Zamknij

Światowy układ według Rosji i Chin. „Chcą globalnego koncertu mocarstw”

01.12.2022 11:40

Jesteśmy w momencie przesilenia obecnego systemu światowego. Albo się obroni, albo upadnie – mówi w podcaście „Współrzędne Świata” politolożka dr hab. Katarzyna Pisarska. Wyjaśnia, jaki układ globalny chcą stworzyć Rosja i Chiny oraz co zagraża hegemonii Stanów Zjednoczonych.

Xi Jinping i Joe Biden
fot. SAUL LOEB/AFP/East News (ilustracyjne)

Rosyjska inwazja na Ukrainę tylko potwierdziła, że funkcjonujący od dekad system międzynarodowy oparty na prymacie Stanów Zjednoczonych przeżywa przesilenie. - Zmiany w układzie światowym obserwujemy nie od roku, ale od co najmniej 10 lat. Jako eksperci stosunków międzynarodowych patrzymy szczególnie na jedno takie wydarzenie, czyli inwazję Stanów Zjednoczonych na Irak. Osłabiła ona znacznie hegemonię USA, ich system wartości i możliwości oddziaływania w różnych rejonach świata – wyjaśnia dr hab. Katarzyna Pisarska, przewodnicząca Rady Fundacji im. Kazimierza Pułaskiego.

Jednocześnie dodaje, że poza USA „nie ma dzisiaj innego aktora, który byłby w stanie pełnić rolę światowego policjanta, a wojna w Ukrainie to tylko potwierdziła”. - Pozycja Stanów Zjednoczonych osłabła, ale nadal są dominującą siłą w układzie międzynarodowym – komentuje.

Liberalizm kontra realizm

Dla nikogo nie jest tajemnicą, że Rosja i Chiny dążą do przewrotu w porządku globalnym. - Ich celem jest stworzenie wielobiegunowego systemu międzynarodowego, w którym zgodnie z teorią realizmu Rosja i Chiny miałyby swoje strefy wpływów. Najlepiej, żeby zostały one zaakceptowane przez USA i Europę. Oznaczałoby to powstanie globalnego koncertu mocarstw, a Amerykanie nie wchodziliby w takie miejsca, jak Tajwan czy Ukraina – wyjaśnia politolożka.

Dodaje, że Moskwa i Pekin dążą do uznawania prymatu siły, zwłaszcza wojskowej, nad prawem międzynarodowym. W systemie, do którego dążą autorytarne reżimy, zdanie państw mniejszych będzie pomijane i powstaną nowe żelazne kurtyny. Zupełnie odwrotnie, niż jest w systemie liberalnym.

- Nie doceniliśmy, że drugi paradygmat – realizm – był niezwykle silny w państwach niedemokratycznych, jak Rosja i Chiny. Aby zachować władzę, te reżimy autorytarne muszą utrzymywać społeczeństwo w stanie ciągłego zagrożenia. To samospełniająca się przepowiednia i część decydentów uznaje, że trzeba zaatakować wcześniej, jak zrobiła Rosja w Ukrainie. Takie kraje wywołują wojny, za które potem my musimy płacić – tłumaczy Pisarska.

Jej zdaniem tylko jedna rzecz może zagrozić światowej hegemonii USA, czyli polaryzacja amerykańskiego społeczeństwa i podważenie zasad demokratycznych. - Republikanie i Demokraci zgadzali się co do kluczowych kierunków polityki zagranicznej Stanów Zjednoczonych, również w sferze interwencyjnej. Wśród Republikanów jednak pojawiła się grupa radykalna, związana z Trumpem, która jest przekonana o pełnym izolacjonizmie USA na arenie międzynarodowej, wyjścia z Europy, dogadania się z Rosją itp. Jeśli będzie się ta grupa wzmacniała, to może być bardzo problematyczne. Do Kongresu weszło mniej trumpistów, ale jest ich więcej, niż było. Ta grupa może być języczkiem u wagi – wyjaśnia.

Konsekwencje upadku Putina

Czy powstanie nowa „oś zła”, która zagraża hegemonii USA i demokracjom liberalnym? - Z informacji prasowych wynika, że Iran sprzedał drony Rosji za małą kwotę, ale otrzymał obietnicę, że dostanie przechwycone na Ukrainie amerykańskie systemy przeciwrakietowe, żeby wiedzieć, na co się szykować w ewentualnej wojnie z USA – mówi politolożka.

Dodaje, że napięcie wokół programu rakietowego Korei Północnej też nie jest przypadkowe. - Wiedzą, że Stany Zjednoczone są zaangażowane gdzieś indziej. Korea Północna jest pod pewnym parasolem ochronnym Chin, którym jest na rękę odciąganie USA od sprawy Tajwanu – wyjaśnia. Podkreśla, że „reżimy autorytarne dobrze współpracują, kiedy mają coś do ugrania”. - Ale szybko obracają się przeciwko sobie, jak ten interes znika – komentuje.

Dlatego kluczowe jest pokonanie Rosji w wojnie z Ukrainą, przez co Pisarska rozumie odzyskanie kontroli nad Donbasem i Krymem przez władze w Kijowie. - To spowodowałaby koniec systemu putinowskiego w Rosji. Nie wiemy, co go zastąpi, ale przyniosłoby zakończenie systemu budowanego od 2000 r. To osłabi Rosję na lata, jeśli nie dekady. Nie wierzę w demokratyzację Rosji. Ale jeśli Putin przegra na Ukrainie, każdy autokrata po nim będzie musiał dogadać się z Zachodem i odpuścić Ukrainę.

- To również byłby niesamowity sygnał dla Iranu, Chin, Korei Północnej – że taka wojna nie popłaca. Upadek jednego dyktatora, na przykład w Rosji, może być groźny dla innych autokratów.

Jeszcze głębsze zmiany w układzie światowym może przynieść eskalacja sytuacji na Morzu Południowochińskim. - Nie daj Boże inwazja Chin na Tajwan w sposób dramatyczny może przyspieszyć te procesy i spowodować konflikt globalny, który będzie się toczył na wielu polach. Konflikt na Ukrainie może się rozlać, kiedy Chińczycy zobaczą, że Rosjanie więcej na tym ruchu zyskali, niż stracili itp. W sytuacji inwazji na Tajwan USA będą musiały udowodnić swoją wiarygodność – komentuje Pisarska.

Podsumowuje: - Jesteśmy w momencie przesilenia obecnego systemu światowego. Albo się obroni, albo upadnie. W każdym scenariuszu inny system jest gorszy dla Polski. Te wojny będą odciągać od prawdziwych wyzwań globalnych jak walka ze zmianami klimatu.

loader

RadioZET.pl