Ekspert o stanie wyjątkowym: To nie są przelewki, to wielka armata prawna
Prezydent Andrzej Duda podpisał rozporządzenie o wprowadzeniu stanu wyjątkowego w przygranicznym pasie województw podlaskiego i lubelskiego. Oficjalnym powodem tej decyzji jest kryzysowa sytuacja na granicy polsko-białoruskiej. Rząd wskazuje również na zagrożenie, jakie niosą nadchodzące manewry wojskowe Zapad-2021, które odbędą się na Białorusi z udziałem wojsk rosyjskich. - Wytoczono olbrzymią armatę na coś, co jak się zdaje, mogło być załatwione normalnymi środkami. Na tym polega problem prawny z tą sytuacją - mówi portalowi RadioZET.pl profesor Marcin Matczak.
Stan wyjątkowy to jeden z trzech stanów nadzwyczajnych zapisanych w polskiej konstytucji. Zgodnie z art. 228 Konstytucji “w sytuacjach szczególnych zagrożeń, jeżeli zwykłe środki konstytucyjne są niewystarczające, może zostać wprowadzony odpowiedni stan nadzwyczajny: stan wojenny, stan wyjątkowy lub stan klęski żywiołowej”. Rozporządzenie o wprowadzeniu stanu wyjątkowego prezydent przedstawia Sejmowi w ciągu 48 godzin od jego podpisania. Stan wyjątkowy obowiązuje od dnia ogłoszenia rozporządzenia prezydenta. Sejm może w uchwale uchylić rozporządzenie i obowiązywanie stanu wyjątkowego.
- To jest rozwiązanie które pozwala na ograniczenie praw i wolności jednostki. Nie wszystkich, bo są gwarancje konstytucyjne, które zapobiegają np. ograniczeniu prawa do godności, czy wolności od niehumanitarnego traktowania. Zasadniczo tego rodzaju rozwiązanie stosuje się, kiedy zawiodą inne środki konstytucyjne, a także po to, aby chronić bezpieczeństwo obywateli, porządek publiczny i ustrój państwa przed zagrożeniami, których nie można inaczej usunąć - tłumaczy prof. Ryszard Piotrowski, prawnik konstytucjonalista, profesor UW.
Profesor Matczak: Decyzję o stanie wyjątkowym podejmuje się w ostateczności
Profesor Ryszard Piotrowski wskazuje, że przy wprowadzaniu stanu wyjątkowego trzeba kierować się zasadą celowości. - Można wprowadzać jedynie takie rozwiązania, które są rzeczywiście potrzebne, proporcjonalne do zagrożenia. Przede wszystkim trzeba kierować się postanowieniami Konstytucji, która nakazuje, aby nie zaczynać rozwiązywania konfliktu od środków najbardziej radykalnych i dolegliwych dla obywateli - mówi.
Profesor Marcin Matczak, prawnik specjalizujący się w prawie administracyjnym i konstytucyjnym, podkreśla, że decyzję o wprowadzeniu stanu wyjątkowego powinno wprowadzać się w ostateczności. - Stan wyjątkowy, jak sama nazwa wskazuje, jest wyjątkiem. To jest jego istota. W prawie wyjątków nigdy nie stosuje się w sposób rozszerzający. Bardzo się pilnuje, aby nie stały się one zasadą. Każdy rząd w Polsce musi wykorzystać wszystkie dostępne narzędzia, aby rozwiązać jakiś problem. I dopiero, gdy te sposoby nie zadziałają, to wtedy może zawiesić prawa i wolności obywatelskie.
Ustawa przewiduje, że wprowadzenie stanu wyjątkowego wiąże się z ograniczeniem praw obywatelskich na określonym terenie w wybranym czasie. - Stan wyjątkowy to nie są przelewki, to jest wielka armata prawna. Pozwala na odosobnienie, czyli tak naprawdę internowanie ludzi, na użycie broni palnej przez różnego rodzaju służby, na ograniczeniu autonomii szkół wyższych, na wprowadzeniu komisarza do gmin, które w rozumieniu wojewody albo premiera niezbyt dobrze realizują zadania. To jest sytuacja, gdy normalne funkcjonowanie państwa w pewnym sensie zostaje zawieszone, a władza uzyskuje ogromne uprawnienia - stwierdza profesor Matczak.
Profesor Piotrowski o stanie wyjątkowym: Gdyby dochodziło do zamieszek, wtedy nie byłoby wątpliwości
Prawnicy oraz opozycja mają wątpliwości, co do zasadności wprowadzenia stanu wyjątkowego w Polsce. Zapytaliśmy konstytucjonalisty, co musiałoby się wydarzyć, aby takie rozwiązanie było zasadne. - Gdyby doszło do powstania lub buntu przeciwko konstytucyjnemu ustrojowi państwa. W sytuacji, gdy mielibyśmy na ulicach masowe zamieszki lub rozruchy. Gdyby dochodziło do ataków na sklepy czy posterunki policji lub niszczenia mienia na wielką skalę. Jednym słowem, gdyby miało miejsce to, co określa się zagrożeniem dla porządku publicznego i ustroju państwa. Wtedy nie byłoby wątpliwości, co do wprowadzenia stanu wyjątkowego - podsumowuje konstytucjonalista z Uniwersytetu Warszawskiego prof. Ryszard Piotrowski.
- Problem, z tym co się stało w Polsce polega na tym, że właściwie pierwszym ruchem w przypadku zagrożenia było ograniczenie praw i wolności przez wprowadzenie stanu wyjątkowego. I z punktu widzenia prawnego coś, co powinno być ostatnią deską ratunku było pierwszym ruchem rządzących. Jest to działanie nieproporcjonalne, to znaczy zbyt ostre w stosunku do występującego zagrożenia - mówi profesor Matczak.
