`

"W szpitalu powtarzała »co ja zrobiłam«". Rodzinna tragedia pod Warszawą

2 min. czytania
12.09.2023 23:21
Obserwuj nas na Google

W Helenowie pod Wołominem doszło do dramatu. 7-letnia dziewczynka i jej matka zostały poparzone łatwopalną substancją. "Fakt" rozmawiał z dziadkiem dziecka. Jego słowa rzucają nowe światło na sprawę.

policja
fot. Beata Zawrzel/REPORTER

W poniedziałek wieczorem strażacy zostali wezwani pod Wołomin na Mazowszu, aby udzielić pomocy 7-letniej dziewczynce i około 40-letniej kobiecie. Okazało się, że dziecko i jego matka zostali poparzeni łatwopalną substancją. Jak ustalił TVN Warszawa, była to prawdopodobnie płonąca benzyna.

Portal wwl112.pl przekazał, że dziewczynka miała oparzenia 2 stopnia niemal na całym ciele, włącznie z twarzą. Dziecko wprowadzono w stan śpiączki farmakologicznej i helikopterem przetransportowano do szpitala. Tam trafiła też matka poszkodowanej 7-latki.

Redakcja poleca

Helenów. Matka i córka poparzone. Wstrząsająca relacja dziadka

Do szokujących informacji dotarł "Fakt". Dziennikarzom tabloidu udało się porozmawiać z dziadkiem dziewczynki panem Henrykiem. Według jego relacji 7-letnia Łucja ma poparzone około 70 proc. powierzchni ciała, w tym twarz, i jest w ciężkim stanie.

- Nie mogłem spać. Była godzina 22, syn przyjechał z pracy. Patrzę, a tam pogotowie, straż, mnóstwo samochodów. Nie wiedziałem, co się dzieje. Idę i pytam syna, "co się stało", a on mi mówi: "Agnieszka podpaliła córkę" — opowiadał. Mężczyzna dodał, że synowa miała problemy osobiste i leczyła się psychiatrycznie.- Dopadła ją depresja. Miesiąc temu wróciła z oddziału i wszystko było dobrze - relacjonował. 

Zobacz także: 10 ukrytych objawów depresji. Jak je rozpoznać?

Nic nie zwiastowało tragedii. Tamtego dnia dziadek Łucji był w odwiedzinach u synowej. Syna nie było jeszcze w domu. W pewnym momencie pan Henryk wyszedł, a jego żona została z wnuczkami (Łucja ma jeszcze starszą siostrę - red.) i ich matką. Kiedy teściowa wyszła ze starszą z dziewczynek do pokoju, w drugim pomieszczeniu nagle pojawił się ogień i dym.

- Wylała na córkę benzynę i ją podpaliła, a że pooblewała sobie przy tym ręce, to też je poparzyła. Potem w szpitalu powtarzała: "Co ja zrobiłam, co ja zrobiłam" - mówił mężczyzna w rozmowie z "Faktem". Sprawą zajęła się policja i prokuratura.

Jeśli doświadczasz problemów emocjonalnych, potrzebujesz porady lub wsparcia,  tutaj znajdziesz numery telefonów zaufania do organizacji oferujących pomoc w kryzysie psychicznym. W sytuacji bezpośredniego zagrożenia życia zadzwoń na 112.

Nie przegap

Byłeś świadkiem czegoś niespodziewanego? Masz temat, którym powinniśmy się zająć?

Zgłoś sprawę przez Czerwony telefon Radia ZET