`

Bmw spłonęło, kierowca nie żyje. Ojciec ofiary przerywa milczenie i uderza w policję

3 min. czytania
29.09.2023 11:51
Obserwuj nas na Google

Między Legnicą a Złotoryją w środę bmw uderzyło w drzewo i spłonęło. W wypadku zginął 43-letni rolnik, który wypadł z samochodu przez przednią szybę. Według jego ojca Leszka Kardasza mógł być to zamach. - Może wypadek syna miał być sygnałem, bym siedział cicho, spuścił uszy po sobie - powiedział w rozmowie z portalem Tulegnica.pl. Kardasz ma też zastrzeżenia do pracy policji i prokuratury.

Spalone bmw na dw nr 364
fot. Facebook/PSP w Złotoryi

W środę około godz. 11 między Legnicą a Złotoryją na łuku drogi wojewódzkiej nr 364 tuż za zjazdem na Ernestynów doszło do tragicznego wypadku. Zdarzenie miało niezwykle dramatyczny przebieg, ponieważ 43-letni kierowca bmw po uderzeniu w drzewo wypadł z samochodu przez przednią szybę, a pojazd stanął w ogniu. Mężczyzna zmarł na miejscu. 

Policja wyjaśnia przyczyny wypadku, jednak portal Tulegnica.pl nieoficjalnie podał, że w miejscu zdarzenia nie widać śladów hamowania, a w Złotoryi krąży plotka, że było to samobójstwo, ponieważ kierowca, 43-letni Piotr, wykasował swoje konto z sieci i zostawił list pożegnalny. Jego ojciec twierdzi jednak, że to nieprawda i żadnego listu nie widział.

Redakcja poleca

Rolnik ze Złotoryi zginął w wypadku. Ojciec ofiary: to mógł być zamach

- Mój syn był szczęśliwie zakochany, snuł plany na przyszłość, przymierzał się do budowy domu. Od czwartej rano razem sialiśmy nawóz na polu. Potem pojechał na chwilę do Złotoryi załatwić swoje sprawy. Wracał, kiedy to się stało - powiedział Leszek Kardasz portalowi Tulegnica.pl.  

Ojciec zmarłego kierowcy twierdzi, że pojechał na miejsce wypadku i spostrzegł, że jego syn był ułożony na ziemi w nietypowej pozycji. Leżał na plecach po stronie pasażera, równolegle do pobocza, wyprostowany, jakby położył się na ziemi, a poza złamanym nosem i otarciami na skórze nie miał zewnętrznych obrażeń. To wzbudziło podejrzenia Leszka Kardasza, który zastanawiał się, jak to jest możliwe, że kierowca, który wypadł z samochodu, leżał w taki sposób po stronie pasażera, a także, dlaczego wypadł z samochodu, skoro jego syn zapinał pas bezpieczeństwa "zawsze odruchowo". Według rozmówcy portalu Tulegnica.pl zastanawiające jest również to, że odłamki szkła z szyb i inne fragmenty samochodu są rozsypane w promieniu kilkudziesięciu metrów od topoli, o którą roztrzaskało się auto. Według Leszka Kardasza śledczy powinni sprawdzić, czy nie rozrzucił ich ładunek wybuchowy.

Ojciec ofiary ma też zastrzeżenia do pracy śledczych. Uważa, że wyznaczenie sekcji zwłok dopiero na 3 października, tydzień po wypadku, może uniemożliwić wykrycie toksyn po środkach, które jak przypuszcza, mogły zostać podane jego synowi. Zarzuca też prokuratorowi, że nie dopilnował, aby dokładnie wyzbierać z rowu, pola i drogi fragmentów samochodu. 

Leszek Kardasz, który był radnym powiatu złotoryjskiego, a w ostatnich wyborach samorządowych startował na wójta gminy Złotoryja, powiedział portalowi Tulegnica.pl, że miejscowa policja i prokuratura są z nim od wielu lat w konflikcie. Stwierdził również, że cztery tygodnie temu w internetowym kanale Zbigniewa Stonogi poskarżył się na brutalność funkcjonariuszy i od tego czasu podejmowano próby, aby go skompromitować. - Może wypadek syna miał być sygnałem, bym siedział cicho, spuścił uszy po sobie - powiedział w rozmowie z lokalnym portalem.

Zapytaliśmy prokuraturę o śledztwo ws. wypadku. Czekamy na odpowiedź.

Nie przegap

Byłeś świadkiem czegoś niespodziewanego? Masz temat, którym powinniśmy się zająć?

Zgłoś sprawę przez Czerwony telefon Radia ZET