Strażak zdradza kulisy akcji w Tryńczy. Zwraca uwagę na jeden szczegół

Redakcja
07.01.2018 20:07
Tryńcza
fot. Radio ZET

Jeden ze strażaków, którzy pracowali bezpośrednio na miejscu akcji wyławiania samochodu, który w Boże Narodzenie wpadł do rzeki Wisłok na Podkarpaciu, zdradza kulisy tej operacji. I jest w tym temacie jedna rzecz, na którą szczególnie chciał zwrócić uwagę.

Zobacz także

Śmierć pięciorga młodych ludzi, jadących samochodem w ok. miejscowości Tryńcza na Podkarpaciu wstrząsnęła całą Polską. 25 grudnia po raz ostatni widziano trzy dziewczyny oraz dwóch chłopaków, którzy wybrali się na przejażdżkę Daewoo Tico. Cztery dni później, 29 grudnia, auto zostało wyłowione z rzeki. Nikt z pasażerów nie przeżył.

"Nikt już nie miał wątpliwości"

Teraz jeden z pracowników straży pożarnej, który działał w miejscu, w którym doszło do wypadku, zdradza szczegóły całej operacji. Adrian Pisarski, 22-letni strażak, który służbę pełni zaledwie od roku, w rozmowie z jednym z lokalnych serwisów opowiada, że było to dla niego bardzo mocne przeżycie.

Zobacz także

- Bardzo dokładnie pamiętam ten dzień. W piątek rano po przejęciu służby mieliśmy czas na śniadanie. Przeglądając Internet natrafiłem na artykuł o akcji poszukiwawczej trzech nastolatek z Tryńczy. Niedługo potem zostaliśmy zadysponowani do poszukiwań przy użyciu sonaru. To miały być standardowe poszukiwania. Nie wiedzieliśmy czego mamy się spodziewać - powiedział portalowi Nowiny24.pl.- Po przyjeździe na miejsce spokojnie wykonywaliśmy swoje zdania. Gdy okazało się, że na dnie jest duży obiekt przypominający samochód, byłem bardzo zaskoczony. Pojawiły się myśli, że to może być ten samochód, którym miały jechać zaginione nastolatki. Po kilku godzinach nie było już wątpliwości - dodał.

Apel do rodziców małych dzieci

Młody strażak zwrócił jednak uwagę na pewną rzecz, mianowicie gromadną obecność całych rodzin z dziećmi, asystujących przy operacji wyławiania samochodu. Jego zdaniem, najmłodsi nie powinni być narażeni na oglądanie takich scen.

Zobacz także

- Były tam całe rodziny, nawet z małymi dziećmi. Wydaje mi się, że najmłodszym powinno się oszczędzić takich widoków przyznaje.Przypomnijmy, że w ostatnich dniach w rodzinnych miejscowościach ofiar odbywały się uroczystości pogrzebowe.

RadioZET.pl/Nowiny24.pl/MP