`

Skromnie zamiast wystawnie. Komunia barankowa to nowy trend

4 min. czytania
01.05.2026 08:30
Obserwuj nas na Google

Komunia barankowa to coraz popularniejszy sposób przygotowania Pierwszej Komunii Świętej dziecka. Uczestniczą w nim jednak całe rodziny, a za zasadę uznaje się brak prezentów i fotografa podczas uroczystości. Zamiast drogiego przyjęcia – rodzinne wyjście na lody. Czym są „Baranki” mówi nam Maria Dłucik-Chajec, nauczycielka Montessori i prowadząca grupy barankowe.

dzieci podczas komunii
fot. Tadeusz Wypych/REPORTER

Z tego artykułu dowiesz się:

  • Jak wyglądają przygotowania do komunii barankowej.
  • Dlaczego rodziny wybierają komunie barankowe.
  • Co odróżnia komunie barankowe od tradycyjnych.
  • Jakie jest podejście baranków do prezentów komunijnych.

„Baranki” to odpowiedź na komunijny przepych?

Jak pokazują najnowsze raporty, niemal 60 proc. badanych deklaruje, że w Pierwszej Komunii Świętej bardzo ważną rolę ogrywają prezenty. Wystawne, drogie przyjęcia niczym małe wesela to już codzienność, w kontekście której zwykle pojawiają się finansowe kalkulacje. Jednocześnie zaczyna się pojawiać inny sposób organizowania tego dnia: mniej widowiskowy, ale znacznie bliższy pierwotnemu znaczeniu uroczystości. To tzw. komunie barankowe, których założenia są bardzo odległe od tych, z którymi można spotkać się w tradycyjnej organizacji tego wydarzenia.

Redakcja poleca

Maria Dłucik-Chajec, nauczycielka Montessori i prowadząca grupy barankowe, tłumaczy, że „Baranki” nie są odpowiedzią na obecny stan i podejście do organizacji Pierwszej Komunii Świętej w Polsce. Wskazuje, że idea sięga dużo dalej, a pierwsze barankowe komunie odbywały się już ponad 12 lat temu i powstały z myślą o Rodzinach z edukacji domowej. Ale zdarza się, że przychodzą do niej rodzice, którzy mówią, że szukają czegoś innego niż to, co obecnie jest ogólnodostępne. Nie chodzi jednak o szukanie oszczędności, a poszukiwanie duchowej drogi rodzinnych przygotowań do I Spowiedzi i Komunii  św., w której ten aspekt coraz bardziej się zatraca na korzyść materialnych doznań. Rodziny do „Baranków” przyjeżdżają z daleka, z pełną świadomością, z czym taka komunia się wiąże. Bo jest to przedsięwzięcie, które trwa wiele miesięcy i dotyczy nie tylko dziecka, ale całej rodziny.

– To jest pewne wyzwanie i pewna decyzja, którą te rodziny podejmują na cały rok – tłumaczy Maria Dłucik-Chajec. – „Baranki” to przede wszystkim wspólnota. To dość istotne, że to grupa rodzin przygotowujących się do pierwszej komunii i pierwszej spowiedzi świętej. Rozpoczynamy te przygotowania we wrześniu i trwają one przez 8-9 miesięcy. Te rodziny uczestniczą, towarzyszą swoim dzieciom, przygotowują się również w domu – bo to jest ich pierwsze podstawowe miejsce, gdzie mają odkrywać prawdę wiary, odkrywać Boga – mówi nauczycielka.

W „Barankach” nie ma miejsca na drogie prezenty

Założenia komunii barankowej są dwa: brak prezentów podczas uroczystości  i brak fotografa. – To obecność rodziców podczas całych przygotowań ma być największym prezentem dla dziecka – mówi Maria Dłucik-Chajec. Dla dalszych członków rodziny reguły te mogą być kontrowersyjne, bo często nie wyobrażają sobie oni, by dziecko nie dostało od nich upominku.

