„60 proc. kosztów produkcji energii, 100 proc. manipulacji”. Kampania z żarówką pod lupą
Złamanie zakazu nieuczciwych praktyk wprowadzających w błąd, naruszenie zbiorowego interesu konsumentów, a nawet naruszenie przepisów Ustawy o przeciwdziałaniu nieuczciwej konkurencji. Takie zarzuty można postawić twórcom kampanii „edukacyjno-informacyjnej” według Elizy Rutynowskiej, prawniczki FOR.
Prąd elektryczny w Polsce jest drogi, gdyż 60 procent kosztów jego wytworzenia zakup praw do emisji CO2 – taki przekaz, przygotowany przez Towarzystwa Gospodarcze Polskie Elektrownie, atakuje Polaków w lutym 2022 roku. To niepełne informacje – odpowiedzieli specjaliści, wskazując ze TGPE może wprowadzać w błąd brakiem informacji, że cena energii (a więc koszty wytworzenia plus zarobek elektrowni) to tylko 30 procent rachunku, jaki otrzymują konsumenci. 70 procent to opłaty i podatki wprowadzone przez lub za zgodą polskiego rządu.
Towarzystwo zapomniało także zamieścić na kreacjach reklamowych informację, że konieczność zakupu praw do emisji CO2 dotyczy prądu elektrycznego generowanego w elektrowniach węglowych: energia z OZE czy elektrowni atomowych nie jest nimi objęta. Prawa do emisji funkcjonują od 2005 roku, zaprojektowano je w taki sposób, żeby z czasem stawały się coraz kosztowniejsze i zmuszały do przejścia na zeroemisyjne źródła energii. W ciągu tych kilkunastu lat nie zrobiono praktycznie nic, żeby uwolnić polską energetykę od węgla. Teraz płacimy cenę rządowych zaniedbań, a elektrownie próbują wywołać wrażenie, że winna podwyżek cen prądu jest Unia Europejska. Robiąc to, mogą łamać prawo – uważa Eliza Rutynowska, prawniczka FOR.
Kampania z żarówką łamie prawo? Została zgłoszona do UOKiK
„Polityka klimatyczna = droga energia, wysokie ceny”. Taki przekaz, wzmocniony wizerunkiem żarówki mającej pokazywać, że za 60 procent kosztów produkcji prądu odpowiada konieczność zakupu uprawień do emisji CO2, mógł doprowadzić do wyciągnięcia mylnych wniosków, że 60 procent ceny płaconej przez klienta końcowego to właśnie następstwo polityki klimatycznej.
Twórcy kampanii nie mają sobie nic do zarzucenia. Tłumaczą, że w komunikacie znalazła się przecież informacja koszcie wytwarzania energii, a nie wpływie na kosztów praw do emisji na ostateczną wysokość rachunku. Na stronie internetowej, do której odsyła kampania, znajduje się też informacja, że chodzi koszt wytwarzania energii w elektrowniach węglowych. Prawnicy wskazują jednak, że wydźwięk kampanii jest zupełnie odmienny od deklarowanego przez RGPE. I mówią nawet o możliwości łamania prawa.
- Zgodnie z art. 24 Ustawy o ochronie konkurencji i konsumentów zakazane jest stosowanie praktyk naruszających zbiorowe interesy konsumentów. Poprzez „zachowania” zgodnie z doktryną rozumie się wszelkie formy działania (włączając w to przekaz reklamowy), jak i zaniechania – wskazała Eliza Rutynowska.
Ustawodawca, przez praktykę naruszającą zbiorowe interesy konsumentów rozumie godzące w nie sprzeczne z prawem lub dobrymi obyczajami zachowanie przedsiębiorcy. Do takiego mogło dojść według prawniczki Forum Obywatelskiego Rozwoju w kampanii „informacyjno-edukacyjnej”.
Z perspektywy analizy kazusu kampanii TGPE, za zakazane uznaje się m.in. działanie polegające na naruszaniu obowiązku udzielania konsumentom rzetelnej, prawdziwej i pełnej informacji oraz nieuczciwe praktyki rynkowe lub czyny nieuczciwej konkurencji.
- Zgodnie z treścią Decyzji Prezesa UOKiK z 30 grudnia 2014 r. sprzeczne z dobrymi obyczajami są działania, które zmierzają do niedoinformowania, dezorientacji, wywołania błędnego przekonania u klienta, wykorzystania jego niewiedzy lub naiwności. Jakkolwiek co do zasady oceniając kwestie naiwności lub niewiedzy przyjmuje się w praktyce wzorzec przeciętnego konsumenta10, warto zaznaczyć, iż informacje dot. specyficznych branż lub informacje o charakterze ekologicznym należy zaliczyć do danych niedostępnych dla szerokiego grona konsumentów. W związku z powyższym, przekazywane informacje na ww. temat, pochodzące od podmiotów uznawanych za podmioty eksperckie w dziedzinie powinny podlegać surowszym standardom w ocenie jasności prezentowanego przekazu – dodała Rutynowska.
