Matura z polskiego najtrudniejszym egzaminem? "To jest walka o każde słowo, byle szybko skończyć"

7 min. czytania
24.04.2025 09:08
Obserwuj nas na Google

- Uczniowie często wiedzą, co chcą powiedzieć, ale nie potrafią tego przelać na papier. Ich teksty są niesamowicie krótkie, pełne nieprecyzyjnych wypowiedzi. To jest walka o każde słowo. W odtwarzaniu są świetni, ale gdy trzeba pomyśleć, włożyć w coś więcej wysiłku, to jest konsternacja albo pytanie: „a po co to?" - opowiada Aneta Maciejczyk, polonistka z Warszawy.

Matura
fot. Filip Naumienko/REPORTER

Z tego artykułu dowiesz się:

  • Z czym młodzież na największe problemy na języku polskim?
  • Z czego wynikają trudności uczniów przy tworzeniu dłuższych form wypowiedzi pisemnych i ustnych?
  • Czy matura z polskiego może stać się egzaminem, który będzie sprawiał zdającym największe kłopoty?

Aleksandra Pucułek: - "Nie wiem, jak to napisać po polsku”. Albo „wiem, co chcę powiedzieć, ale nie wiem, jak to napisać.”

Aneta Maciejczyk, polonistka w Zespole Szkół Licealnych i Technicznych nr 1 w Warszawie: - Albo „mam natłok myśli i nie wiem, jak to przełożyć".

Czyli też słyszy pani od uczniów takie wyjaśnienia, gdy prosi ich pani o napisanie wypracowania czy nawet krótszej formy pisemnej.

- Tak, ale żeby nie mówić im wprost, że mają duże problemy z przełożeniem myśli na język pisany, to tłumaczę im, że to nie jest nic nowego. Taki problem mieli już poeci romantyczni, według których język nie nadążał za ich potrzebami. Cytuję do tego Słowackiego: „Chodzi mi o to, aby język giętki powiedział wszystko, co pomyśli głowa”. Próbuję podejść do tego z humorem, żeby ich nie zawstydzać, ale rzeczywiście dzisiaj uczniom trudno jest zbudować dłuższą, spójną i bezbłędną wypowiedź pisemną. Chcą jak najszybciej skończyć.

I wszystko jest fajne, niefajne i jakby.

- Tak, zwłaszcza w pierwszych klasach. Uczniowie ostatnich klas są już bardziej świadomi, dojrzalsi, wyćwiczeni. Pięć lat nauki w technikum to sporo czasu. Ten ostatni rok daje dużo. W czteroletnim liceum jest różnie. Najgorzej jest jednak na początku.

Ostatnio sprawdzałam klasówki ze średniowiecza. Oczywiście zawsze trzymam się tego, co omawiamy na lekcji, podaję wcześniej zagadnienia. Klasa dostała banalne zadanie z listy pytań do sprawdzianu, zresztą typowe polecenie maturalne. Trzeba było scharakteryzować wzorzec średniowiecznego ascety na podstawie "Legendy o świętym Aleksym". Większość potrafiła podać definicję ascety, wypunktować jej elementy, ale nie umiała przejść przez tekst i wykazać, że zna go i wskazuje cechy ascety na podstawie lektury.

Z czym młodzież ma największy problem?

- Trudno wybrać jeden element, ale na pewno brak precyzji wypowiedzi połączony z brakiem samodzielności. W odtwarzaniu uczniowie są świetni. Jakbym im powiedziała: "nauczcie się 10 definicji", wskazała je palcem i przypilnowała ich, to nauczyliby się. Chociaż przed wspomnianą klasówką też wyjaśniłam, czego się nauczyć, od jakiej do jakiej strony i niekoniecznie sobie z tym radzili. Na pewno leży krytyczne myślenie i umiejętność zdefiniowania czegoś przez pryzmat czegoś.

Redakcja poleca

A może nie rozwiązują dokładnie poleceń, bo nie rozumieją niektórych słów? Nauczyciele opowiadali mi historie z lekcji, na których okazywało się, że słowa "rebelia" albo "okalać" sprawiają już trudność młodzieży.

- Spotkałam się z uczniami, którzy nie rozumieli, co znaczy wzorzec, ideał. Na klasówce ze średniowiecza mieli wskazać, dlaczego dany bohater jest wzorcem epoki i nie potrafili tego zrobić, bo nie zrozumieli tego słowa.

Niektórzy tłumaczą „trudne” wyrazy na angielski i to ponoć pomaga.

- Też się z tym spotykam. Mam jednego maturzystę, który jest genialny z angielskiego. Zna tamtejsze idiomy, ma ogromny zasób słów po angielsku, czyta książki brytyjskie, ale nie jest się w stanie wypowiedzieć dobrze na piśmie i w mowie po polsku. Ma bardzo mały zasób słów. Tłumaczy sobie dosłownie z angielskiego i wychodzą mu niepoprawne konstrukcje.