– Mówimy im, że jest  bardzo dużo okazji żeby naszego młodego Baranka obdarować, bo jest cały rok przygotowań i za nimi podążamy. Jeśli jest październik i zgłębiamy tajemnicę różańca, to jest moment, żeby podarować różaniec. Jeśli mówimy o Piśmie Świętym – to jest to moment, gdzie można również to Pismo Święte sprezentować. Prezent jest jeden: to jest bardzo intymne spotkanie dziecka i przyjęcie Pana Jezusa i na to kładziemy nacisk. Stąd pomysł, by samą uroczystość Pierwszej Komunii oczyścić z tego, co nas rozprasza – wyjaśnia prowadząca „Baranków” z Katowic.

Redakcja poleca

Ile kosztuje organizacja komunii barankowej?

Ponad 40 proc. respondentów w jednym z niedawnych badań przyznało, że zamierza przeznaczyć na pierwszokomunijny prezent nawet dwa tysiące złotych. A dla rodziców, którzy chcą zrobić większe przyjęcie, impreza z pewnością nie zamknie się w takiej kwocie. Do tego komunijny strój, kreacje, fryzury i inne wydatki. W tym wszystkim często ginie ten pierwotny cel całego wydarzenia.

Dłucik-Chajec przypomina, że w „Barankach” umawia się z rodzinami na brak prezentów podczas uroczystości I Komunii, a samo celebrowanie może przybrać inną formę, np. wspólną wyprawę rodziców lub jednego z nich z Barankiem. Każda z rodzin ma swój pomysł, czas i miejsce na świętowanie. Rodziny, które taki sposób wybierają, naprawdę świadomie rezygnują z materialnego nastawienia. Na pytanie o to, komu tak naprawdę jest trudniej: czy dzieciom bez drogich prezentów, czy rodzicom, którzy nie wyobrażają sobie w tym dniu skromnego obiadu dla najbliższej rodziny, prowadząca „Baranki” i jednocześnie mama dwójki barankowych dzieci, odpowiada: wszystko się zaczyna od nas.

– Zadam przewrotne pytanie, kto tak naprawdę to „podkręca”: czy na pewno dzieci? One oddychają tym, czym my, rodzice, bliscy, otoczenie. Więc jeśli w domu tematem przewodnim są kreacje, samochód, biżuteria komunijna, a gdzie wyjeżdżamy, jaki catering, jakie menu, to dzieci tym żyją – mówi.

W „Barankach” jest całkiem inaczej. – U nas dzieci idą w bardzo prostych albach. Proste świece w kościele, na głowach wianki plecione przez mamy dwa dni wcześniej. Zamiast przyjęcia w restauracji można zaproponować bliskim wspólne wyjście na lody. Albo przygotować w domu obiad, serwując na przykład ulubione danie dziecka.  – U nas obiad polegał na tym, że była lasagna, rosół, jedna babcia zrobiła tort, ciocia przyniosła lody, a winietki zrobiła Hela (córka rozmówczyni – przyp. red.) Myślę, że to dużo od nas, dorosłych, zależy, jak chcemy świętować, co chcemy dzieciom dać. No i wrócę do tego, że dla nas inwestycją jest obecność rodziców. Nie tylko na uroczystości, ale przez cały ten rok przygotowań, to jest największa wartość – podkreśla nauczycielka.

Ekspertka dodaje, że nie spotkała się z tym, by rodzina, która dołączyła do „Baranków”, ostatecznie z tego zrezygnowała. – Rodzice się zgadzają z tym, na co się umawialiśmy. My jasno o tym mówimy. Jeśli dla kogoś ważny jest animator, fotograf, kamerzysta podczas samego przyjęcia – to to jest inna droga.

Źródło: Radio ZET

Byłeś świadkiem czegoś niespodziewanego? Masz temat, którym powinniśmy się zająć?

Zgłoś sprawę przez Czerwony telefon Radia ZET