Gry wideo, bilety do Rzymu i impreza urodzinowa za pieniądze fundacji. Były poseł PiS czeka na wyrok

10 min. czytania
03.01.2022 14:57
Obserwuj nas na Google

Kiedyś poseł PiS, teraz wzięty lobbysta i milioner. Kilka lat temu po bójce z policjantami pojawił się w nagłówkach gazet. Przemysław Wipler (zgodził się na podanie pełnego nazwiska) dziś znów ma problemy z prawem. W warszawskim sądzie ruszył jego proces w sprawie przywłaszczenia 150 tys. zł z kasy Fundacji Wolność i Nadzieja - dowiedział się portal RadioZET.pl. - Nie planujemy wnioskować o dobrowolne poddanie się karze. Klient liczy na pełne uniewinnienie - komentuje sprawę pełnomocnik Wiplera, mecenas Maciej Zaborowski.

Jarosław Kaczyński i Przemysław Wipler
fot. ANDRZEJ IWANCZUK/REPORTER
  • Przemysław Wipler to były poseł PiS, a dziś rozchwytywany lobbysta. Z ostatnich doniesień medialnych wynika, że zajmuje się lobbingiem na rzecz branży tytoniowej.
  • Wipler w latach, gdy był posłem zarabiał rocznie 162 tys. zł. Dziś, oficjalnie poza polityką, osiąga ok. 150 tys. zł miesięcznie. 
  • Zdaniem śledczych były poseł PiS przywłaszczył 150 tys. zł z konta Fundacji Wolność i Nadzieja, której był prezesem. Grozi mu do 5 lat więzienia.
  • Z aktu oskarżenia, do którego dotarliśmy wynika, że Wipler płacił kartą fundacji m.in. za organizację swojej imprezy urodzinowej, gry na Playstation czy bilety lotnicze do Rzymu dla żony. W stolicy Włoch pieniędzmi fundacji zapłacono za galanterię skórzaną w ekskluzywnych butikach.
  • Wipler zakupów kartą fundacji dokonywał nie tylko w Polsce, ale również w Dubaju, Hongkongu czy Los Angeles.

Kiedy pod koniec roku na jednym z posiedzeń Sejmu szykowano się do głosowania nad zmianami w ustawie akcyzowej, jego nazwisko odmieniano przez wszystkie przypadki. Po pierwsze, pracował dla jednego z koncernów tytoniowych, który bardzo obawiał się podwyżki podatków. Wipler, jako dobry znajomy polityków prawicy miał dwoić się i troić, żeby nie dopuścić do podwyżek, a jeśli się to nie uda, sprawić, by równie mocno zabolały konkurencyjny koncern. Kiedy pracował dla British American Tobacco, jego znajomi posłowie zaczęli konsekwentnie występować z interpelacjami i poprawkami wspierającymi interesy tego konkretnego koncernu. 

W następstwie walki dwóch firm tytoniowych w mediach rozpoczęła się seria publikacji o grach lobbingowych wokół ustawy. Wszędzie było widać cień Przemysława Wiplera. Oficjalnie nie wypowiadał się w publikacjach, a jedyne jego komentarze do akcyzy pojawiały się na Twitterze.

Wipler nie odpowiadał jednak na pytania o to, dla kogo pracuje. O aktywności posłów w sprawie ustawy akcyzowej i lobbingu w Sejmie informowała niedawno “Gazeta Wyborcza”. 

Ślamazarne śledztwo

W międzyczasie w warszawskim sądzie rejonowym po pięcioletnim śledztwie ruszył proces przeciwko Przemysławowi Wiplerowi. Byłego posła PiS, i wiceprezesa poprzedniej partii Janusza Korwin-Mikkego, oskarżono o zdefraudowanie pieniędzy należących do Fundacji Wolność i Nadzieja, której był prezesem. Były polityk to dziś wzięty lobbysta współpracujący m.in z branżą tytoniową. Jako polityk był twardy i radykalny w poglądach, a niektórzy wróżyli mu wielką przyszłość i stanowiska rządowe. Jego karierę zakończyła słabość do życia na wysokim poziomie, konflikty ze współpracownikami i skłonność do dobrej zabawy. Ale po kolei.