Rząd twierdzi, że spełnione są przesłanki, aby wprowadzić stan wyjątkowy w Polsce. Mowa tu o zagrożeniu bezpieczeństwa obywateli oraz zagrożeniu porządku publicznego. Innego zdania są eksperci, których poprosiliśmy o opinię na ten temat. Według nich wprowadzenie stanu wyjątkowego może mieć inny cel.
- Według rządzących straż graniczna i policja pracują bardzo dobrze, ale przeszkadzają dziennikarze, politycy, czy członkowie organizacji pozarządowych. Jeśliby przyjąć że motywem wprowadzenia tego stanu wyjątkowego jest blokada informacyjna, to znaczy, że wprowadzamy stan wyjątkowy wbrew jego celowi. Dlatego, że dostęp do informacji nie stwarza zagrożenia dla bezpieczeństwa państwa. Natomiast zagraża bezpieczeństwu obywateli, gdyż nie mamy informacji o tym, jak działa władza - tłumaczy profesor Piotrowski.
To co nam rząd chce przekazać to: lepiej byłoby, aby przy terenach przygranicznych nie było organizacji pozarządowych, dziennikarzy, czy polityków
Zapytaliśmy konstytucjonalisty, w jakich sytuacjach, jego zdaniem, uzasadnione jest wprowadzenie stanu nadzwyczajnego. - Typowym przykładem jest powódź, czyli stan klęski żywiołowej, a więc jeden ze stanów nadzwyczajnych. To bardzo poważne zagrożenie życia ludzkiego, majątku i dobrobytu. Najczęściej występuje na wielu obszarach. Jest to wydarzenie nadzwyczajne. Można sobie wyobrazić, że można przeciwdziałać powodzi w formie normalnych działań, ale czasami trzeba zabronić ludziom np. przemieszczać się w danym kierunku lub ograniczyć wstęp w pewne miejsca. Jeżeli jest pandemia i wprowadza się stan klęski żywiołowej, to też ogranicza się pewne prawa np. poprzez lockdown - twierdzi prof. Marcin Matczak.
"Premier nie rozumie idei stanu wyjątkowego"
Prawnik podkreśla, że stan wyjątkowy jest najpoważniejszym rozwiązaniem ze wszystkich stanów nadzwyczajnych. - Stosuje się go w poważnych sytuacjach, jak zagrożenie konstytucyjnego ustroju państwa czy bezpieczeństwa państwa. Pytanie brzmi, czy rząd wykorzystał wszystkie dostępne metody, aby rozwiązać problem, przed którym stoimy. Na przykład, jeżeli jest zagrożenie na granicy, to czy skierował tam więcej żołnierzy wojsk obrony terytorialnej lub zwiększył intensywności patrolowania granicy np. poprzez uruchomienie śmigłowców - mówi Matczak.
Profesor Marcin Matczak uważa, że premier Mateusz Morawiecki nie do końca rozumie idei stanu wyjątkowego. - Kiedy premier mówi, że nie może być przy granicy żadnych happeningów, że nikt nie powinien się tam pojawiać, to on tak naprawdę nie mówi o zagrożeniu zewnętrznym tylko wewnętrznym. Tak jakby wprowadzał ten stan, aby się ochronić się przed własnymi obywatelami. Po drugie mówi, że jeżeli będziemy mieć stan wyjątkowy, to łatwiej będzie się zarządzać całą sytuacją. Tutaj pan premier pokazuje niezrozumienie idei stanu wyjątkowego, który zawiesza prawa i wolności obywateli, co jest absolutną ostatecznością. Jeśli ten stan jest wprowadzany bardziej przeciwko swoim obywatelom niż zewnętrznemu niebezpieczeństwu, to budzi to wątpliwości co do tej decyzji.
W obozie Prawa i Sprawiedliwości pojawiły się stwierdzenia, że konflikt na granicy to wojna hybrydowa wytoczona przez reżim Łukaszenki. To ma tłumaczyć ostatnie decyzje rządu. - Dla mnie to są puste słowa. Premier nie pokazał, że na granicy jest takie zagrożenie, które uzasadniałoby wprowadzenie tego stanu. Ciężar udowodnienia tego spoczywa na rządzie. Państwo i prawo działa na zasadzie precedensu. Jeżeli wprowadza się w takiej sytuacji stan wyjątkowy, to w pewnym sensie uzasadnia się, że w podobnym przypadku też można podjąć decyzję o zawieszeniu naszych praw. Ktoś się może kiedyś powołać na to mówiąc, że przecież rząd PiSu kilka lat temu wprowadził stan wyjątkowy, kiedy na granicy było kilkudziesięciu Afgańczyków, a teraz jest ich tysiąc, więc musimy wprowadzić stan wojenny - przewiduje prawnik Marcin Matczak.
Na koniec nasz rozmówca dodaje, że nadużywanie takich rozwiązań, jak stan wyjątkowy rodzi poważne niebezpieczeństwo. - Nie można nadużywać alarmu przeciwpożarowego, bo straci on swój sens. Tak samo jest ze stanem wyjątkowym. Nie może być on stosowany bez powodu, bo jego powaga się dewaluuje. To jest ryzyko przejścia w państwo, gdzie zawieszenie praw i wolności obywatelskich jest codziennością. To degradacja tych praw. W państwie demokratycznym to bardzo zły precedens - kończy profesor Marcin Matczak.
Byłeś świadkiem czegoś niespodziewanego? Masz temat, którym powinniśmy się zająć?
Zgłoś sprawę przez Czerwony telefon Radia ZET