`

Kolejna afera podsłuchowa? "Inwigilacja w hotelach, szukanie prezerwatyw"

4 min. czytania
28.04.2023 08:30
Obserwuj nas na Google

Bartosz Kramek z Fundacji Otwarty Dialog przekonuje, że w 2019 roku był podsłuchiwany przez służby specjalne w hotelu należącym do państwowej spółki PHH. Twierdzi także, że kontaktowali się z nim już inni świadkowie. - Informator był proszony, aby szukać w moim pokoju strzykawek, zużytych prezerwatyw, jakichś opakowań po różnych, dziwnych rzeczach - mówił w podcaście Machina Władzy.

afera podsłuchowa w hotelach PHH
fot. Shutterstock/ Poufna rozmowa

Kilka dni temu "Gazeta Wyborcza" napisała o przypadkach nielegalnych podsłuchów w hotelach należących do państwowej spółki - Polskiego Holdingu Hotelowego. Celem inwigilacji mieli być politycy opozycji oraz działacze organizacji pozarządowych. Bartosz Kramek z Fundacji Otwarty Dialog ujawnił, że był jedną z tych podsłuchiwanych osób.

- Według relacji naszego informatora chodziło o jesień 2019 roku - mówił Kramek w podcaście Machina Władzy. - Wiadomo, że doszło wtedy do rozmowy prezesa Polskiego Holdingu Hotelowego, niejakiego pana Cristescu, z informatorem - Robertem Z. - który był dyrektorem ds. bezpieczeństwa PHH. Został on wysłany do wiceszefa MSWiA Macieja Wąsika, który bardzo entuzjastycznie zareagował i umówił się z nim, że we współpracy z ABW będą takie działania (instalowanie podsłuchów w hotelach - red.) prowadzone.

Podsłuchy w hotelach? Kramek: mamy już innych świadków

- W ostatnich tygodniach ukazały się z tej serii maile Dworczyka. Kolejne fragmenty korespondencji udostępnione przez Poufną Rozmowę. I tam widzieliśmy wiadomość wysłaną przez pana Cristescu do Joachima Brudzińskiego, gdzie z kolei chodziło o inwigilację w sąsiednim hotelu. Inwigilację Swiatłany Cichanouskiej i polityków Platformy Obywatelskiej.

Poufna rozmowa
Fot.

- To było drugie źródło, które kontekstowo uwiarygodniło relację naszego informatora i stąd też wzięła się publikacja Wojtka Czuchnowskiego w "Gazecie Wyborczej". Mogę wstępnie ujawnić, że mamy już innych świadków. Dotyczy to mojej sprawy. Być może także i innych, ale powiedzmy, że o swojej wiem więcej - przekonywał Bartosz Kramek.

Gość Machiny Władzy przedstawił w programie swoją wersję, mającą tłumaczyć, dlaczego to właśnie on stał się celem rzekomej inwigilacji w hotelu. - Szerszy kontekst jest taki, że od lipca 2017 roku mamy "na pieńku" z obecną, jeszcze władzą, czyli rządem PiS. W tych realiach spotykamy się w sądach, są różne postępowania, które nam wytoczono, i które my też wytoczyliśmy w obronie naszych dóbr osobistych. W 2019 roku pozwaliśmy pana Macieja Wąsika, ponieważ imputował, że jesteśmy ruską agenturą i bierzemy jakąś lewą kasę. Jesienią 2022 roku wygraliśmy ten proces w pierwszej instancji.

Informator otrzymał wiadomości, żeby "popełnił samobójstwo"

Czy po publikacji tekstu w "Gazecie Wyborczej" doszło do jakiejś formy kontaktu ze strony obecnej władzy? Bartosz Kramek wspomniał o serii tajemniczych telefonów. - Takie sygnały miał nasz informator. Z 21 na 22 kwietnia w nocy miał przeszło 20 połączeń nieodebranych i dziwne wiadomości, które sugerowały, żeby popełnił samobójstwo. To były sygnały i z tego co wiem, różne dziwne osoby zaczęły się do niego zgłaszać.

Oglądaj

Kramek przekonywał, że służby specjalne chciały zebrać materiały sugerujące jego związki z Rosją. - Mam relację naszego informatora, który mówił, że była podjęta próba przeprowadzenia pewnej prowokacji, polegającej na tym, że zostanę zakwaterowany w innym hotelu - w sąsiedztwie rosyjskiej ambasady. I tam zostanę sfotografowany przy stoliku obok kogoś z rosyjskiej ambasady albo jakiegoś innego rosyjskiego obywatela. I to zostanie potem wykorzystane przez tzw. media publicznie.

- To nie doszło do skutku, ale wiadomo o tym, że ci agenci ABW kontaktowali się z informatorem, że miały być instalowane urządzenia podsłuchowe. Informator był proszony, gdyby funkcjonariusze nie mieli takiej możliwości, aby szukać w moim pokoju hotelowym strzykawek, zużytych prezerwatyw, jakichś opakowań po różnych, dziwnych rzeczach - mówił. Dodał, że przypadków podsłuchiwania go mogło być co najmniej kilka.

Redakcja poleca

"Nasz informator był bliskim współpracownikiem Wąsika"

Polski Holding Hotelowy wydał oświadczenie, w którym zaprzeczył, że "afera hotelowa" w ogóle miała miejsce. - PHH zaprzecza w sposób zdecydowany, ale taki ciekawy. Podkreśla, że jakakolwiek współpraca ze służbami, jeżeli się odbywa - czyli tego nie neguje - to na podstawie obowiązujących przepisów prawa. Druga kwestia jest taka, że spółka PHH podkreśliła w swoim oświadczeniu, że jeżeli jakiekolwiek nielegalne działania były prowadzone przez byłego pracownika spółki, to ona za nie nie ponosi odpowiedzialności - wyjaśnił Kramek.

Gość podcastu Radia ZET tłumaczył, że wierzy w wiarygodność Roberta Z. - Nasz informator jest autentycznie byłym pracownikiem PHH i bardzo bliskim współpracownikiem pana Macieja Wąsika. Internet jest pełen zdjęć, filmów, gdzie ci panowie występują w takiej zażyłej komitywie. I również inni prominentni PiS-owcy, włącznie z premier Beatą Szydło, premierem Morawieckim.

- Wymowne milczenie to kolejny aspekt. Zwrócę uwagę, że w tej nawet sprawie nie ma żadnego dementi. Ani Maciej Wąsik, ani Joachim Brudziński, ani pan Żaryn, nie zabrali głosu, chociaż są bombardowani przez dziennikarzy prośbami o zajęcie jakiegoś stanowiska - zauważył Kramek.

RadioZET.pl

Byłeś świadkiem czegoś niespodziewanego? Masz temat, którym powinniśmy się zająć?

Zgłoś sprawę przez Czerwony telefon Radia ZET