1,5 miliona za lobbing. Więzienie za 150 tys. zł?

Od 2015 roku byli politycy PiS z pokolenia czterdziestolatków i młodszych zaczęli osiągać spektakularne sukcesy w biznesie. Doradztwo PR na pograniczu lobbingu oferowali m.in Mariusz Antoni K., oraz Adam Hofman - były rzecznik i spin doctor PiS. Pierwszemu postawiono już zarzuty, a do mediów wyciekła jego oferta dla klientów, którym oferował spotkania z byłymi partyjnymi kolegami, niejednokrotnie na stanowiskach ministerialnych. Działalność Hofmana i jego firmy R4S również budzi kontrowersje, ale nikt nie zaprzeczy, że prowadzi wystawne życie i stać go na zatrudnianie ludzi, którzy nie pracują za miskę ryżu. Trzecim byłym politykiem, którego skuteczność w biznesie piarowo-lobbingowym budzi zazdrość i niedowierzanie jest właśnie Przemysław Wipler.

O tym, ile można zarobić, kiedy jest się byłym politykiem PiS ze znajomościami na mieście krążą legendy. Z aktu oskarżenia w sprawie przywłaszczenia pieniędzy fundacji możemy się dowiedzieć, ile Wipler zarabiał w ubiegłych latach. Według informacji podanych przez samego oskarżonego miał 150 tys. zł dochodu miesięcznie. Rocznie daje to 1,7 mln zł, a według ludzi z branży, na ostatnich działaniach Wipler mógł zarobić dużo więcej.

- Skuteczny lobbysta może inkasować nawet 50 tys. zł miesięcznie od jednej firmy. Jeśli podejmie się jakiejś misji specjalnej może liczyć na tzw. succes fee, czyli kwotę płatną, jeśli doprowadzi dany temat do szczęśliwego końca - mówi nam jeden z szefów PR w dużej spółce.

Jeszcze parę lat temu gazety rozpisywały się o skromnym majątku Przemysława Wiplera - wtedy jeszcze posła PiS.  Z jego oświadczenia majątkowego można było wyczytać, że jako polityk zarobił w rok 162 tys. zł. Teraz, będąc oficjalnie poza polityką, zarabia niemal tyle w… miesiąc. Wipler w oświadczeniu wykazał jeszcze 40 tys. zł oszczędności, samochód marki chrysler i 146-metrowy dom (współwłasność małżeńska), na który wziął kredyt. W 2014 roku do spłacenia miał 430 tys. zł. Z księgi wieczystej wynika jednak, że małżeństwo Wiplerów sprzedało dom w 2018 roku. Sam Wipler umieścił na swoim facebookowym profilu ogłoszenie o sprzedaży nieruchomości za 825 tys. zł. Jak tłumaczył zdecydował pozbyć się domu, gdyż nie wystarczał dla 7-osobowej rodziny. Dziś Wiplerowie są współwłaścicielami zabudowanej nieruchomości o powierzchni 1 624 m.kw. 

Zanim Wipler zaczął spełniać marzenia o zarabianiu milionów, skupiał się na polityce. Po tym, jak mimo zainwestowania sporych środków w kampanię partii Korwin, w której był wiceprezesem, ugrupowanie nie dostało się do Sejmu, Wipler zaczął chwalić się, że “na razie zajmie się zarabianiem pieniędzy”. Lubił jednak wystawne życie, a że zarobki na początku nie powalały, swoje zachcianki zaczął opłacać kartą płatniczą Fundacji Wolność i Nadzieja, której był prezesem. Przez pewien czas nie zwracał na siebie uwagi, aż w końcu jego nazwisko wróciło.

Prywatne przyjemności za pieniądze fundacji

Przemysław Wipler miał wydawać środki fundacji na cele prywatne m.in. swoją imprezę urodzinową. Za przywłaszczenie łącznie 150 tys. zł grozi mu do 5 lat więzienia. Według ustaleń prokuratury prezes Fundacji Wolność i Nadzieja Przemysław Wipler wydawał pieniądze organizacji niezgodnie z jej statutem w latach 2014-2017.

