Nowy rząd podoła wyzwaniom klimatycznym? „Nie jest już tak, że Polska węglem stoi”
- Polska jest w Europie „czarną owcą”, która robiła dotychczas jak najmniej, by ograniczać emisję dwutlenku węgla i odchodzić od paliw kopalnych – mówi bez ogródek Tomasz Wiśniewski, prezes Pracowni Finansowej i ekspert ds. inwestowania w OZE. - Czasu jest coraz mniej – apeluje specjalista, kreśląc możliwe scenariusze dotyczące kryzysu klimatycznego i wskazując wyzwania, przed którymi stoi nowa władza.
Małgorzata Pelka, RadioZET.pl: Pozwoli pan, że zacznę apokaliptycznie? Ile czasu zostało mieszkańcom Ziemi do osiągnięcia krytycznego punktu katastrofy klimatycznej?
Tomasz Wiśniewski*: To bardzo płynna kwestia. Dużo zależy od tego, jak będziemy postępować w najbliższych latach. Mówi się o nieprzekroczeniu progu 1,5 stopnia Celsjusza globalnego ocieplenia, o konieczności dekarbonizacji i odejściu od paliw kopalnych do połowy tego stulecia. Tak naprawdę już teraz nie mamy pewności, że uratujemy życie na Ziemi - nawet jeśli uda nam się zrealizować wszystko, co zakładamy. Trzeba się starać, trzeba próbować.
To może wydarzyć się też w naturalny sposób – nie będziemy w stanie powstrzymać globalnego ocieplenia, jeżeli sami doprowadzimy do zbyt dużego wzrostu temperatury powodującej wystąpienie sprzężeń zwrotnych. Najczarniejszy scenariusz zakłada Ziemię w tzw. stanie Wenus. W pewnym momencie temperatura wzrosłaby do tego stopnia, że cała woda z planety by wyparowała. Ta wizja jest najgorsza ze wszystkich. Oscylujemy wokół najbliższych 20-30 lat, by ograniczyć emisję dwutlenku węgla i gazów cieplarnianych. Z Ziemią jest jak z piekarnikiem – nagrzewanie zajmuje długo, ale potem nie trzeba już aż tak wiele energii, by temperatura rosła.
Zaczęliśmy przyszłościowo, ale liczy się tu i teraz. Zakładam, że wyzwania mają związek m.in. z położeniem na mapie. Na czym powinna skupić się teraz Polska? Który z tematów klimatycznych będzie najpilniejszy dla nowego rządu?
Jesteśmy w centrum Europy, która jest jednym z regionów najbardziej „wiosłujących” w kierunku ograniczenia emisji gazów cieplarnianych - a przynajmniej jednym z tych, którym się to udaje, bo np. Chiny robią wiele, ale jeszcze dużo przed nimi. Mają rozbudowany przemysł, są tzw. „fabryką świata”, więc do redukcji CO2 jeszcze długa droga.
Polska jest w Europie „czarną owcą”, która robiła dotychczas jak najmniej, by ograniczać emisję dwutlenku węgla i odchodzić od paliw kopalnych w celu zastąpienia ich energią odnawialną. Cała nadzieja w nowym rządzie, który naobiecywał w kampanii wyborczej, więc niech te obietnice zrealizuje. Jest to całkiem sporo obietnic i równie sporo pozytywnych zmian, które prawdopodobnie czekają Polskę. Straciliśmy ostatnie 8 lat, ponieważ poprzednia ekipa zablokowała możliwość budowy wiatraków. Wojna na Ukrainie spowodowała jednak, że wielu osobom otworzyły się oczy. Zaczęto jeszcze bardziej rozumieć potrzebę uniezależniania się od dostaw paliw kopalnych, za które co roku płacimy miliardy złotych.
