Obserwuj w Google News

Rodzina i bliscy 14-letniej Natalii przerywają milczenie. "Ojciec jest w szoku"

4 min. czytania
02.12.2023 09:23
Zareaguj Reakcja

Bliscy 14-letniej Natalii, która po wylewie zamarzła na śmierć w Andrychowie (woj. małopolskie), nie rozumieją, dlaczego policja nie szukała dziewczynki. - Papierologię robi się później. Uruchamia się alert, robi lokalizację telefonu - mówi pani Anna, znajoma rodziny. Ekspert policyjny Maciej Karczyński nie ma wątpliwości: - Ktoś musi zostać ukarany.

Andrychów
fot. PAP/Art Service

14-letnia Natalia z Andrychowa została znaleziona we wtorek przy banerze reklamowym obok marketu. Dziewczynka miała jechać do pobliskich Kęt. Rano zatelefonowała do ojca, że źle się czuje i nie wie, gdzie jest. Rodzina ma żal do policji, że ich sprawy nie potraktowano poważnie.

- Ojciec Natalii jest w szoku. Jakoś funkcjonuje, ale jest w szoku - relacjonował pan Bogdan, brat ojca Natalii, w rozmowie z programem "Uwaga! TVN". Znajoma rodziny pani Anna dodała, że 14-latka była spokojną dziewczyną. - Bardzo dobrze się uczyła, nie znikała z domu - mówiła.

Redakcja poleca

14-letnia Natalia zamarzła na śmierć. Rodzina i znajomi przerywają milczenie

Według reporterów "Uwaga! TVN" we wtorek Natalia nie dotarła do szkoły i od godziny 8 siedziała na mrozie przez wiele godzin. Pomimo że była w ruchliwym miejscu, nikt z przechodniów nie zainteresował się jej losem. Kiedy przyszła pomoc, było już za późno.

Około godz. 10 na miejscowym komisariacie był już ojciec dziewczynki. - Córka przekazała ojcu, że ma mroczki przed oczami, że robi się jej słabo. Powiedziała po chwili: „Tato, ja już leżę na ziemi”. Na tym się urwało. Nie zdążyła powiedzieć, gdzie jest - mówił pan Rafał, znajomy rodziny, w rozmowie z "Uwaga! TVN".

- Od znajomego, emerytowanego policjanta wiemy, że to przy takim zgłoszeniu, jak pojawia się zagrożenie życia, oni powinni od razu działać. Papierologię robi się później. Uruchamia się alert, robi lokalizację telefonu. Gdyby dyżurny zrobił te czynności, to namierzenie telefonu trwałoby od 15 do 30 minut. Więc najpóźniej o 10:30 byłaby znaleziona. Najpóźniej - dodała pani Anna.

"Co działo się od godz. 10, kiedy ojciec był na komisariacie do godz. 13:30, kiedy znaleziono Natalię? Tego wciąż nie wiadomo. Nie wiemy, czy był powiadomiony wydział techniki operacyjnej, który mógł namierzyć telefon nastolatki. Nie wiadomo też czy policjanci podnieśli pierwszy stopień poszukiwań" - poinformowali reporterzy "Uwaga! TVN". Komenda Wojewódzka Policji w Krakowie wszczęła wewnętrzne postępowanie, a śledztwo ws. nieumyślnego doprowadzenia do śmierci prowadzi Prokuratura Okręgowa w Krakowie. 

Według wstępnych wyników sekcji zwłok przyczyną śmierci Natalii była "śmierć mózgową, która spowodowana została obrzękiem mózgu, który został wywołany przez masywny krwotok śródmóżdżkowy". 14-latka dostała wylewu, a jej sytuację pogorszyła hipotermia. 

Redakcja poleca

Andrychów. Dlaczego policja nie szukała dziewczynki?

Nieprzytomną nastolatkę zostało znalezione ok. 500 m od komisariatu. Jednym z wątków śledztwa jest zbadanie przez prokuratora prawidłowości prowadzonych przez policję działań poszukiwawczych.

- Ojciec dziewczynki mówi, że czekał ponad godzinę, na podjęcie przez policjantów interwencji. To wymaga pilnego wyjaśnienia z kilku powodów. Przede wszystkim należy się to rodzinie, a także społeczeństwu. Jeżeli doszło do zaniedbań, to ktoś musi zostać ukarany, aby było to przestrogą dla innych policjantów na przyszłość - podkreśla emerytowany oficer policji Maciej Karczyński.

Jak przyznaje "bywa tak, że dyżurni na komisariatach podchodzą do zgłoszeń o zaginięciach w sposób rutynowy i bezduszny". - Z tego, co wiem z mediów, ojciec przekazywał policji informacje, które mogły i powinny wzbudzić podejrzliwość dyżurnego i sprawić, że podejmie on działania wykraczające poza dotychczasowego doświadczenia. Musiała mu się zapalić czerwona lampka i powinien zrobić więcej, niż przewidują przepisy w takich przypadkach - komentuje.

- Kiedy byłem jeszcze policjantem, powtarzałem funkcjonariuszom: spróbujcie podjąć interwencję w taki sposób, jak to wy byście byli obywatelem składającym zawiadomienie. Wczujcie się w rolę tego obywatela i wtedy najlepiej przeprowadzicie interwencję – zapewnia ekspert.

- Sadzę, że w przypadku zgłoszenia o zaginięciu 14-latki dyżurnego mogła zgubić rutyna, czyli nieprofesjonalne podejście - ocenia. Dodaje, że sprawę musi wyjaśnić postępowanie.

- Bo jeżeli prawdą jest, że ojciec mówił dyżurnemu, że córka dzwoniła do niego, że się źle czuła, że mogło się jej coś stać, to nie była to sucha informacja typu: córka wyszła z domu i jej nie ma. Można potraktować zgłoszenie z pewną rezerwą, gdyby ten mężczyzna wielokrotnie przychodził na komisariat i zgłaszał zaginięcie córki, a za chwilę by się ona znajdowała. Jeżeli przyszedł po raz pierwszy, przekazywał konkretne informacje, to były przesłanki, do tego, aby podjąć interwencję natychmiast - wskazuje.

Karczyński podkreśla, że zwykle broni policję z racji doświadczenia zawodowego. - Staram się wczuwać w sytuacje, z którymi ma ona do czynienia. Jednak w tym przypadku jestem przekonany, że ja bym zareagował na takie zgłoszenie i pilnie poszukiwał dziewczynki. Tego mi brakuje tutaj - wyjaśnia.

Źródło: Radio ZET/"Uwaga! TVN"/PAP - Wojciech Kamiński

Nie przegap