Korzystając z kart płatniczych fundacji kupował artykuły spożywcze, odzież, paliwo, sprzęt RTV i AGD, gry oraz programy komputerowe, a także opłacał usługi gastronomiczne, transportowe, hotelarskie, fryzjerskie, pralnicze, parkingowe i internetowe. Zakupów dokonywał nie tylko w Polsce, a także m.in. w Dubaju, Los Angeles czy Honkongu. To wszystko uszczupliło budżet fundacji o prawie 114 tys. zł. To jednak nie wszystko. Wipler wypłacił w gotówce prawie 14 tys. zł i przelał na swoje prywatne konto bankowe prawie 22 tys. zł z konta fundacji. Ta ostatnia kwota miała pokryć jego rzekome wydatki na rzecz FWiN. Prokuratura jednak stanowczo stwierdziła, że wszystkie poniesione przez Wiplera wydatki nie miały żadnego związku z jej działalnością.

Przemysław Wipler upierał się przed śledczymi, że wydatki, które ponosił miały związek z funkcjonowaniem fundacji. Trudno jednak w to uwierzyć, gdy zajrzymy w ustalenia śledczych. Wynika z nich, że Wipler z pieniędzy fundacji opłacił swojej rodzinie ferie w uzdrowisku, kupił plecaki przeznaczone dla nastolatek i bilet lotniczy do Rzymu dla swojej żony. Ta zapewne w stolicy Włoch nie próżnowała, bo z pieniędzy fundacji zapłacono za odzież i galanterię skórzaną w ekskluzywnych butikach. Analiza wydatków ujawniła też takie pozycje, jak gry na Playstation czy organizacja imprezy urodzinowej Przemysława Wiplera. Opinia biegłej sądowej z zakresu ekonomii, organizacji i zarządzania potwierdziła, że wydatki były niezgodne ze statutem fundacji i w większości pokrywały prywatne potrzeby prezesa.

Śledczy zabezpieczyli dokumentację związaną z obrotem kasowym fundacji. Znalazły się w niej wystawione przez Przemysława Wiplera, jako prezesa fundacji, dwa dokumenty rozliczeniowe. Wynikało z nich, że Wipler miał zwrócić do kasy fundacji w gotówce prawie 70 tys. zł. Ta kwota miała pokryć wydatki dokonane przez Wiplera w latach 2015-2016 z pieniędzy organizacji. 

Aby zweryfikować, czy tak faktycznie było śledczy w 2018 roku przeszukali siedzibę fundacji. Funkcjonariusze szukali przede wszystkim kasy, do której zgodnie z dokumentacją miały zostać zwrócone środki w wysokości 70 tys. zł przez prezesa fundacji Przemysława Wiplera. Kasy jednak nie odnaleziono, zabezpieczono jedynie dokumentację finansową w wersji papierowej i elektronicznej. Co się stało z pieniędzmi fundacji? Wipler tłumaczył śledczym, że środki zabezpieczył na swoim rachunku bankowym, bo członek zarządu Łukasz W. miał bezpodstawnie przelewać je na swoje prywatne konto. W prokuraturze W. zeznał, że te zarzuty są absurdalne, bo od stycznia 2017 roku mieszka w Brukseli, a siedziba fundacji jest w domu Wiplera. Podkreślił również, że fundacja nie miała kasy, z której można byłoby fizycznie pobrać pieniądze. Według niego Wipler takimi zarzutami próbował nieudolnie wytłumaczyć śledczym, dlaczego w kasie fundacji nie ma kwoty wynikającej z dokumentacji finansowej. 

Prokuratura sprawdziła prywatne konto bankowe Wiplera, ale nie znalazła śladu po zdeponowaniu środków fundacji. W historii transakcji znalazły się za to wpłaty z konta fundacji na kwotę kilku tysięcy złotych. Były to zwroty kosztów za wystawione faktury VAT. Ujawniono także transakcje w drugą stronę. Śledczy dostrzegli kilka przelewów z rachunku osobistego Wiplera na konto fundacji w wysokości łącznie prawie 80 tys. zł tytułem zwrotu depozytu. Transakcje były przeprowadzane od grudnia 2016 roku do maja 2017 roku, natomiast już w kwietniu 2018 roku Wipler przelał na konto fundacji prawie 2 tys. zł, co było zwrotem za omyłkową płatność dokonaną kartą fundacji. 

