22 chętnych ze 120. Będą pustki na edukacji zdrowotnej? "Wszystko będzie zależało od jednego"
Część szkół zebrało wstępne dane o liczbie chętnych na edukację zdrowotną. To nowy przedmiot, który wejdzie do podstawówek, liceów, techników i branżówek od września 2025 roku. Będzie on przedmiotem fakultatywnym, ale dyrektorzy szkół mają pomysły, jak zwiększyć frekwencję uczniów.
Z tego artykułu dowiesz się:
- Dlaczego niektórzy uczniowie unikają edukacji zdrowotnej?
- Którzy nauczyciele będą prowadzić edukację zdrowotną?
- Co dyrektorzy szkół mogą zrobić, by zachęcić uczniów do skorzystania z edukacji zdrowotnej?
„Edukacja zdrowotna to nie tylko teoria – to użyteczne wiadomości i praktyczne umiejętności, które posłużą dzieciom przez całe życie” - przekonywała tuż przed końcem roku szkolnego Sieć organizacji społecznych SOS dla Edukacji i zaapelowała do rodziców o udział ich dzieci w lekcjach edukacji zdrowotnej. Za przykład postawiono Szwecję, gdzie wprowadzona wiele lat temu edukacja zdrowotna daje wymierne efekty, czyli „znacznie zdrowsze społeczeństwo”.
„Przekaz dotyczący bezpieczeństwa i zdrowia ma szansę dotrzeć do wszystkich młodych ludzi. To inwestycja w ich bezpieczną przyszłość, w ich umiejętność radzenia sobie z wyzwaniami współczesnego świata. To szansa na zbudowanie silnych podstaw do szczęśliwego, zdrowego życia” - przekonują autorzy apelu. W podobnym tonie zwrócił się do ministerstwa edukacji Marcin Wiącek, Rzecznik Praw Obywatelskich, który zwrócił uwagę na to, że w podstawie programowej przedmiotu „można dostrzec szczególnie ważne treści dot. szeroko rozumianej psychoedukacji wobec młodych.”
Tematy te, jak czytamy, nie znajdują się w żadnym ze szkolnych przedmiotów, a dotychczas nie było propozycji takich lekcji. RPO odniósł się również do ustawy o ochronie zdrowia psychicznego i Konstytucji RP. „Zdrowie, w tym zdrowie psychiczne małoletnich, powinno być uznawane za kluczowy element działania państwa. Pojawienie się przedmiotu edukacja zdrowotna należy uznać za inicjatywę realizującą ten nakaz konstytucyjny” – napisał RPO, zaznaczając, że „pożądane byłoby objęcie tym nauczaniem jak największej liczby uczniów”. Czy będzie to możliwe?
Edukacja zdrowotna? Lepiej iść do domu
Część szkół tuż przed końcem roku szkolnego zebrało wstępne statystyki dotyczące frekwencji na nowym przedmiocie. - Gdy zostało podpisane rozporządzenie o wprowadzeniu edukacji zdrowotnej, zgodnie z przepisami opublikowałam na stronie program nauczania i w maju na zebraniach z rodzicami wychowawcy pytali rodziców, czy ich dzieci będą uczęszczać na te lekcje. Ale chętnych zbyt dużo nie ma – mówi Maria Włodarczyk, dyrektorka III LO w Łodzi. W obecnych już klasach drugich, jak wylicza, zdeklarowało się 19 osób na 90. W trzecich klasach na „tak” jest 22 uczniów na 120. Rekrutacja do klas pierwszych jeszcze trwa, więc te dane dyrektorka zbierze dopiero w pierwszym tygodniu września. W najstarszych klasach z uwagi na maturę edukacji zdrowotnej w siatce godzin ministerstwo edukacji nie przewiduje.
W VI LO w Lublinie dyrektorka Marzena Kamińska po rozmowach z uczniami szacuje, że na każdym poziomie uda się utworzyć jedną grupę. Przypomnijmy, na lekcjach z edukacji zdrowotnej może być nie więcej niż 24 uczniów (na tych poświęconych zdrowiu psychicznemu, seksualnemu lub dojrzewaniu po 12 uczniów). - Przez kilka lat z puli godzin dodatkowych w szkole organizowaliśmy edukację zdrowotną. Były to zajęcia dla profili biologiczno-chemicznych, nie na oceny, nie na świadectwa, a i tak chodziło na nie 60,70 proc. uczniów – porównuje Kamińska, mając nadzieję, że sytuacja powtórzy się w ramach nowego przedmiotu.