Jedyne, co powinniśmy w Polsce zrobić, to zacząć realizować politykę europejską, wytyczoną jakiś czas temu. Naukowcy swoje już na ten temat powiedzieli i udowodnili, że ocieplenie klimatu i niekorzystne zmiany pogodowe to bezpośredni wynik działalności człowieka i spalania paliw kopalnych. Niczego nikomu nie trzeba już udowadniać, tylko realizować to, co zostało wytyczone. Jako kraj mamy zaległości, ale wystarczy wprowadzić dyrektywy unijne. Dobrym przykładem jest przyjęta pod koniec ubiegłego roku RED III, zakładająca wyznaczenie konkretnych stref, w których uzyskanie pozwolenia na budowę odnawialnych źródeł energii jest proste i szybkie - 12 miesięcy w tych strefach, a na pozostałym terenie kraju 24 miesiące. To ogromny przeskok wobec tego, co było jeszcze przed rządami ubiegłej ekipy. Przypomnijmy, że uzyskanie pozwolenia na budowę wiatraka trwało 4-5 lat, a farm – nawet 7-8. Potem przyszła inna władza i zakazała budowy wiatraków, a to dość mocno cofnęło nas w rozwoju. Teraz według Unii Europejskiej cały proces ma trwać rok lub dwa lata. Jest to wynik uznania przez Unię odnawialnych źródeł energii za nadrzędny interes społeczny.
Wspomina pan o zaległościach. Sądzi pan, że minister klimatu i środowiska Paulina Henning-Kloska będzie w praktyce po „zielonej” stronie?
Mam nadzieję. Były takie postulaty, które padły w kampanii wyborczej; komunikowała je głównie Trzecia Droga, Koalicja Obywatelska też o nich wspominała. Ten rząd wydaje się prounijny - a Unia przywiązuje wagę do OZE i uniezależniania się od dostaw zagranicznych. Wygląda to, jak trzeba. Poznamy po efektach, ale jestem dobrej myśli. Wiemy, co mamy robić – wystarczy się tego trzymać. Czasu jest coraz mniej.
Zobacz także: Minister klimatu za ograniczeniem lotów: Tylko wtedy, gdy to konieczne. Zachęcam do kolei
Jako proponowane rozwiązanie problemów klimatycznych na większą skalę pojawia się właśnie energia odnawialna. Odwracanie się od węgla to dla Polski realistyczny scenariusz? Na liczbę kopalń nie narzekamy, więc wielu osobom trudno sobie taką zmianę wyobrazić...
Nie jest już tak, że Polska węglem stoi – wydaje mi się, że okolice 1979 roku były szczytem wydobycia węgla, od tego czasu wydobycie systematycznie spada.
To nie jest zaskoczenie, że kopalnie będą dalej do pewnego stopnia funkcjonować – ale tylko do momentu, w którym tego węgla po prostu już nie będzie. Koszty wydobycia wzrastają. Górnicy chcą zarabiać coraz więcej, a wydobywają coraz mniej. Połowa węgla do polskich elektrowni sprowadzana jest z zagranicy, m.in. ze wschodu. Efektywność wydobycia w Polsce to ułamek efektywności wydobycia w Stanach Zjednoczonych. To po prostu się nie opłaca.
Potencjalnie węgiel mógłby służyć jako pewien magazyn bezpieczeństwa, gdyby okazało się, że nie możemy sprowadzać go z innych kierunków. Nie musimy wydobywać wszystkiego w tej chwili, ale w tej konkretnej sytuacji należałoby oczywiście korzystać z niego mądrze. Porównałbym to do kredytu: beztroskie spalanie paliw kopalnych po to, żeby się ogrzać, przypomina kredyt konsumpcyjny na zaspokojenie chwilowych przyjemności. Niech paliwa kopalne służą nam do budowy instalacji do produkcji energii ze źródeł odnawialnych.
Jesteśmy już po szczycie wydobycia ropy naftowej. Ono także będzie już tylko spadać. Wiatr i słońce są natomiast darmowe i niewyczerpalne.
Niektóre firmy szukają też innych, ekologicznych rozwiązań na co dzień. Są opłaty klimatyczne w liniach lotniczych, papierowe opakowania używane w małych biznesach. To wystarczy do zmiany myślenia?
O sposób myślenia powinniśmy na pewno dbać. Może takie małe kroki nie uratują świata, ale na pewno wpływają na świadomość szerokich grup ludności. Jest nas na świecie 8 miliardów. Zużywamy zasoby naturalne w tempie, przez które w przyszłości nie będziemy w stanie wszystkich wyżywić.
