Do tych szkół dzieci już nie wrócą. Ponad 200 podstawówek, liceów i techników do likwidacji
- 31 sierpnia to ostatni dzień dla ponad 200 szkół i przedszkoli - dowiedziało się RadioZET.pl. O ich likwidację wnioskowały samorządy, ale ostateczne decyzje podjęli kuratorzy oświaty. Powód zamknięcia? Najczęściej pieniądze i demografia.
Najwięcej szkół w tym roku zostanie zlikwidowanych na Lubelszczyźnie. Do tutejszej kurator oświaty wpłynęło aż 60 wniosków w tej sprawie. Na 52 odpowiedziała pozytywnie. Na długiej liście placówek do zamknięcia najwięcej jest podstawówek, ale są też przedszkola, licea, technika, szkoły branżowe i policealne. Niektóre z nich nie znikną zupełnie z oświatowej mapy, bo zostaną np. filią innej szkoły.
Drugi pod tym względem jest Śląsk. Tu o likwidację wnioskowało 45 samorządów, Śląski Kurator Oświaty wydał 28 opinii pozytywnych. Najwięcej, bo 11 w sprawie szkół policealnych, ale zamknięte będą też licea i szkoły branżowe. Na trzecim miejscu jest woj. kujawsko-pomorskie, gdzie kurator z 26 wniosków odrzucił tylko jeden.
Rok szkolny 2021/2022 z mniejszą liczbą uczniów i oszczędnościami
Powody likwidacji? Często są to jeszcze porządki po reformie edukacji. Kiedy zlikwidowano gimnazja, a do szkół podstawowych doszły klasy siódme i ósme, w budynkach zrobiło się ciasno. Większość samorządów zamykała więc oddziały przedszkolne, a dzieci kierowała do np. nowych przedszkoli. Stąd np. w woj. kujawsko-pomorskim z 25 placówek, które mają być zlikwidowane, 10 to oddziały przedszkolne.
Dlaczego dopiero teraz? Część gmin nie chciała przenosić dzieci w trakcie nauki, czekano więc aż przedszkolaki pójdą do pierwszej klasy, a w tym czasie nie przyjmowano już nowych dzieci. Poza tym była minister edukacji Anna Zalewska, wprowadzając reformę oświaty, zapewniała, że nie będzie zgody na zamykanie podstawówek czy liceów. To właśnie za jej kadencji w 2016 roku wprowadzono zasadę, że do likwidacji szkoły lub przedszkola konieczna jest pozytywna opinia kuratora oświaty. A ci wnioski – zgodnie z zaleceniem ówczesnej minister – w większości odrzucali.
Przez to jednak dochodziło do kuriozalnych sytuacji, np. nie można było zlikwidować szkoły, chociaż nie było w niej uczniów. Zmieniło się to dopiero w ubiegłym roku, gdy Zalewską zastąpił Dariusz Piontkowski. Stąd np. tyle wniosków teraz na Lubelszczyźnie.
- W 28 szkołach, wobec których kurator wydała pozytywną opinię, nie uczył się już ani jeden uczeń - podaje Jolanta Misiak z Kuratorium Oświaty w Lublinie.
Najczęściej jednak powody są dwa, czyli demografia i pieniądze. Na Mazowszu np. przy okazji wniosku o likwidację podstawówki w Sinogórze radni przypominali, że rocznie do szkoły gmina dokłada 800 tys. zł, a uczy się tu niewiele ponad 50 dzieci i będzie jeszcze mniej. Samorządowi bardziej opłaca się więc zorganizować dowóz dzieci do innych pobliskich szkół, niż utrzymywać kadrę i budynek w Sinogórze.
Oprócz tej szkoły samorządy na Mazowszu chciały zlikwidować 31 placówek, kurator odpowiedział pozytywnie na 21 wniosków.
Dlaczego na niektóre zamknięcia kuratorzy się nie zgadzają skoro argumenty zazwyczaj są podobne?
- Pod uwagę brane są, obok aspektów formalnych, kwestie zapewnienia uczniom co najmniej równorzędnych warunków nauki. Analizowane są m.in. liczebności klas, organizacja pracy świetlicy, pomoc psychologiczno-pedagogiczna, zapewnienie odpowiedniego dowozu do i ze szkoły oraz kwestie bezpieczeństwa – wyjaśnia Andrzej Kulmatycki, rzecznik Kuratorium Oświaty w Warszawie.
