Ekspert ostrzega: wtedy nastąpią braki paliw. Kierowcy zauważą je ostatni
Jeśli sytuacja w Cieśninie Ormuz nie ulegnie poprawie, wówczas już w ciągu kilku tygodni w Europie mogą pojawić się braki paliw. Zdaniem prezesa grupy paliwowo-energetycznej Unimot, Adama Sikorskiego, „to jest czysta matematyka”.
Z tego artykułu dowiesz się:
- Jak blokada Cieśniny Ormuz wpływa na dostawy paliw do Europy.
- Dlaczego Europa jest mniej konkurencyjna w pozyskiwaniu surowców niż Azja.
- Co mogą zrobić konsumenci i państwa w obliczu kryzysu paliwowego.
- Jakie środki zaradcze są już wprowadzane w krajach dotkniętych kryzysem paliwowym.
„Za dwa tygodnie, może nawet wcześniej”
Blokada Cieśniny Ormuz już w kolejnych kilku tygodniach może spowodować wyraźne braki paliw w Europie — twierdzi Adam Sikorski, prezes grupy paliwowo-energetycznej Unimot. Problemem jest brak dostaw z Zatoki Perskiej. Ekspert wylicza, że kłopoty zaopatrzeniowe mogą być widoczne szybciej, niż się spodziewamy.
— Za dwa tygodnie, może nawet trochę wcześniej, możemy obserwować informacje o problemach paliwowych. Nie chciałbym, żeby tak było, ale takie są fakty: Cieśnina Ormuz jest cały czas zablokowana — ocenił w rozmowie z Onetem.
Sikorski przekonuje, że braków nie da się uniknąć, jeśli sytuacja się nie zmieni. — Od 27 lutego nie załadował się żaden statek, który wypłynąłby w kierunku Europy z paliwami lotniczymi, olejem napędowym czy ropą. Ta sytuacja się nie zmienia. Jeśli będzie się przedłużać, musimy liczyć się z zakłóceniami. To jest po prostu czysta matematyka — mówi.
Zdaniem prezesa Unimotu możemy mieć do czynienia z bardzo poważnym kryzysem, jakiego nie doświadczaliśmy nawet po napaści Rosji na Ukrainę. Podczas gdy tamte wydarzenia miały wpływ raczej regionalny, dziś nie ma wątpliwości, że skala trudności już teraz ma charakter globalny.
Konsumenci o problemach przekonają się jako ostatni
Konflikt w rejonie Zatoki Perskiej trwa już ponad sześć tygodni i choć o ryzyku braków mówi się w mediach od pewnego czasu, jednak w masowej świadomości obawy nie są tak wyraźne. Jak mówi Adam Sikorski, stacje paliw są na samy kocu łańcucha dostaw i tam te braki od razu nie będą zauważalne. Nie znaczy to jednak, że się nie pojawią. Na początku są przecież importerzy i rynek hurtowy. Te podmioty właśnie wyprzedają swoje zapasy.
— Łatwo się pozbyć rezerw, ale potem trzeba je uzupełnić. I pytanie: skąd? — zauważa prezes Unimotu. Jego zdaniem jeśli dostawy nie nadejdą, będzie trzeba wdrożyć środki zaradcze. Jakie? Na przykład ograniczanie konsumpcji. O tym samym już pod koniec marca mówił prezes Shell Wael Sawan, wskazując, że część państw już wprowadziła restrykcje.
Jak wyliczył The Independent, na Filipinach w urzędach wprowadzono już czterodniowy tydzień pracy, aby ograniczyć zużycie paliwa. Pracownicy administracji publicznej zostali poinstruowani, aby wyłączać komputery w przerwach obiadowych i nie korzystać nadmiernie z klimatyzacji. Wietnam z kolei zaapelował do ludzi o pracę zdalną, a w Tajlandii pracownicy proszeni są o korzystanie ze schodów, zamiast z wind.
Europa przegrywa rywalizację z Azją
Adam Sikorski zauważa, że przy globalnej konkurencji o surowce kluczowym czynnikiem jest cena, a Europa już teraz oferuje dostawcom gorsze warunki niż rynek azjatycki. — Azja jest dużo bardziej konkurencyjna cenowo i to tam płynie główna flota statków. Europa ma jednocześnie problem z pozyskaniem nowych ładunków — mówił Onetowi ekspert. W takiej sytuacji nie wiadomo, jaki pułap mogą osiągnąć ceny. W ocenie prezesa Unimotu 200 dolarów za baryłkę ropy nie jest abstrakcją.
Źródło: Radio ZET/facet.onet.pl
Byłeś świadkiem czegoś niespodziewanego? Masz temat, którym powinniśmy się zająć?
Zgłoś sprawę przez Czerwony telefon Radia ZET