Co zatem z tzw. szarymi obywatelami? Jakie działania proklimatyczne można podjąć na własną rękę?
Im wyżej w społecznej hierarchii, tym więcej sposobów wpływania na rzeczywistość. Osoby pracujące w mediach, influencerzy, radni czy decydenci na różnych stopniach organizacji mają sporo możliwości, by rozwijać świadomość społeczną i przechodzić na gospodarkę niskoemisyjną, by – mówiąc wprost – uratować życie na Ziemi, bo to jest już problem tej kategorii.
Jest jednak mnóstwo rzeczy, które każdy z nas może robić. Jako obywatele powinniśmy być spójni z tym, co mówimy i robimy, czyli sami dawać przykład innym. Powinniśmy też wywierać wpływ na rządzących czy głosować na tych, którzy faktycznie popierają transformację energetyczną.
Warto zwrócić uwagę na własne wybory. Wiemy, jak żyją np. Amerykanie. Miliardy Chińczyków, Hindusów i mieszkańców Afryki zużywają zaledwie ułamek tego, co przeciętni Amerykanie. Obywatele USA jeżdżą SUV-ami, mieszkają w wielkich domach na przedmieściach, jedzą na obiad steki, których produkcja oznacza ogromne emisje CO2, zużycie energii i wody. A wielu rzeczom można przecież zapobiegać codziennymi wyborami i własną postawą.
Uczmy się, szukajmy odpowiedzi, rozszerzajmy swoją wiedzę na temat faktów i mitów dotyczących globalnego ocieplenia. Wyrabiajmy sobie własne zdanie, by nie ulegać komunikacji, która z założenia jest błędna, bo np. podważa fakt, że spalanie paliw kopalnych wpływa na ocieplenie klimatu. Jest dużo podobnych przykładów w historii. Kiedyś zatrudniano agencje marketingowe, które miały podważać szkodliwość palenia. Teraz z zagadnieniem paliw kopalnych dzieje się to samo.
Damy radę bez najbogatszych? Z jednej strony zwykły Kowalski się edukuje, chodzi na zakupy z płócienną torebką, zakręca wodę przy myciu zębów, inwestuje w OZE, jeśli ma możliwości...a z drugiej – celebryci latają prywatnymi odrzutowcami, produkując samodzielnie prawie 500 razy więcej CO2 od Kowalskiego.
No właśnie – tu też jest rola zwykłych Kowalskich! Bo dopóki Kowalskiemu to imponuje - bogaci będą tak postępować. Jeśli stanie się to passé, to przynajmniej przestaną się z tym lataniem obnosić albo je ograniczą, bo nie będą już budzić podziwu swoich fanów.
Wszystkie rewolucje, które popchnęły świat do przodu – ruchy pracownicze, swobód obywatelskich, praw kobiet – zaczynały się od dołu i taka rewolucja w kwestii odnawialnych źródeł też by się przydała. Właściwie już się zaczęła i to my, jako przeciętni obywatele, musimy wpływać i na rządzących, i na celebrytów, i na najbogatsze, zużywające największe ilości energii osoby. Kiedyś mówiło się „Dbajmy o przyszłość swoich dzieci i wnuków”, a teraz zmiany dotyczą nas samych. W niektórych krajach – i to za naszego życia! - zachodzą ekstremalne zmiany pogodowe. Może niektórych to przekona. Kwestia osobistego bezpieczeństwa ma szansę zwrócić ich uwagę.
Mówi pan o wywieraniu wpływu na rządzących, więc wróćmy jeszcze na chwilę do polityki. Czemu kwestie klimatyczne są tak politycznie spolaryzowane? Mam wrażenie, że obecnie można niemal „na ślepo” zakładać, co dane ugrupowanie powie na temat konkretnego zagadnienia związanego z klimatem.
Chyba dzieje się tak przez fake newsy, na które różni ludzie są podatni. Krajom wydobywającym ropę i gaz zależy, by deprecjonować i ośmieszać temat globalnego ocieplenia. Pojawiają się emocje, a one przecież zawsze towarzyszą polityce.