Z drugiej strony na właśnie zlikwidowane wychowanie do życia w rodzinie - przedmiot który często jest porównywany do edukacji zdrowotnej - zapisało się z tu całej szkoły pięć osób. Do końca roku nie wytrwał nikt. - Nie wydaje mi się, żeby tematyka, przedmiot ich nie interesował. Gdy na biologii poruszam tematy seksualności, psychologi, anatomii, to uczniowie są bardzo zainteresowani. Widać, że nie mają często kogo o coś zapytać, są ciekawi i potrafią bez kpin, bez śmiechów rozmawiać. Ale młodzież ucieka przed nadmiarem zajęć – to zdaniem Kamińskiej główny powód małej liczby chętnych na edukację zdrowotną. - Nie chodzi o tematykę, tylko o oszczędność czasu – dodaje.
Widzi to chociażby po lekcjach WF. Jak opowiada, rodzice czasem wprost przyznają, że załatwiają synowi czy córce zwolnienia, bo dziecko jest tak przeciążone, że chcą, żeby chociaż trzy godziny mniej spędzało w szkole. - A WF to przedmiot obowiązkowy – podkreśla Kamińska. Jak wylicza, dziennie uczniowie liceów spędzają siedem, osiem godzin w szkole. Młodzież w technikach czy branżówkach jeszcze więcej. - Nie mają czasu na zainteresowania, relaks, ale też nie oszukujmy się, dwie, trzy godziny dziennie poświęcają na internet i telefon. Wtedy rzeczywiście zostaje im mało czasu na cokolwiek – zauważa Kamińska.
Więcej chętnych w podstawówkach
Stąd nauczyciele spodziewają się, że w podstawówkach, w których uczniowie mają mniej godzin i kończą zajęcia wcześniej, zainteresowanie edukacją zdrowotną będzie większe. Chociażby dlatego, że rodzice będą mieli zapewnioną dodatkową godzinę opieki nad dzieckiem, kiedy jeszcze będą w pracy. - Uważam, że pomysł edukacji zdrowotnej jest dobry. Tematy mają dotyczyć profilaktyki, zdrowego stylu życia, dojrzewania, więc niech się córka uczy – mówi Patryk, tata szóstoklasistki z jednej z lubelskich podstawówek, który już w lutym na wywiadówce wypełniał wstępną deklarację dotyczącą edukacji zdrowotnej.
W klasie jego córki głosy rodziców podzieliły się mniej więcej po połowie, ale w równoległej klasie np. nikt nie zapisał dziecka na edukację zdrowotną. - Ale tam też nikt nie chodził na WDŻ, a moja córka chodziła na wychowanie do życia w rodzinie. Była zadowolona z nauczycielki, która czasem dzieliła klasę na chłopaków i dziewczyny, więc lekcje były tematycznie dostosowane do grupy – opowiada Patryk.
- Chcielibyśmy, żeby edukacja zdrowotna nie podzieliła losu WDŻ – mówi Magdalena Siejka, dyrektorka XI LO w Łodzi. Tu też na wychowanie do życia w rodzinie chodziło pięć osób z całej szkoły w ubiegłym roku szkolnym. Dyrektorka temat edukacji zdrowotnej zostawia na wrzesień, gdy przyjdą już pierwsze klasy, ale tak jak inni dyrektorzy nie ukrywa, że ma parę pomysłów, jak zachęcić do nauki uczniów.
- Na pewno zapoznamy rodziców z programem, być może nauczycielka biologii, która ma uprawnienia do nauki edukacji zdrowotnej, spotka się z rodzicami, by przedstawić im tematy zajęć. Program zapowiada się ciekawie, więc dobrze byłoby, żeby grupa chętnych była jak największa. Ale decyzja należy do rodziców. W pierwszym tygodniu zbierzemy deklaracje i ruszymy z zajęciami od drugiego tygodnia – planuje.
Kto będzie uczył edukacji zdrowotnej?
