniska wścieklizny. Chorują także zwierzęta domowe - odnotowano przypadek pogryzienia człowieka przez zakażone zwierzę. Monika Michałowska z Wojewódzkiego Inspektoratu Weterynarii w Lublinie wskazuje na możliwość przenoszenia choroby z Ukrainy, gdzie wojna utrudnia szczepienia zwierząt. W rozmowie z Radiem ZET wyjaśnia, jakie zachowanie zwierzęcia powinno niepokoić i dlaczego po ugryzieniu nie wolno czekać na objawy choroby, lecz trzeba od razu zgłosić się do lekarza.
Z tego artykułu dowiesz się:
- Ile przypadków wścieklizny odnotowano na Lubelszczyźnie w tym roku.
- Skąd mogą pochodzić zakażone zwierzęta na Lubelszczyźnie.
- Jakie są objawy wścieklizny u zwierzęcia.
- Co zrobić po ugryzieniu przez wściekłe zwierzę.
Cztery ogniska wścieklizny na Lubelszczyźnie od początku roku
Od początku roku na Lubelszczyźnie stwierdzono cztery ogniska wścieklizny, ostatnie - 2 października. W kwietniu chorobę wykryto u kota w Nowosiółkach w powiecie bialskim. Zwierzę przez kilka dni przebywało poza domem, a po powrocie ugryzło właściciela. W sierpniu zakażenie potwierdzono u lisa, który wałęsał się przy zabudowaniach w miejscowości Bubel-Granna.
W regionie prowadzone są akcje szczepienia lisów wolno żyjących. Podczas trzeciej tegorocznej akcji zaplanowano rozprowadzenie ponad 732 tys. dawek szczepionki, głównie z samolotów nad lasami i polami. We wschodnich powiatach obowiązują także lokalne nakazy szczepienia kotów.
Monika Michałowska, Lubelski Wojewódzki Lekarz Weterynarii, wskazuje, że na sytuację w regionie może wpływać wojna w Ukrainie, która utrudnia prowadzenie szczepień i zwalczanie chorób zakaźnych zwierząt.
- Mieliśmy stwierdzone ogniska dosłownie kilkaset metrów od granicy, więc absolutnie nie da się wykluczyć, że są to zwierzęta, które pochodzą z Ukrainy, bo one się w dowolny sposób przemieszczają - mówi Radiu ZET.
Zwierzę chore na wściekliznę nie zawsze jest agresywne
Wścieklizna jest chorobą wirusową, która może przenosić się ze zwierząt na ludzi. Do zakażenia dochodzi przez ugryzienie lub kontakt śliny zakażonego zwierzęcia z uszkodzoną skórą albo błonami śluzowymi. Niepokój powinna wzbudzić przede wszystkim zmiana zachowania zwierzęcia. U dzikich zwierząt sygnałem ostrzegawczym może być utrata naturalnego lęku przed człowiekiem.
- Jeżeli widzimy dzikie zwierzę, które jest bardzo przyjazne, nie boi się, powinniśmy unikać kontaktu z takim zwierzęciem. Nie zaczepiać i odejść. Obserwowaliśmy takie sytuacje, gdzie lisy zupełnie bez strachu wchodziły na teren gospodarstw. Nawet zdarzał się przypadek, że lis wszedł do kojca, w którym był pies - opowiada Monika Michałowska.
W postaci szałowej wścieklizny zwierzę może być silnie pobudzone i agresywne. Może też występować nadmierne ślinienie. Choroba nie zawsze jednak przebiega w ten sposób. Ekspertka podkreśla, że podczas epidemii na Mazowszu zakażone psy i koty wykazywały często niespecyficzne objawy wścieklizny. Może być to na przykład osowiałość lub brak apetytu.
Wścieklizna: co zrobić po ugryzieniu przez zwierzę?
Po ugryzieniu przez zwierzę podejrzane o wściekliznę ranę należy natychmiast dokładnie umyć wodą z mydłem i płukać przez co najmniej 15 minut. Następnie trzeba pilnie zgłosić się do lekarza.
- Nie czekać, aż pojawią się objawy. Jest to choroba nieuleczalna, śmiertelna i od momentu wystąpienia objawów nie ma żadnych szans na ratunek zarówno człowieka jak i zwierzęcia - tłumaczy Monika Michałowska.
Lekarz oceni ryzyko zakażenia i zdecyduje o zastosowaniu profilaktyki poekspozycyjnej. Może ona obejmować serię szczepień, a w określonych sytuacjach również podanie immunoglobuliny przeciw wściekliźnie, czyli gotowych przeciwciał.
Bolesne zastrzyki w brzuch to już przeszłość
Monika Michałowska uspokaja osoby, które obawiają się szczepień przeciw wściekliźnie.
- Od lat już takich szczepień się nie wykonuje, to są normalne zastrzyki w mięsień, w ramię bądź w udo, więc to są zwykłe zastrzyki, tak jak każde inne szczepienie. Nie należy się tego bać, a one mogą nam uratować życie - podkreśla.
Ostatni śmiertelny przypadek wścieklizny u człowieka w Polsce odnotowano w 2002 roku na Podkarpaciu. Jak przypomina Monika Michałowska, zmarła kobieta, którą w palec ugryzł jej własny kot. Zwierzę nie było zaszczepione przeciw wściekliźnie. Dlatego ekspertka zachęca, by szczepić nie tylko psy, których właściciele mają taki obowiązek, lecz także koty.
- Mamy na rynku dostępne preparaty zarejestrowane również do szczepienia innych gatunków zwierząt. Każdy posiadacz kota, który wychodzi, powinien to zwierzę przeciwko wściekliźnie zaszczepić - przypomina w rozmowie z Radiem ZET.
Źródło: Radio ZET
Byłeś świadkiem czegoś niespodziewanego? Masz temat, którym powinniśmy się zająć?
Zgłoś sprawę przez Czerwony telefon Radia ZET