Według oceny prawnczki FOR, „kampania TGPE bez wątpienia dotarła do nieokreślonego grona odbiorców, zniekształcając ich odbiór faktycznego wpływu unijnej opłaty klimatycznej na ceny energii i koszty jej produkcji, poprzez wykorzystanie danych dotyczących podmiotów zajmujących się sprzedażą energii na rynku hurtowym i adresując je do odbiorców detalicznych”.
Kampania może także stanowić nieuczciwą praktykę rynkową. FOR przypomniałp, że za taką praktykę uznaje się działanie, które w jakikolwiek sposób powoduje lub może powodować podjęcie przez przeciętnego konsumenta decyzji dotyczącej umowy, której inaczej by nie podjął.
- Warto zaznaczyć, iż na polskim rynku energetycznym oprócz „wielkiej piątki” (Energa, E.ON., Tauron, PGE oraz ENEA – z czego wszystkie oprócz E.ON. należą do TGPE) działa kilkanaście innych firm dostarczających prąd. Stąd informacje przekazane i podpisane przez Towarzystwo Gospodarcze Polskie Elektrownie mogą potencjalnie wpływać na wybór konsumencki – stwierdził FOR.
W omawianym przykładzie kampanii TGPE mowa jest o wykorzystywaniu danych dot. kosztów hurtowych sprzedaży energii, podczas gdy rzetelna informacja wykorzystałaby dane relewantne dla konsumentów detalicznych, uwzględniając przy tym chociażby koszty podatkowe. Warto podkreślić, iż stawiając – również graficznie – znak równości pomiędzy polityką klimatyczną Unii Europejskiej, a pojęciami „droga energia, wysokie ceny” przekaz nie dywersyfikuje w sposób właściwy cen hurtowych, a detalicznych, zdaje się natomiast dotyczyć wzrostu cen energii ogólnie - wskazała Rutynowska.
Prawniczka dodała ponadto, że zgodnie z prawem „wprowadzeniem w błąd może być m.in. zatajenie lub nieprzekazanie w sposób jasny, jednoznaczny lub we właściwym czasie istotnych informacji dotyczących produktu”.
To nie koniec listy zarzutów wobec kampanii. Ta może nosić bowiem znamiona czynu nieuczciwej konkurencji, określonym w ustawie jako między innymi „rozpowszechnianie nieprawdziwych lub wprowadzających w błąd wiadomości o swoim lub innym przedsiębiorcy albo przedsiębiorstwie, w celu przysporzenia korzyści lub wyrządzenia szkody”.
W szczególności, za wiadomości wprowadzające w błąd uznaje się nieprawdziwe lub wprowadzające w błąd informacje o wytwarzanych towarach lub świadczonych usługach, a także o stosowanych cenach.
- W istocie, kampania TGPE miała na celu przeniesienie ciężaru odpowiedzialności za wzrost cen energii z polskich przedsiębiorstw energetycznych na uregulowania unijne. Nazwana jednak projektem edukacyjnym mogła przy tym stwarzać fałszywe wrażenie obiektywnego prezentowania informacji i wiedzy na temat kosztów produkcji energii w ogólności, mającego zupełnie inny cel. Praktyka ta znajduje się odpowiednio na „czarnej liście praktyk rynkowych” w art. 7 Ustawy o przeciwdziałaniu nieuczciwym praktykom rynkowym – doprecyzowała Rutynowska.
Prawiczka FOR podkreśliła, że „rząd wydaje się w pełni świadomie podejmować próby kształtowania eurosceptycznych poglądów wśród społeczeństwa – tym razem docierając do niego jako do konsumentów na rynku sprzedaży energii. Ma to mieć związek z możliwością zamrożenia funduszy europejskich z związku z łamaniem przez rząd praworządności.
- Koncerny energetyczne przygotowały karygodną kampanię, której celem jest szkalowanie polityki klimatycznej Unii Europejskiej. Ta kampania za którą zapłacono aż 12 mln zł na odwrócić uwagę od błędów i zaniechań rządu i spółek energetycznych w temacie transformacji energetycznej a winą obarczyć UE. W rzeczywistości to obstawanie przy energetyce węglowej powoduje konieczność ponoszenia opłat za emisje CO2. Gdyby energia pochodziła z odnawialnych źródeł energii koszty emisji nie odgrywałyby żadnego znaczenia – powiedziała Joanna Flisowska, szefowa działu klimat i energia w Greenpeace. Organizacja przerobiła jeden z billboardów TGPE, żeby zwrócić uwagę na przekłamania.
RadioZET.pl/FOR
Byłeś świadkiem czegoś niespodziewanego? Masz temat, którym powinniśmy się zająć?
Zgłoś sprawę przez Czerwony telefon Radia ZET