Z analizy śledczych wynika, że 3 lutego 2016 roku Wipler zasilił swoje konto kwotą 70 tys. zł, która pochodziła z rachunku fundacji. To tłumaczy, dlaczego w latach 2016-2017 przelał prawie 80 tys. zł na konto fundacji. Śledczy podkreślają, że dokonane zwroty pieniędzy pokrywały się z doniesieniami medialnymi o nieprawidłowościach w finansach fundacji, a także z zawiadomieniem do prokuratury w tej sprawie. Tuż przed ogłoszeniem aktu oskarżenia Wipler korzystając z konta bankowego swojej firmy zwrócił kolejne pieniądze - prawie 66 tys. zł. 

Jak się później okazało, Wipler podczas przesłuchania w prokuraturze sam wycofał się z twierdzenia, że przelał środki fundacji na własne konto, aby zabezpieczyć je przed Łukaszem W. Tłumaczył się, że w czasie przeszukania był zdenerwowany, co było efektem tego nieprawdziwego oświadczenia. 

Wszyscy byli i obecni członkowie zarządu fundacji zeznali, że to Przemysław Wipler był odpowiedzialny za podejmowanie decyzji i przede wszystkim wydawanie pieniędzy z budżetu organizacji. Wydatki ponoszone przez prezesa fundacji nie były z nimi konsultowane. Jeden z przesłuchiwanych świadków powiedział nawet, że Wipler nikogo nie dopuszczał do finansów fundacji. O nieprawidłowościach członkowie zarządu mieli dowiedzieć się dopiero z doniesień medialnych, bo sami nie sprawdzali na co prezes wydaje pieniądze. Według Łukasza W. nie można zaakceptować opinii Wiplera, że fundacja jest prywatna, więc środki mogą być wydawane w dowolny sposób. Jego zdaniem prezes fundacji opłacał kartą organizacji prywatne potrzeby, gdy stracił mandat posła i zarazem źródło dochodów. 

Przywłaszczenie pieniędzy to nie jedyny zarzut, który Wipler usłyszał. Prokuratura oskarżyła go o nieprowadzenie ksiąg rachunkowych i niezłożenie sprawozdań finansowych za lata 2016-2018. Śledczy zarzucają mu również poświadczenie nieprawdy. Przemysław Wipler miał zwrócić do kasy fundacji 70 tys. zł, co w rzeczywistości nie miało miejsca.

13-letnia córka Wiplera płaci kartą fundacji

Przemysław Wipler podczas przesłuchania w prokuraturze nie przyznał się do winy. Tłumaczył, że działalność fundacji była przede wszystkim polityczna. Opierała się na organizowaniu spotkań z ludźmi ze sfery politycznej, a sama fundacja współpracował z wieloma partiami i organizacjami politycznymi. Podkreślał, że fundacja nigdy nie korzystała ze środków publicznych ani nie miała statusu organizacji pożytku publicznego. Jego zdaniem wszystkie wydatki, w tym na zakup sprzętu RTV, czy opłaty za transport, były w ramach działalności fundacji. 

- Należy wyraźnie podkreślić, że w celu uniknięcia jakichkolwiek wątpliwości w zakresie wydatkowania środków mój Klient zwrócił fundacji równowartość wszystkich wydatków, co do których prokuratura zgłaszała zastrzeżenia. Większość tych środków została zwrócona przed rozpoczęciem postępowania, a duża część przed pojawieniem się jakichkolwiek publikacji prasowych. Nie można także pominąć faktu, że na żadnym etapie działalności fundacji nikt nigdy nie kwestionował sposobu prowadzenia gospodarki finansowej fundacji przez Pana Przemysława Wiplera – a w szczególności nie sygnalizowali tego ani inni fundatorzy,  ani członkowie zarządu, ani też darczyńcy - odpowiedział nam pełnomocnik Wiplera.