Gorzej jest z mówieniem czy z pisaniem u uczniów?

- Z mówieniem też nie jest najlepiej, ale jednak kuleje przede wszystkim pisanie. Jakiś czas temu poprosiłam, żeby klasa napisała maila. Wiele to mi pokazało.

Zaczęli od słynnego „witam”?

- Też, ale widać było, jak młodzież jest słaba językowo. Uczniowie walczyli o każde słowo, te teksty były niesamowicie krótkie. Obfitowały w ogólne sformułowania, luźne hasła.

To samo słyszę w wypadku wypracowania na maturze – walka o każde słowo. Z którym zadaniem z maturalnego arkusza mają więc największy problem?

- Z zadaniami z historii literatury, czyli z częścią po czytaniu ze zrozumieniem. Niemal co roku są tam podane dwa różne teksty i pytanie: co na dany temat twierdzą ich autorzy. Jest to dość skomplikowane polecenie, z którym młodzież sobie nie radzi, bo pierwszy argument odnoszą do pierwszego tekstu, drugi do drugiego. Tymczasem w każdym argumencie muszą się odnieść do obu utworów. Gdy czytają długie polecenie, to totalnie się gubią. Dlatego uczę ich: "podkreślajcie czasowniki, numerujcie kolejne kroki, które macie zrobić i weryfikujcie, czy na pewno je zrobiliście".

Często matematycy zauważają, że z zadań z dłuższymi poleceniami uczniowie od razu rezygnują, nawet nie próbują ich rozwiązywać.

- Rezygnują, albo wykonują połowę zadania i potem zdziwieni pytają: „a to jeszcze trzeba było to zrobić? Nie zauważyłem”. Nie czytają do końca polecenia. Chcą jak najszybciej skończyć.

Redakcja poleca

Z czego wynikają te wszystkie problemy?

- Wyraźnie widzę, że uczą się pod egzamin. Wręcz recytują definicje, a jak daję kartkę, długopis i proszę: „wymyślcie to i to”, to jest konsternacja i pytania: „ale jak to, co to znaczy?”. Mało czytają, a jeśli czytają w internecie, to często po angielsku. Rozwój cywilizacyjny także niszczy mózgi naszych dzieci.

Czyli popularne scrollowanie, emotikony zamiast wypowiedzi słownych. Ale słyszę też o sytuacjach, kiedy uczniowie wpisują po prostu: „nie wiem”, „nie mam zdania”.

- Tak, uczę w dobrej szkole, więc nie zdarza się to często, ale i tacy uczniowie się trafiają. Ostatnio np. jeden napisał mi: „nic nie wiem na ten temat, trudno”.

W rozwiązanie zadania, które nie jest oczywiste, nad którym trzeba pomyśleć dłużej, bo nie zna się od razu odpowiedzi, trzeba włożyć pewien wysiłek. Może powodem tych problemów jest też element wychowania coraz częściej stosowany, czyli „nie chcesz, to nie rób.” Stąd odpuszczają, rezygnują, nie starają się napisać nic poza wymagane minimum.

- Być może tak. Na pewno włożenie pewnego wysiłku w coś wiąże się od razu z pytaniem: „A po co? Nie chce mi się”. Nieraz zastanawiałam się z rodziną, czy ze znajomymi, czy jest to kwestia Warszawy, dużego miasta i tutejszej młodzieży, która być może w takich a nie innych warunkach jest wychowywana. Czy w domach w małych miejscowościach młody człowiek wie, że jak nie pójdzie do szkoły, nie zrobi czegoś, to spotka go niepowodzenie, które przełoży się na jego życie? Na pewno mamy do czynienia z pokoleniem stawiającym na totalny pragmatyzm.

Tylko nie zawsze będzie łatwo, miło i przyjemnie. W szkole młodzież powinna się też uczyć wytrwałości.

- Tak, dla mnie też jest ważne, by trenowali kompetencje społeczne. Gdy co roku omawiam mesjanizm i co roku słyszę: „a po co mi to”, tłumaczę więc, że to jest element kultury, klasyka, że można coś skrytykować, ale pod warunkiem, że się to zna. Oczywiście odnoszę się też do zdania matury. W ten sposób staram się pragmatyzować nauczanie języka polskiego. Zazwyczaj działa, ale to „po co to” musi być bardzo dobrze wyjaśnione tak, żeby ci najwięksi pragmatycy mieli motywację wewnętrzną. Z drugiej strony rzeczywiście obserwuję niecierpliwość, niechęć do podejmowania żmudnych prac. Jest taka tendencja.

Zastanawiam się, jak przy takich brakach wyglądają dziś lekcje polskiego?

