Zamknij

"Lex Czarnek" w Sejmie. "Cnoty niewieście, HiT, myślenie o zbawieniu. Chcecie takiej szkoły?"

01.12.2021 12:45
Przemysław Czarnek
fot. ANDRZEJ IWANCZUK/REPORTER

Projekt ustawy nazywany „Lex Czarnek” wprowadzający m.in. większą rolę kuratorów oświaty w szkołach mimo sprzeciwu wielu środowisk i miażdżących opinii trafił do Sejmu. Na razie jednak nie ma go w porządku obrad. Dlaczego?

Sprzeciwiali się niemal wszyscy: nauczycielskie związki zawodowe, jak ZNP i „Solidarność”, naukowcy z PAN, rektorzy uniwersytetów, ale też Rzecznik Praw Obywatelskich czy Związek Miast Polskich. W konsultacjach społecznych pomysłom Ministerstwa Edukacji i Nauki wystawili miażdżące opinie, nazywając proponowane zmiany „zastraszaniem”.

W połowie listopada rząd przyjął jednak projekt nowelizacji prawa oświatowego nazywany " Lex Czarnek" i wygląda na to, że mimo głosów krytycznych nie wprowadzono tam żadnych zmian. Teraz projekt trafił do Sejmu.

"Lex Czarnek" w Sejmie, ale...

„W porządku obrad nie ma na razie procedowania tej ustawy, co nie oznacza, że punkt ten nie może się pojawić o dowolnej porze dnia lub nocy” - ostrzegają nauczyciele w mediach społecznościowych. Zwłaszcza, że na obecnym posiedzeniu Sejmu (30.11-2.12) posłowie zajmują się kontrowersyjnym projektem o powołaniu Polskiego Instytutu Rodziny i Demografii, który ma „chronić rodziny” i małżeństwa oraz projektem zaostrzającym przepisy dotyczące aborcji. To oznacza, jak przewidują nauczyciele, że oczy niemal wszystkich będą zwrócone na te punkty dyskusji i „Lex Czarnek” przejdzie po cichu, bez echa.

Posłuchaj podcastu

„Cnoty niewieście, historia i teraźniejszość zamiast WOSu, nauka dobra i piękna oraz myślenie o zbawieniu zamiast nowoczesnej edukacji. To nie żart. Szkoła, jakiej życzy sobie kierownictwo MEiN, wykluczająca każdego, kto nie jest gorliwym katolikiem, właśnie nabiera szlifów.  W tej szkole nie będzie miejsca ani na różność, ani na dyskusje, ani na eksperymenty, które są częścią edukacji. Ma być nie równościowo a pod linijkę. Chcecie takiej szkoły?” - tak skomentowała na swojej stronie pojawienie się projektu w Sejmie kampania Wolna Szkoła, która powstała właśnie w ramach sprzeciw wobec "Lex Czarnek".

Skąd tyle głosów krytycznych i o co chodzi w nowelizacji prawa oświatowego?

Kto będzie rządził szkołą?

Zwiększenie roli kuratora oświaty, ograniczenie roli samorządów lokalnych, upolitycznienie szkół, zagrożenie dla pluralizmu poglądów, w końcu ręczne sterowanie szkołą. To dla niektórych wciąż mogą być puste hasła. Na przykładach więc pokazujemy, co oznaczają w praktyce.

Dyrektor szkoły wybierany jest w konkursie, w którym dziś przedstawiciele samorządu i kuratorium oświaty mają po trzy głosy, rada pedagogiczna – dwa, rada rodziców – dwa i związki zawodowe – jeden. Rząd chce, by głos kuratorium oświaty liczył się jako pięć. Czyli tak naprawdę kurator, który jest mianowany przez MEiN, uzyskuje kontrolę nad tym, kto rządzi szkołą. To z kolei oznacza, że np. nauczyciel, który zna podstawówkę lub liceum, jest lubiany przez uczniów, rodziców, ma osiągnięcia, wcale tego stanowiska może nie dostać, bo np. sprzeciwiał się głośno likwidacji gimnazjów.

- Będziemy mieli takich samych dyrektorów, z tymi samymi poglądami – tłumaczył w rozmowie z RadioZET.pl Bogusław Olejniczak, dyrektor XI LO w Łodzi. Można też dodać, że będziemy mieli również – o ile jeszcze ktoś będzie chętny do pracy w szkole - takich samych nauczycieli z takimi samymi poglądami (podobnymi zapewne do obecnej władzy), bo to dyrektor kompletuje kadrę.

