Z tego artykułu dowiesz się:
- Co to jest „emigracja wewnętrzna”.
- Kto zdecydował się na nią w 2025 roku.
- Jak wyglądała „emigracja wewnętrzna” w PRL.
Emigracja wewnętrzna – kto się na nią zdecydował?
Po wyborach prezydenckich 2025 Lech Wałęsa publicznie pożegnał się z Polską słowami prof. Tadeusza Gadacza. Filozof z Krakowa 2 czerwca o 6:00 rano napisał: „Polska to moja Ojczyzna, ale to nie jest już mój kraj. Na razie udaję się na wewnętrzną emigrację w świat przyrody, muzyki i książek. Co dalej nie wiem. Dla zdrowia psychicznego przestaję czytać o tym, co w Polsce będzie się działo. Przestaję komentować bieżące zdarzenia. Muszę zadbać o siebie. Żegnaj Polsko!”.
W sukurs ruszyli internauci:
- „Też odcinam się od polityki i zaczynam żyć tylko własnym życiem”
- „Za stara jestem na emigrację fizyczną, pozostaje wewnętrzna”
- „Widocznie każde pokolenie musi przez to przejść”
- „Mam podobnie, uciekam w świat przyrody”
- „Wracam do lektur, także tych krzepiących”
Podobną decyzję podjął senator Wadim Tyszkiewicz. „Żegnam się z Wami. Moja aktywność w mediach społecznościowych dobiegła końca na czas nieokreślony. Moja aktywność publiczna ograniczy się już tylko do pracy parlamentarnej jeszcze tylko przez 2 lata i potem koniec” – zapowiedział polityk. Co to jest emigracja wewnętrzna?
Emigracja wewnętrzna – co to jest?
„Emigracja wewnętrzna” to całkowite odcięcie się od polityki. Często przybiera formę symbolicznej rezygnacji z telewizji i mediów społecznościowych. Na tę formę protestu przeciwko rzeczywistości politycznej w Polsce zdecydowała się część osób po drugiej wygranej PiS w wyborach parlamentarnych w 2019 roku i reelekcji prezydenta Andrzeja Dudy w 2020 roku.
„Emigracja wewnętrzna” pozwala przetrawić porażkę, uporać się z żalem i uporządkować myśli, ale – tak jak żałoba – nie powinna trwać wiecznie. Od żałoby też bowiem można się uzależnić. „Jeśli nie potrafimy pogodzić się z bólem po stracie bliskich osób i zaakceptować ich odejścia w ciągu kilku lat po ich śmierci, to w naszym mózgu aktywizują się te same obszary, które pobudzane są pod wpływem substancji uzależniających” – ostrzegali psycholodzy kliniczni na łamach „NeuroImage” w 2017 roku. Jest też inna pułapka.
„Po siedmiu latach politycznego zamieszania, w którego trakcie kraj tylko się staczał, ludzie generalnie zobojętnieli na politykę. Może nie popierali władzy, ale też z pewnością nie pchali się do >>Solidarności<< i w ogóle coraz mniej interesowali się jakimkolwiek działaniem, bo nabrali przekonania, że nic nie da się zrobić” – czytamy w książce Jacka Kuronia „PRL dla początkujących”. Gdyby nie nowe pokolenie, które, wkurzone drożyzną i brakiem perspektyw, dało impuls do zmian, nie wiadomo, jak dziś wyglądałaby Polska.
Źródło: Radio ZET
Byłeś świadkiem czegoś niespodziewanego? Masz temat, którym powinniśmy się zająć?
Zgłoś sprawę przez Czerwony telefon Radia ZET