- Nie lubię, kiedy uczniowie siedzą sztywno w ławkach i tylko notują tekst dyktowany przez nauczyciela. Staram się wprowadzać kontrolowany chaos na zajęciach i pracę zespołową. W moich pracowniach ściany są pomalowane farbą, po której można pisać markerami. Dzielę klasę na sześć, siedem grup, bo tyle mam fragmentów ścian do pisania i rozdzielam zadania. Ostatnio np. omawiając „Wesele”, w treściwy, ale też atrakcyjny sposób uczniowie mieli zaprezentować na ścianie zjawy, które pojawiają się bohaterom lektury. Trzeba było przedstawić, kim jest dana postać, jej relację z bohaterem itd. Każda grupa dostawała jedną zjawę, a ja krążyłam między nimi, podpowiadałam, sugerowałam. Efekty pracy były genialne. Często długo nie pozwalam ścierać tych rysunków i na ich podstawie uczę kolejną klasę.

Czyli raczej obrazkowo przedstawiają dane zagadnienie?

- Oni o tym decydują. Jeśli piszą, to najczęściej jednak mapy myśli. Są grupy genialne w rysowaniu. Niedawno jeden uczeń, do którego było wyjątkowo trudno dotrzeć, przy okazji omawiania „Nad Niemnem” narysował komiksowo rozmowę trzech bohaterów. Świetnie sobie z tym poradził i teraz non stop pyta, kiedy będziemy znowu rysować. Trzeba więc stosować różne triki. Ale żeby nie było tak, że jedna osoba pracuje, a reszta grupy nie robi nic, każdy z zamkniętymi oczami losuje na końcu karteczkę. Ten, kto wylosuje napis: „teraz mówisz ty”, musi przedstawić efekty pracy swojej grupy i skomentować wszystko na forum w sposób poprawny językowo i czytelny dla rówieśników.

Rozlicz PIT i przekaż 1,5 procent podatku Fundacji Radia ZET

Gdybym podyktowała im definicję mesjanizmu albo biografię Mickiewicza, to oni niewiele z tego by zapamiętali, a tak mogą odnieść się nawet do pobocznych elementów, zaakcentować je na ścianach i połączyć je z głównym zagadnieniem. Jak to jeszcze rozrysują, to zostaje im to w głowach. Na koniec lekcji robią zdjęcia i później z tych treści mają materiały do sprawdzianów.

Wprowadziła pani takie elementy ze względu regres umiejętności pisania, mówienia u uczniów?

- Tak, dzięki temu nawet jak ktoś ma kompleksy wynikające z tego, że nie potrafi czegoś, albo nie chce mu się, to jedna osoba z grupy coś narysuje, druga dopisze i wspólnie coś stworzą i w ten sposób wyciągam od nich wiedzę, umiejętności. Jeżeli będę mierzyła ich swoją miarą, mówiła, że wszystko jest proste, zawstydzała ich, to zrobią wszystko, żeby uciec z mojej lekcji. Staram się więc zrozumieć ich potrzeby, ale też chcę, żeby zrozumieli, po co jest im język polski.

Patrząc na to wszystko myśli pani, że pisanie stanie się umiejętnością elitarną?

- Tak, jest taka możliwość.

A matura z języka polskiego najtrudniejszym egzaminem? Do niedawna matematyka była takim egzaminem eliminującym.

- Wypracowanie na maturze podstawowej powinno mieć minimum 300 wyrazów, to wcale nie jest dużo. Chociaż wcześniej było 250. Teraz też mamy dłuższy arkusz zawierający test historyczno-literacki, czyli teoretycznie uczniowie muszą się wykazać większą liczbą umiejętności. Ale to wciąż nie jest egzamin nie do zdania. Za całość jest 60 punktów, z czego 25 za część testową. Żeby zdać, trzeba uzyskać 30 proc., czyli 18 wystarczy punktów. Przeciętnie myślący śmiertelnik to może zdać. Pytanie na ile.

Według mnie matura nie powinna być dla każdego, ale tego chyba nie da się już zmienić. Jeżeli ma być nieelitarnym egzaminem, to musimy trenować w szkole umiejętności weryfikowane na maturze, czyli czytanie ze zrozumieniem, precyzja wypowiedzi, umiejętność posługiwania się językiem, zasób słów, krytyczne myślenie. 

Czyli wszystko to co, jak stwierdziłyśmy na początku naszej rozmowy, kuleje.

- Dlatego może tak być, że matura z polskiego rzeczywiście będzie egzaminem elitarnym, postrachem jak kiedyś matematyka. Czy tak się rzeczywiście stanie? Tu bym postawiła trzy kropki albo znak zapytania. Ale jesteśmy niestety na dobrej drodze do tego.

Źródło: Radio ZET

Byłeś świadkiem czegoś niespodziewanego? Masz temat, którym powinniśmy się zająć?

Zgłoś sprawę przez Czerwony telefon Radia ZET