11-latka poszła na urodziny do koleżanki. Fatalny finał imprezy. "To był szok"

2 min. czytania
05.07.2023 00:01
Obserwuj nas na Google

11-latka wybrała się na urodziny do koleżanki. Po powrocie do domu jej zachowanie wzbudziło niepokój rodziców. Dziewczynka skarżyła się na bóle brzucha, ale była także bardzo pobudzona. Przyczyna takiego stanu zszokowała lekarza i jej opiekunów.

karetka
fot. ARKADIUSZ ZIOLEK/East News (zdj. ilustracyjne)

Fatalnie dla 11-letniej dziewczynki skończyło się przyjęcie urodzinowe u koleżanki. Dziewczynkę zaproszono na tzw. piżama party - informuje Interia. Po powrocie do domu zachowanie dziecka na tyle zaniepokoiło rodziców, że postawili zawieźć córkę na SOR. - Podejrzewaliśmy alkohol. Jednak zaburzenia świadomości były inne, niepokojące - mówili w rozmowie z portalem.

11-latka poszła na urodziny do koleżanki. Szokujące ustalenia

- Dziewczyna miała być pobudzona w trakcie urodzin, a na drugi dzień wpadła w marazm z okresową agresją. Czuła się mocno osłabiona i zgłaszała bóle brzucha. Rodzice wybrali się więc na oddział ratunkowy - relacjonował lekarz, który przyjął dziewczynkę, Krzysztof Tomczyk. - Zachowywała się dziwnie, miała zaburzenia świadomości, ciężko było się z nią dogadać. Była też wykończona - mówił.

Na początku lekarze podejrzewali, że dziecko jest pod wpływem alkoholu lub dopalaczy. W końcu postanowiono przeprowadzić test na obecność narkotyków. Jego wyniki zszokowały zarówno medyków, jak i rodziców 11-latki.

Redakcja poleca

- Ku naszemu zdziwieniu u 11-latki wyszła amfetamina. To był szok - opowiadał lekarz. Wyjaśnił, że dziewczynka miała objawy odstawienne. - Narkotyki, takie jak amfetamina, w pierwszej fazie działają pobudzająco, w późniejszych dobach pojawia się tak zwany zjazd. Wszystko przez to, że po zażyciu dochodzi do "pożyczki" neurotransmiterów w mózgu, które następnie trzeba "oddać". To, że jesteśmy pobudzeni, odbija się tym, że na następny dzień jesteśmy półprzytomni. I takie objawy u tej dziewczynki były - tłumaczył rozmówca Interii.

Dodał, że 11-latkę oddano pod opiekę rodzicom, którzy mieli podjąć "wzmożoną czujność". - Wiedzieliśmy też, że w domu jest wszystko w porządku, to była kochająca się rodzina, bez patologii - powiedział lekarz. I ostrzegł rodziców, żeby byli czujni. - Wiek nie ma znaczenia, narkotyki wpadają w ręce już nie tylko 16- czy 17-latków. Mamy lato, takich przypadków będzie coraz więcej - podsumował.

NAPISZ DO NAS

Byłeś świadkiem ważnego zdarzenia? Widziałeś coś intrygującego lub bulwersującego? Chcesz, żebyśmy opisali ważny problem? Napisz do nas! Informacje, zdjęcia i nagrania możesz przesłać nam na informacje@radiozet.pl.

RadioZET.pl/Interia

Byłeś świadkiem czegoś niespodziewanego? Masz temat, którym powinniśmy się zająć?

Zgłoś sprawę przez Czerwony telefon Radia ZET