Zobacz także: Spektakularny widok nad Bałtykiem. Na plażach utworzyły się "lodowe góry"
Po zmianie władzy pojawiły się już pierwsze kontrowersje. Wiceministra klimatu Urszula Zielińska na nieoficjalnym spotkaniu w Brukseli powiedziała, że „Unia powinna przyjąć ambitne cele redukcji emisji CO2 o 90%” do 2040 roku. Szefowa resortu zareagowała, mówiąc, że nie jest to oficjalne stanowisko polskiego rządu, ale że rozumie to jako otwartość do negocjacji. Wypowiedź pani Zielińskiej wzbudziła oburzenie wśród polityków prawej strony sceny politycznej. Gdzie jest złoty środek między klimatycznym denializmem a huraoptymizmem?
Tylko czy redukcja emisji dwutlenku węgla o 90% to szaleństwo? Teoretycznie powinniśmy dążyć do tego, żeby w ogóle zlikwidować emisję, a nawet aktywnie wyciągać CO2 z atmosfery – powstają już pierwsze technologie, które na to pozwalają. Dwutlenek węgla powinniśmy wychwytywać, a potem go unieszkodliwiać.
Oczywiście w krótkim czasie trudno przejść całkowicie z gospodarki zasilanej paliwami kopalnymi na taką opartą na źródłach odnawialnych, więc może czasami ktoś faktycznie wyrwie się przed szereg, postawi zbyt ambitne cele – ale docelowo to właśnie tak ma wyglądać. To może wydawać się nieprawdopodobne, ale przejście w 100% na taką gospodarkę jest możliwe i naukowo wyliczone.
Do którego roku – według tych wyliczeń – mogłoby się to stać?
Istnieje pakiet „Gotowi na 55” [zestaw wniosków ustawodawczych mających uaktualnić przepisy i nawiązywać do ustalonych przez instytucje unijne celów – m.in. redukcji emisji CO2 o minimum 55% do 2030 roku – przyp. red.]. Zakłada on, że wdrożenie przepisów pozwoli na neutralność klimatyczną do 2050 roku.
Myślę, że do połowy stulecia jest to raz – niezbędne, a dwa – możliwe. Przełom pojawił się na szczycie COP 28 [28. konferencja Organizacji Narodów Zjednoczonych w sprawie zmiany klimatu; odbywała się od 30 listopada do 12 grudnia 2023 roku w Dubaju – przyp. red.]. Po raz pierwszy w historii szczytów klimatycznych zapisano tam deklarację odejścia od paliw kopalnych. Ustalenia nie zobowiązują na razie do wielu twardych działań, ale myślę, że małymi kroczkami dojdziemy w końcu do zamierzonego stanu. A jeśli to nie nastąpi, to tak czy inaczej Ziemianie będą zasilać wszystko odnawialnymi źródłami energii. Albo odejdziemy od paliw kopalnych, albo spalimy ich tyle, że ocieplimy Ziemię do stopnia przyczyniającego się do wyginięcia zwierząt i ludzi. Ci, którzy pozostaną, nie będą mieli innego wyjścia. Lepiej zrobić to na takich zasadach, jakie planuje Unia Europejska i cały świat. W ten sposób można – obrazowo to nazywając – uratować cywilizację.
Druga sprawa: czy zdążymy ograniczyć spalanie, czy wyczerpiemy wszystkie paliwa kopalne? Jeśli to zrobimy, to chociaż i tak będziemy chcieli korzystać z odnawialnych źródeł, to nie będzie już najprawdopodobniej czego zasilać. Wydobycie i spalenie wszystkich paliw kopalnych oznacza wzrost średniej temperatury Ziemi o 8 stopni, co znacząco różni się od założonego celu do 1,5 stopnia. Taki stan rzeczy uniemożliwi życie w wielu miejscach na tej planecie.
Zobacz także: Śledztwo ws. wybuchów Nord Stream. "WSJ": polskie władze utrudniały dochodzenie
Zawodowo zajmuje się pan odnawialnymi źródłami energii i klimatem. Jak z perspektywy eksperckiej oceniłby pan klimatyczną świadomość Polaków? Coś zmieniło się na przestrzeni lat?
