Katastrofa śmigłowca pod Rzeszowem. Dwa możliwe scenariusze

2 min. czytania
01.12.2025 13:54
Obserwuj nas na Google

Prokuratura Okręgowa w Rzeszowie wszczęła w poniedziałek śledztwo w sprawie wypadku śmigłowca, do którego doszło w sobotę w miejscowości Cierpisz koło Rzeszowa. Jednym z czynników branych pod uwagę są bardzo trudne warunki atmosferyczne - poinformowała prok. Katarzyna Drupka.

Służby w pobliżu miejsca katastrofy śmigłowca w miejscowości Malawa
fot. PAP/Darek Delmanowicz

Z tego artykułu dowiesz się:

  • Jakie były warunki atmosferyczne podczas katastrofy.
  • Co mogło spowodować zboczenie helikoptera z kursu.
  • Jakie służby uczestniczyły w akcji ratunkowej.
  • Jakie działania są prowadzone w ramach śledztwa.

Katastrofa śmigłowca pod Rzeszowem. "To najbardziej prawdopodobne hipotezy"

W sobotę w miejscowości Cierpisz, niedaleko Rzeszowa, w terenie zalesionym, około 700 metrów na północ od asfaltowej drogi pomiędzy Malawą a Wolą Rafałowską doszło do wypadku z udziałem czteroosobowego helikoptera Robinson R44. W wypadku zginęli dwaj bracia.

- Na miejscu panowały bardzo trudne warunki atmosferyczne, gęsta mgła ograniczała widzialność do kilkunastu metrów - przekazała zastępca Prokuratora Okręgowego w Rzeszowie prok. Katarzyna Drupka.

Zaznaczyła, że przeprowadzone dotychczas czynności nie pozwoliły na ustalenie przyczyny zdarzenia. Jednym z czynników branych pod uwagę są bardzo trudne warunki atmosferyczne, w jakich odbywał się lot.

- Najbardziej prawdopodobną hipotezą są bardzo złe warunki atmosferyczne i ich wpływ na pracę silnika, bo tutaj wilgoć też ma znaczenie, albo po prostu zła widoczność, która spowodowała, że pilot stracił orientację i zakończyło się to tragicznie - powiedziała prok. Drupka.

Jak doszło do katastrofy?

Z ustaleń wynika, że śmigłowiec leciał z Krosna, z międzylądowaniem w miejscowości Zagorzyce, a następnie kontynuował lot w kierunku Przeworska. - Na wysokości miejscowości Malawa helikopter niespodziewanie zboczył z kursu w kierunku północnym i lecąc lekkim łukiem, tracąc wysokość, zaczął zahaczać o czubki drzew, a następnie obniżając ciągle lot, około godziny 15.35 rozbił się w lesie - zrelacjonowała prok. Drupka.

O godz. 15.50 służby zostały zawiadomione o wypadku, a o godz. 16.07 na miejsce przybyły pierwsze zastępy straży pożarnej. Ze względu na brak możliwości dojazdu do helikoptera na miejsce wypadku udali się strażacy z ręcznymi gaśnicami.

Redakcja poleca

- Zastali tam palący się wrak helikoptera oraz ciała dwóch mężczyzn. Śmierć na miejscu poniosło dwóch mieszkańców powiatu przeworskiego: 41-letni Mariusz S. oraz 44-letni Krzysztof S. - dodała prokurator.

Zwróciła uwagę, że bezpośredni dojazd na miejsce samochodami osobowymi był niemożliwy z uwagi na nachylenie terenu i błotniste podłoże, w związku z tym transport funkcjonariuszy straży pożarnej, policji, żołnierzy WOT odbywał się quadami i specjalistycznym sprzętem.

Maszyna przeszła przegląd dzień przed wypadkiem

Oględziny miejsca wypadku pod nadzorem prokuratora, m.in. z udziałem członków Państwowej Komisji Badania Wypadków Lotniczych (PKBWL) rozpoczęły się następnego dnia rano. W ciągu 30 dni od dnia wypadku powinna ona wydać wstępną opinię dotyczącą zdarzenia, a następnie w ciągu około dwóch miesięcy kompleksową opinię.

- Na miejscu ujawniono dokumenty wskazujące na to, że dzień przed zdarzeniem, tj. 29 listopada 2025 roku, helikopter przeszedł pozytywnie przegląd techniczny w specjalistycznej firmie - podała prok. Drupka.

Równolegle policja przesłuchiwała świadków, zabezpieczyła niezbędną dokumentację związaną z helikopterem, pilotem i przebiegiem lotu. Na miejscu z wraku pobrane zostały także próbki paliwa i oleju, a spalony wrak helikoptera został zabezpieczony do ewentualnych dalszych badań. Ciała zmarłych mężczyzn zostały zabezpieczone do sekcji zwłok, która zostanie przeprowadzona we wtorek. 

Źródło: Radio ZET/PAP

Byłeś świadkiem czegoś niespodziewanego? Masz temat, którym powinniśmy się zająć?

Zgłoś sprawę przez Czerwony telefon Radia ZET