Jak wynika z ustaleń śledczych Wipler o nieprawidłowościach w finansach fundacji, a dokładnie o zakupie gier na Playstation, miał się dowiedzieć z mediów. Tłumaczył się w prokuraturze, że jego 13-letnia córka przez pomyłkę podpięła kartę płatniczą fundacji do sklepu z aplikacjami tej firmy. Te i inne zakupy niezwiązane z działalnością fundacji według Wiplera zostały uregulowane. Przemysław Wipler utrzymywał, że ponoszone przez niego wydatki były zgodne z prawem i formą działalności fundacji. Podkreślił, że nigdy nie zamierzał przywłaszczyć pieniędzy fundacji, a zawiadomienie w tej sprawie było motywowane politycznie.

Wipler czekał rok na odczytanie aktu oskarżenia

Sprawa wyszła na jaw, gdy wydatki Wiplera w 2016 roku opisał “Fakt”, a do prokuratury zgłosił się wiceprezes fundacji Łukasz W. Powiadomił śledczych o nieprawidłowościach w wydatkach fundacji, za które odpowiedzialny miał być Przemysław Wipler. Dowodem na to były wyciągi z karty płatniczej fundacji, której używał jedynie oskarżony prezes. Ten próbował wtedy bronić się oskarżając o nieprawidłowości samego Łukasza W., ale prokuratura nie dała się nabrać. W trzy lata zgromadzono twarde dowody, a materiał dowodowy skierowany do sądu z aktem oskarżenia liczy 14 tomów. 

Prokuratura nie miała wątpliwości, że Wipler działał w zamiarze powiększenia swojego majątku kosztem fundacji. Płatności, których dokonywał za pomocą pieniędzy fundacji nie miały żadnego związku z jej działalnością. Celem fundacji było odwrócenie proporcji pomiędzy Polakami emigrującymi i wracającymi do ojczyzny. Dochody fundacji miały być w całości przeznaczane na cele statutowe. 

Dlatego pod koniec 2019 roku Przemysław Wipler usłyszał zarzuty w tej sprawie. Nie przyznał się do winy. Jednak na rozpoczęcie procesu trzeba było czekać niemal dwa lata. Jak ustalił portal RadioZET.pl, sprawa najpierw trafiła do Sądu Rejonowego Warszawa-Praga Południe. Tam po dwóch miesiącach podjęto decyzję, aby akta sprawy przekazać innemu sądowi. Ostatecznie okazało się, że sprawa będzie jednak rozpoznana przez pierwotny sąd. Te formalne przepychanki spowodowały, że proces w sprawie Wiplera ruszył dopiero trzy miesiące temu.

Jak informuje wydział prasowy Sądu Okręgowego Warszawa-Praga w sprawie odbyły się trzy rozprawy. Na jedną z nich Wipler się nie stawił, ale swoją nieobecność usprawiedliwił. - Pan Przemysław Wipler był nieobecny na rozprawie 9 listopada 2021 r. w związku z kwarantanną, na której wówczas przebywał. Była ona spowodowana zachorowaniem jego współdomowników - wyjaśnia pełnomocnik Wiplera.

Sprawa jest poważna, bo Wiplerowi grozi nawet do 5 lat więzienia. W analogicznej sprawie dotyczącej Jakuba Ś., prezesa fundacji Kid Protect, doszło do skazania oskarżonego, gdyż pieniądze fundacji traktował jak swoje własne. Wydawał na drogie ubrania, gadżety, perfumy, a nawet zagraniczną podróż, bo rzekomo od lat angażując się w ochronę dzieci, nie miał czasu na urlop. Przemysław Wipler widocznie nie wyciągnął wniosków z tej historii i wydawał równie beztrosko. Przebił prezesa Kid Protect, za pieniądze fundacji kupując m.in. gry komputerowe, co ostatecznie pogrążyło go w oczach wielu zwolenników.

Kontakt z autorami: mateusz.kapera@radiozet.pl, radoslaw.gruca@radiozet.pl

RadioZET.pl

Byłeś świadkiem czegoś niespodziewanego? Masz temat, którym powinniśmy się zająć?

Zgłoś sprawę przez Czerwony telefon Radia ZET