Ta świadomość się zmienia, chociaż wciąż pokutują opinie zakładające brak możliwości odejścia od dużych zakładów energetycznych spalających węgiel. Słyszałem je nawet z ust profesorów z różnych uczelni, czytałem ich przekonania na ten temat w mediach społecznościowych. To jest skandal. Takie osoby powinny dawać przykład, aktualizować swoją wiedzę jeszcze intensywniej od statystycznego obywatela.
Dużo się mimo to zmienia. Przyczyniają się do tego też kwestie ekonomiczne. Ciekawostka: jesteśmy jednym z europejskich liderów w prosumenckiej energetyce – fotowoltaice montowanej na dachach domów i firm. Zajmujemy w Europie trzecie miejsce, po Niemcach i Hiszpanach. To bardzo dobry znak. Gdyby tak jeszcze zmodernizować sieci energetyczne w takim stopniu, żeby możliwe było przyłączanie kolejnych farm fotowoltaicznych...W takiej sytuacji jako kraj mielibyśmy jeszcze większy udział w produkcji energii, bo w samym 2022 roku potencjalni inwestorzy w farmy fotowoltaiczne dostali 7 tysięcy odmów przyłączenia do sieci.
Skoro argument ochrony środowiska nie jest dla kogoś przekonujący, może trafi do niego kwestia ekonomiczna – w dzisiejszych czasach każdy może mieć swoją własną elektrownię albo osobistą stację „benzynową” dla swojego samochodu elektrycznego (śmiech). Technologia idzie do przodu.
Jak w takim razie widzi pan przyszłość następnych pokoleń? Jest pan optymistą czy pesymistą?
Jestem optymistą! W związku z różnymi wyzwaniami tego świata pojawiały się problemy, które udało się pokonać. Ruchy obywatelskie były brane pod uwagę rządzących, gdy świadomość społeczna docierała do konkretnego poziomu. Wybór władzy zależał i zależy m.in. od obietnic rozwiązania konkretnych problemów dla dobra społeczeństwa.
Czy zdążymy? Nie wiem, ale kilka rzeczy - np. odblokowanie do pewnego stopnia energetyki wiatrowej - już zostało wdrożone. I to pod koniec rządów poprzedniej władzy, która przecież wcale nie wsławiła się proekologicznym nastawieniem. Wspólny wróg – wojna u naszych granic – spowodowała, że pewne rzeczy wydarzyły się ponad podziałami. Chciałbym, by władza wspierała przechodzenie na gospodarkę niskoemisyjną, promowała odnawialne źródła energii dla przyszłości następnych pokoleń. Mam takie marzenie, by to nie była kwestia polityczna.
*Tomasz Wiśniewski – Prezes Zarządu Pracownia Finansowa Sp. z o.o. Certyfikowany doradca finansowy, posiada międzynarodowy certyfikat EFG® – European Financial Guide. Doświadczenie zawodowe zdobywał na stanowiskach managerskich w międzynarodowych korporacjach,m.in.LG Electronics Polska, czy PTK Centertel (Orange). Od 2010 roku prowadzi projekty inwestycyjne. Z firmą Pracownia Finansowa związany jest niemalże od samego początku jej istnienia. Najpierw jako Dyrektor e-commerce odpowiadał za koordynację działań z zakresu sprzedaży oraz marketingu. Obecnie obszarem jego odpowiedzialności jest pion komunikacji i obsługi inwestorów. Na stanowisku Prezesa Zarządu odpowiada za wszelkie działania związane z zarządzaniem relacjami inwestorskimi.
Źródło: Radio ZET
- Kula światła przecięła niebo nad Niemcami. Była widoczna nawet z Polski
- Tusk: benzyna powinna być po 5 zł. „Kiedy premier znajdzie czas, żeby podjąć tę decyzję?”
- „Sytuacja skandaliczna i kuriozalna”. Ekolodzy krytykują, TPN odpowiada
Byłeś świadkiem czegoś niespodziewanego? Masz temat, którym powinniśmy się zająć?
Zgłoś sprawę przez Czerwony telefon Radia ZET