To nie wszystko, bo kurator może złożyć wniosek o odwołanie dyrektora i to bez wypowiedzenia, jeśli nie zrealizuje on w konkretnym terminie „zaleceń wynikających z przeprowadzonych czynności z zakresu nadzoru pedagogicznego”. Czyli np. Barbara Nowak, małopolska kurator oświaty, będzie mogła – na podstawie wyników kontroli – odwołać dyrektora, który zabrał uczniów na „Dziady” albo na Tour de Konstytucja. - Wystarczy, że rodzic, nauczyciel, który nie dogaduje się z dyrektorem, zgłosi coś kuratorowi i ten będzie mógł odwołać takiego dyrektora, zwłaszcza, jeśli jest on niewygodny – podaje kolejny przykład w rozmowie z RadioZET.pl Alicja Pacewicz, współinicjatorka Wolnej Szkoły.

Edukacja seksualna poza szkołą

Samorządy, które obecnie w większości płacą za szkoły, sprowadzone będą do roli administratora, nie będą miały prawie na nic wpływu. To oznacza, że mogą nie chcieć już inwestować w szkoły, termomodernizować budynków, zapewniać nowoczesny sprzęt, skoro i tak nie mają tam nic do powiedzenia. Uczniowie mogą więc zapomnieć o nowych komputerach w sali informatycznej albo sprzęcie na WF.

Teraz jeśli klasa, nauczyciel chce zaprosić kogoś z zewnątrz, potrzeba zgody rady rodziców i dyrektora. Według „Lex Czarnek” dyrektor musi wystąpić o pozytywną opinię kuratora i to nie później niż niż na dwa miesiące przed rozpoczęciem zajęć. To nie tylko zwiększa biurokrację i wydłuża całą ścieżkę, ale też zwiększa kontrolę nad tym, kto przyjdzie do szkoły, bo do kuratorium trzeba jeszcze przekazać program zajęć oraz materiały dydaktyczne.

- Na lekcje zapraszałem rodziców, żeby opowiedzieli o swoich zawodach. Odwiedzali nas lekarze, adwokaci. Na geografię przychodzili tacy, którzy zwiedzali różne kraje. Takie lekcje cieszyły się dużym zainteresowaniem młodzieży i nikt nie pytał, dlaczego to robimy. Zastanawiam się, jak będzie teraz. Czy kurator będzie wiedział, czy dany adwokat to dobry przykład dla moich uczniów i czy mogę go zaprosić? Czy może powstanie specjalna komórka do recenzji i będzie powtórka z kontroli widowisk jak w PRL? - opowiadał Olejniczak.

Do Alicji Pacewicz już docierają sytuacje ze szkół pokazujące, jakim straszakiem są nowe przepisy, choć jeszcze nie weszły w życie. - Jedna podstawówka w Warszawie na prośbę rodziców zorganizowała zajęcia z edukacji seksualnej, ale prowadzi się je poza szkołą. Kolejna nauczycielka organizowała debaty oksfordzkie, na których można było poruszyć każdy kontrowersyjny temat. Dyrekcja zasugerowała, by wstrzymać się z nimi, bo “teraz nic nie wiadomo” - opowiadała Pacewicz.

Zastanawiała się też: - Nie wiem, czy teraz ludzie tak łatwo zdecydują się na szkolny projekt o kulturze islamu albo o imigrantach. Nietrudno przecież przewidzieć sposób myślenia kuratorki czy kuratora, który jest mianowany przez MEiN. Co wynika z tego dla ucznia? To, że dyrektor się boi, a jak boi się dyrektor, to boją się też nauczyciele i uczniowie. Wielu pedagogów już mówi: dużo fajnych rzeczy robiliśmy dzięki organizacjom, ekspertom z całej Polski, a teraz szlaban, po co nam kłopoty.

- Do czego to doprowadzi? Do tego, że nie będziemy tego robili. Szkoła będzie nudna jak flaki z olejem, bo będzie tylko przeładowana podstawa programowa i trzy razy “z”: zakuć, zdać, zapomnieć – tłumaczył Olejniczak. "Lex Czarnek" miałoby wejść w życie od września 2022, czyli od przyszłego roku szkolnego.

RadioZET.pl