"Raczy łgać". Oświadczenie Manowskiej ws. incydentu z Giertychem, jest reakcja

4 min. czytania
18.06.2025 23:16
Obserwuj nas na Google

Konfrontacyjny i dość obcesowy styl komunikowania się Romana Giertycha, który zaprezentował podczas swojej bytności w Sądzie Najwyższym, w mojej opinii kładzie się cieniem na reputacji samorządu adwokackiego - oceniła I prezes Sądu Najwyższego Małgorzata Manowska w oświadczeniu zamieszczonym w środę wieczorem na stronie sądu. "Pani Manowska raczy łgać" - stwierdził poseł KO.

roman giertych
fot. Tomasz Jastrzebowski/REPORTER

Z tego artykułu dowiesz się:

  • Co o wizycie Romana Giertycha w Sądzie Najwyższym napisała Małgorzata Manowska. 
  • Jak I prezes Sądu Najwyższego odniosła się do informacji o liczbie protestów wyborczych, które wpłynęły do SN. 
  • Jak oświadczenie to skomentował poseł KO. 

Incydent z Giertychem w SN. Oświadczenie prezes Manowskiej

W Sądzie Najwyższym miało dojść do incydentu z udziałem Romana Giertycha. I prezes SN Małgorzata Manowska oświadczyła po tym zdarzeniu w środę, że nie jest prawdą, jakoby odmówiono posłowi KO dostępu do akt sprawy, którą zainicjował swoim protestem wyborczym. Dodała, że poseł żądał też dostępu do akt sprawy, w której nie jest uczestnikiem postępowania.

Wcześniej polityk informował, że udał się do Izby Kontroli Nadzwyczajnej i Spraw Publicznych SN z prośbą o udostępnienie protokołów przeliczenia głosów w obwodowych komisjach wyborczych. Stwierdził, że według jego informacji "mamy do czynienia z fałszerstwami wyborczymi", a "fałszywy sąd" - jakim jest jego zdaniem Izba Kontroli Nadzwyczajnej - odmówił mu dostępu do dokumentów, przekazując prawo do rozstrzygnięcia kwestii I prezes SN Małgorzacie Manowskiej. Giertych przekazał ponadto w rozmowie z PAP, że Manowska "bardzo stanowczo powiedziała, że nie ma on podstaw prawnych do tego, w związku z czym nie udostępni dokumentów".

Prezes Manowska oświadczyła, że Giertych "podjął nieskuteczną próbę przedostania się do objętej szczególną kontrolą dostępu strefy w SN, żądając wglądu do akt sprawy zainicjowanej złożonym przezeń protestem wyborczym". "Akta te udostępniono mu jako uczestnikowi postępowania. Nie będąc jednak usatysfakcjonowanym ich zawartością, poseł zażądał dostępu do akt sprawy, w której nie jest uczestnikiem postępowania. W związku z konfrontacyjnym zachowaniem posła względem pracowników administracyjnych SN, zaprosiłam go na rozmowę, podczas której polityk ponowił swoje żądania dostępu do materiału dowodowego zgromadzonego w sprawie, której nie jest uczestnikiem" - relacjonowała I prezes SN.

Dodała, że pouczyła posła Giertycha, iż jego status uczestnika postępowania w jednej sprawie nie uprawnia go do wglądu w akta innych spraw, a tryb interwencji poselskiej nie uprawnia do wglądu w działalność organów władzy sądowniczej, zaś przepisów o dostępie do informacji publicznej nie stosuje się do informacji znajdujących się w aktach protestów wyborczych. 

"W związku z powyższym poprosiłam posła Giertycha o sformułowanie pisemnego wniosku o wgląd do akt sprawy, którymi był zainteresowany, celem jego rozpoznania na gruncie przepisów Kodeksu postępowania cywilnego. W odpowiedzi poseł Giertych stwierdził, że nie zamierza formułować takiego wniosku, ja zaś uznałam rozmowę za zakończoną i poseł Giertych opuścił gabinet" - poinformowała I prezes SN.

Manowska o wizycie Giertycha w SN. Poseł zareagował w sieci

Zdaniem Giertycha Izba Kontroli Nadzwyczajnej SN została powołana, by "kryć fałszerstwa wyborcze PiS" i teraz "skręci" orzeczenie ws. ważności wyborów. Stwierdził przy tym, że ostatecznie to Zgromadzenie Narodowe 6 sierpnia br. podejmie decyzję dotyczącą przyjęcia przysięgi prezydenta elekta Karola Nawrockiego.

- Dzisiaj zwracam się do szefów katedr prawa konstytucyjnego z prośbą o opinię, czy prawidłowym działaniem nie byłoby raczej przegłosowanie przerwy w Zgromadzeniu Narodowym np. do 6 września i w tym czasie przegłosowanie ustawy naprawczej o Sądzie Najwyższym. W tym czasie obowiązki prezydenta będzie pełnić marszałek Sejmu Szymon Hołownia - mówił. Według Giertycha, wtedy można byłoby zaufać sędziom SN, którzy rozstrzygnęliby, czy przyjąć przysięgę Nawrockiego, ponownie przeliczać głosy, lub czy jest podstawa do unieważnienia wyborów.

Polityk stwierdził przy tym, że nie podważa wyniku wyborów, ale - jego zdaniem - jedyną formą sprawdzenia jest pełne przeliczenie głosów we wszystkich obwodowych komisjach wyborczych. Prezes Manowska odniosła się w swoim oświadczeniu do "inspirowania przez niego masowego składania protestów wyborczych". 

"Nieodpowiedzialne inspirowanie przez Romana Giertycha masowego składania protestów wyborczych, które spowodowało wpływ do SN kilkudziesięciu tysięcy protestów wyborczych o identycznej treści, poważnie zdezorganizowało pracę pozostałych izb Sądu Najwyższego. Wbrew politycznym rachubom nie opóźni to jednak rozpoznania protestów wyborczych, chociaż jest to szczególnie dotkliwe dla pracowników administracyjnych SN" - czytamy. Dotychczas, do godz. 16 w środę - jak informował zespół prasowy SN - do tego sądu wpłynęło ponad 30 tys. protestów przeciwko wyborowi prezydenta, spośród których na razie zarejestrowano 9 tys. 348.

I prezes SN dodała, że jest "zbudowana postawą pracowników administracyjnych i jednocześnie zażenowana bezmyślnością pana posła, która spowodowała, że nie spędzą oni tego czasu z rodzinami lecz będą ciężko pracować". W związku z tym podziękowała pracownikom tego sądu.

Do oświadczenia prezes Manowskiej odniósł się w środę wieczorem sam poseł. "Pani Manowska raczy łgać. Odmówiła mi dostępu do protokołów z posiedzeń sądów rejonowych przeliczających głosy i zrobiła to w bezczelny sposób. Tego typu kłamczuchy nie powinny pracować w żadnym zawodzie prawniczym" - stwierdził w mediach społecznościowych. 

Źródło: Radio ZET/PAP

Byłeś świadkiem czegoś niespodziewanego? Masz temat, którym powinniśmy się zająć?

Zgłoś sprawę przez Czerwony telefon Radia ZET