A Sławomir Koniczyński z kujawsko-pomorskiego kuratorium wylicza kolejne elementy decydujące o być albo nie być szkoły: - Stan techniczny obiektu, kompetencje kadry pedagogicznej, osiągnięcia uczniów, wyniki nauczania.
Nie ukrywa też, że tutejszy kurator bierze pod uwagę skalę lokalnych protestów, bo takie nieraz się zdarzają. Tak było np. przy okazji likwidacji podstawówki w Sinogórze.
- Kurator liczy na wypracowanie choćby minimalnego konsensusu pomiędzy stanowiskiem organu prowadzącego, kierującego się głównie kwestiami finansowymi, a uczniami, rodzicami, nauczycielami - wyjaśnia Koniczyński.
To, że dzieci mają blisko podstawówkę a nauczyciele pracę - to główny argument protestujących. W małych miejscowościach szkoły są też traktowane jak ośrodki kultury. Rano uczą się tam dzieci, a po południami są zajęcia, spotkania dla dorosłych. Stąd protesty przeciwko likwidacji.
Zamiast szkoły domy dla seniorów
Z powodu brak naboru i małej liczby uczniów od 1 września zamknięte będą punkty przedszkolne, podstawówki i szkoły średnie w woj. zachodniopomorskim. Dokładnie chodzi o 18 takich placówek, sześć wniosków dostało opinię negatywną. Tyle samo likwidacji będzie na Podkarpaciu, kurator na wszystkie wnioski odpowiedział "tak".
Z kolei do łódzkiego kuratorium wpłynęło 21 wniosków, decyzją kuratora 17 placówek zostanie zamkniętych. Nieco mniej likwidacji będzie w Wielkopolsce i na Opolszczyźnie – po 11 (wniosków było odpowiednio 17 i 16). W pierwszym województwie chodzi głównie o podstawówki, w drugim – o szkoły policealne.
Do podlaskiego kuratora oświaty wpłynęło 10 wniosków, osiem jest pozytywnych. W woj. świętokrzyskim zlikwidowanych będzie siedem placówek (z ośmiu wniosków).
Większość opinii negatywnych wydał z kolei kurator w woj. warmińsko-mazurskim. Z 16 wniosków, zgodził się na pięć likwidacji. Tu gminy, oprócz demografii i ekonomii, likwidację szkół starali się tłumaczyć dobrem dzieci i aspektami społecznymi.
"Nauka w nielicznych oddziałach wpływa niekorzystnie na rozwój dziecka. Dzieci będą wybierać naukę w szkołach ponadpodstawowych w różnych miastach. W tych szkołach nie będzie już oddziałów kilkuosobowych, a będą znacznie liczniejsze, gdzie dziecko zmierzy się z dużymi trudnościami w przystosowaniu się do nowych warunków" – wyjaśniał w uzasadnieniu do projektu uchwały likwidującej podstawówkę w Mingajnach burmistrz gminy Ireneusz Popiel.
W roku szkolnym 2020//2021 uczyło się tu 46 uczniów i przedszkolaków, klasy drugiej w ogóle nie było, w pozostałych oddziałach uczyło się maksymalnie osiem osób.
Podobnych argumentów używał też samorządowcy z woj. świętokrzyskiego, którzy wnioskowali o zlikwidowanie podstawówki w Kobylanach. Tu dzieci nie miały sali gimnastycznej, czy stołówki, na przeniesieniu do innych placówek miałyby więc skorzystać.
Najmniej wniosków o likwidację wpłynęło w regionie pomorskim i lubuskim – sześć i dziewięć. Kuratorzy zgodzili się na zamknięcie odpowiednio pięciu i dwóch placówek.
Co stanie się z budynkami po szkołach czy przedszkolach? Większość gmin, tak jak np. w Kobylanach, chce je wykorzystać na domy pomocy społecznej albo domy całodziennej opieki dla seniorów.
Od małopolskiego i dolnośląskiego kuratorium oświaty nie dostaliśmy odpowiedzi na pytania odnośnie do likwidacji placówek edukacyjnych.
RadioZET.pl
Byłeś świadkiem czegoś niespodziewanego? Masz temat, którym powinniśmy się zająć?
Zgłoś sprawę przez Czerwony telefon Radia ZET