W Zespole Szkół Rzemiosła w Łodzi w ubiegłym roku szkolnym na WDŻ nikt nie chodził. Nawet jak ktoś się zapisywał, to szybko rezygnował. - Ale WDŻ był inaczej realizowany, bo w ciągu roku szkolnego było 10 godzin, rozliczaliśmy go więc rocznie. Edukacja zdrowotna ma być normalnym przedmiotem jak inne – zwraca uwagę Milena Cybulska-Rakoczy, dyrektorka ZSR w Łodzi. Stąd uważa, że wpisanie EZ w plan lekcji pomoże i młodzież będzie chodziła na te zajęcia. Po drugie, jak przypomina Cybulska, zgodnie z przepisami uczniowie z automatu zapisani są na edukację zdrowotną. Trzeba złożyć dopiero deklarację rezygnacji, żeby na nią nie chodzić. To też może pomóc.
- Przede wszystkim jednak dużo będzie zależało od tego, jak będą wyglądały te zajęcia, jak będą realizowane przez nauczyciela. Jeśli będą atrakcyjne, jeśli uczniowie poczują, że będą mogli się czegoś dowiedzieć, to będą chodzić – stwierdza Cybulska-Rakoczy. Dlatego prowadzenie edukacji zdrowotnej ma zamiar przydzielić wuefistom. Wyjaśnijmy, zgodnie z wytycznymi MEN nowego przedmiotu mogą uczyć nauczyciele: biologii, wychowania fizycznego, wychowania do życia w rodzinie, psycholodzy oraz nauczyciele, którzy ukończyli studia lub studia podyplomowe w zakresie edukacji zdrowotnej i posiadają przygotowanie pedagogiczne.
- Jestem przekonana, że jeden z naszych wuefistów poprowadziłby zajęcia tak, że dzieciaki by z chęcią na nie chodziły. Wiem to po jego lekcjach WF czy edukacji dla bezpieczeństwa. Uczniowie są zachwyceni – opowiada dyrektorka ZSR. Poza tym liczy też na to, że wuefiści zaangażują się w prowadzenie nowego przedmiotu, bo nie mają nadgodzin. - Mamy trzy godziny WF tygodniowo, o nadgodziny i tym samym możliwość dorobienia sobie trudno, więc liczę, że chcąc mieć dodatkowe godziny, nauczyciele wyjątkowo atrakcyjnie przygotują edukację zdrowotną, żeby zachęcić młodzież – planuje Cybulska-Rakoczy.
- Sposób podania ma znaczenie – zgadza się Marzena Kamińska. Jak tłumaczy, po wakacjach wszyscy są zazwyczaj wypoczęci, więc garną się do różnych aktywności. Bardziej obawia się o utrzymanie frekwencji do końca roku szkolnego, gdy wszyscy są już przeciążeni. - Dlatego bardzo ważne będzie, by tak zainteresować uczniów, żeby wytrwali cały rok – dodaje.
Co zrobi ministerstwo edukacji?
Szefowa MEN Barbara Nowacka długo utrzymywała, że edukacja zdrowotna będzie przedmiotem obowiązkowym w podstawówkach i szkołach ponadpodstawowych. Ostatecznie jednak po protestach niektórych środowisk ultrakatolickich ogłosiła, że (przynajmniej) w 2025 roku edukacja zdrowotna będzie dla chętnych. Nauczyciele nie mieli wątpliwości, że nagłą zmianę frontu spowodowały wybory prezydenckie i chęć nie konfliktowania się z częścią elektoratu.
Po roku obowiązywania nowego przedmiotu - zgodnie z zapowiedziami Nowackiej – ma nastąpić ewaluacja tego, jak przedmiot został przyjęty przez uczniów i rodziców. Wtedy być może stanie się on obowiązkowy. Władze MEN zapowiadały także, że przez ten rok będą starały się przekonywać rodziców i opinię społeczną do zasadności nowego przedmiotu. Wątek ten poruszył też zresztą Rzecznik Praw Obywatelskich w piśmie skierowanym do MEN. W pierwszej połowie lipca spytał, w jaki sposób "Ministerstwo Edukacji Narodowej działać będzie w celu objęcia tym przedmiotem jak największej liczby uczniów" i "czy planowane są inne działania zmierzające do upowszechniania w szkołach wiedzy dotyczącej zdrowia psychicznego?" Na razie odpowiedź MEN nie została przedstawiona.
Źródło: Radio ZET
Byłeś świadkiem czegoś niespodziewanego? Masz temat, którym powinniśmy się zająć?
Zgłoś sprawę przez Czerwony telefon Radia ZET