`

Dwa możliwe scenariusze dla Ziemi: zły lub tragiczny. Oceanolog ostrzega

4 min. czytania
20.02.2025 10:31
Obserwuj nas na Google

– Dalsza emisja gazów cieplarnianych i większe globalne ocieplenie są katastrofalne dla Ziemi – powiedział PAP oceanolog prof. Jacek Piskozub. Jak dodał, obecnie mamy tylko wybór, czy w przyszłości z naszą planetą będzie źle, czy tragicznie.

Oceanolog ostrzega: taki scenariusz czeka Ziemię
fot. EastNews
  • Międzynarodowa Inicjatywa Klimatyczna Kriosfery (ICCI) opublikowała raport "Stan kriosfery. Utracony lód, globalne szkody”.
  • Dokument analizuje wpływ wzrostu temperatury o 1,2 st. C powyżej poziomu sprzed epoki przemysłowej.
  • Naukowcy mają złe wiadomości.

Jesteśmy świadkami katastrofy na Ziemi. “Skutki będą odczuwalne przez wiele pokoleń”

Organizacja naukowa Międzynarodowa Inicjatywa Klimatyczna Kriosfery (International Cryosphere Climate Initiative, ICCI) przeanalizowała najnowsze badania dotyczące lodu na Ziemi. Na ich podstawie w grudniu ub. roku opublikowała raport „Stan kriosfery. Utracony lód, globalne szkody”.

Kriosfera jest częścią hydrosfery, czyli jednego z elementów budowy Ziemi (tak jak atmosfera czy litosfera). Należą do niej m.in. wody z niezanikającego lodu lodowcowego, morskiego czy gruntowego. Jak informują autorzy raportu, becny wzrost temperatury o 1,2 st. C powyżej poziomu sprzed epoki przemysłowej spowodował znaczące spustoszenia w kriosferze. Obowiązujące zobowiązania klimatyczne, prowadzące do ocieplenia o ponad 2 st. C przyniosłyby katastrofalne i nieodwracalne konsekwencje dla całej planety. Podkreślono, że nawet przy niskich emisjach znaczna część lodowców zniknie do 2100 r., a skutki tego zjawiska będą odczuwalne przez wiele pokoleń.

Jak powiedział w rozmowie z PAP prof. dr hab. Jacek Piskozub, kierownik Zakładu Dynamiki Morza Instytutu Oceanologii Polskiej Akademii Nauk, istnieją dwa możliwe scenariusze przyszłości dla Ziemi. Pierwszy zakłada, że utrzymamy średnią globalną temperaturę na poziomie 1,5 st. C powyżej temperatury sprzed epoki. W drugim scenariuszu przekroczymy tę temperaturę, co oznaczałoby dramatyczne konsekwencje.

– Sytuacja, którą zakłada wariant pierwszy, już jest niepokojąca. Ale dalsza emisja gazów cieplarnianych i większe globalne ocieplenie są po prostu tragiczne. Trzeba zaznaczyć, że oba scenariusze wymagają całkowitej neutralności węglowej do roku 2050, a nawet usuwania dwutlenku węgla w drugiej połowie stulecia – powiedział prof. Piskozub.

Jego zdaniem nie wygląda jednak na to, by wprowadzenie neutralności węglowej w takiej perspektywie było możliwe. Jak ostrzegł, za dekadę może być już za późno dla wielu lodowców, dla lodu morskiego w Arktyce, może nawet w Antarktyce.

Jaki scenariusz czeka ludzkość? Zmiany wpłyną na nasze życie

Jak wyjaśnił oceanolog, najgorsze, co nam grozi w związku ze zmianami klimatycznymi, to rozpad części lądolodu Antarktydy Zachodniej. Jeśli to nastąpi, wówczas w ciągu kilku stuleci poziom mórz na świecie wzrośnie nawet o nawet kilka metrów.

ICCI zauważyła, że zmienia się również cyrkulacja termohalinowa, czyli globalna cyrkulacja wód oceanicznych zależna od zasolenia i temperatury. Wpływająca w niektórych miejscach do mórz ciężka, zimna i mocno zasolona woda tonie w lżejszych, słodszych i cieplejszych wodach, a gdzie indziej woda z głębin wypływa na powierzchnię. Ciepłe wody powierzchniowe z południa płyną na północ, w pobliżu Grenlandii oziębiają się i opadają w głąb oceanu.

Potem północnoatlantyckie wody blisko dna płyną na południe, docierają do Oceanu Indyjskiego i Pacyfiku, gdzie wypływają na powierzchnię. Jak mówi prof. Piskozub, cały cykl zajmuje ok. 2 tys. lat, a dzięki cyrkulacji termohalinowej globalny klimat pozostawał w równowadze.

– Coraz więcej słodkiej wody w północnym Atlantyku osłabia tę cyrkulację, co grozi jej załamaniem. Co zaskakujące, w raporcie ICCI napisano, że słabnie też prąd okołobiegunowy, który w dużym stopniu jest napędzany przez wiatry – przyznał oceanolog.

Naukowcy alarmują, że poważnie zmniejszyła się ilość lodu morskiego, a to również ma fatalny wpływ na oceany. Jak tłumaczył rozmówca PAP, największe głębiny oceanu są wypełnione zimną i słoną wodą z wyrzutów solanki powstającej przy tworzeniu się lodu wokół Antarktydy. Gdy woda morska zamarza, oddaje dużo soli. Lód morski zawiera więc mało soli, bo zasadnicza jej część po zamarznięciu lodu zostaje "wyciśnięta" do wody, której biliony ton opadają na dno. Tonięcie zimnej, słonej wody napędza antarktyczną cyrkulację wymienną, która jest częścią globalnej cyrkulacji termohalinowej. Właśnie ten obieg wód teraz spowalnia, co może mieć ogromny wpływ na klimat.

W raporcie zaznaczono, że zmiany będą dotyczyć również wiecznej zmarzliny. Kiedy zmarzlina zacznie się topić, będzie oddawała do atmosfery duże ilości dwutlenku węgla i metanu. Odgazowywać będzie się także podwodna zmarzlina u wybrzeży Syberii, pozostała po czasie, kiedy te rejony były jeszcze na powierzchni Ziemi.

–  W epoce lodowej poziom morza był tam o 100 m niższy niż obecnie. Z danych rosyjskich, które pojawiały się jeszcze przed wojną w Ukrainie, wynikało, że w niektórych rejonach uwalnianie gazów ze zmarzliny było tak intensywne, że morze wyglądało jak jacuzzi – opowiadał ekspert.

Jest jeszcze jedno zagrożenie. Jeśli ogrzejemy głębie morskie, roztopią się obecne tam klatraty metanu, czyli tzw. metanowy lód. To substancja krystaliczna złożona z cząsteczek wody i metanu.

– To wszystko przełoży się wprost na nasze życie. Według najgorszych prognoz duże połacie lądów znikną pod wodą, będzie coraz więcej susz, kolejnym gatunkom zagrozi wyginięcie. Mamy tylko wybór, czy w niedalekiej przyszłości z naszą planetą będzie źle, czy tragicznie – podkreślił prof. Jacek Piskozub.

Źródło: Radio ZET/PAP

Byłeś świadkiem czegoś niespodziewanego? Masz temat, którym powinniśmy się zająć?

Zgłoś sprawę przez Czerwony telefon Radia ZET