`

AI zdała maturę na 62 proc. Egzaminy będą musiały się zmienić? "Jesteśmy na zakręcie"

8 min. czytania
18.04.2025 09:00
Obserwuj nas na Google

Nauczyciele coraz częściej na lekcjach próbują wykorzystywać sztuczną inteligencję. Najczęściej pokazując, jakie kardynalne błędy AI potrafi popełnić. - W czym pomoże telefon na maturze, czy kosmiczne okulary, jeśli kogoś poziom inteligencji jest taki, że robi zdjęcie arkusza ze swoimi danymi? - mówi z ironią nauczyciel informatyki. Niektórych uczniów wydaje się to jednak nie zniechęcać.

Lekcja
fot. Pawel Wodzynski/East News
  • W zeszłym roku AI zdało maturę z polskiego na 62 proc. W tym roku internetowym hitem stały się rolki prezentujące okulary wyposażone w chat GPT.
  • Czy egzaminy i cała edukacja będzie musiała się zmieniać, albo już się zmieniła pod wpływem sztucznej inteligencji?
  • - Nie demonizuję tego narzędzia, ale w tym wszystkim najbardziej martwi mnie co innego - komentuje jeden z polonistów.

"Myślicie, że przejdzie?" - pyta grupa Maturalni w instagramowej rolce. Prezentuje ona inscenizację egzaminu ustnego zdawanego przez ucznia z pomocą chata GPT wbudowanego w okulary. Automatycznie generowaną odpowiedź można też oczywiście, jak podpowiadają Maturalni, wykorzystać na klasówkach i egzaminach pisemnych. Posty okazały się internetowym hitem. „Przetestowaliśmy okulary z chatem GPT i one wprowadzają totalną rewolucję do polskich szkół" – komentują Maturalni. „Totalnie hakują szkołę” – podsumowują w kolejnej rolce.

„Zhakować" szkołę i przeegzaminować AI próbowano już rok temu. Fundacja Zwolnieni z Teorii przeprowadziła eksperyment, w którym Prymus - specjalnie przygotowany model językowy AI, w którym wykorzystano Chat GBT 4.0 – podszedł do matury z języka polskiego. Dostał dokładnie taki sam arkusz jak pozostali maturzyści. Przedmiot był nieprzypadkowy, bo polski jest najmniej zero-jedynkowy. Wymaga kreatywności, interpretacji tekstu.

Przed podejściem do matury Prymus został „nakarmiony” podstawą programową z języka polskiego, treścią obowiązujących lektur i wytycznymi Centralnej Komisji Egzaminacyjnej. Czyli miał do dyspozycji tę samą wiedzę, co maturzyści. Arkusz rozwiązał w ok. 30 minut (maturzyści mają cztery godziny). Zdał, ale nie na 100 proc. Osiągnął wynik 62 proc. Eksperyment wywołał szereg pytań: jak ma się zmieniać edukacja, jaka jest teraz rola nauczyciela i po co w ogóle szkoła?

AI mówi Kordianie

Zanim jednak przejdziemy do odpowiedzi na te pytania, sprawdziliśmy, czy i w jaki sposób nauczyciele i uczniowie korzystają ze sztucznej inteligencji. Jak to w polskiej szkole bywa, jest różnie. - Czuć już mocno AI w edukacji – przekonuje Jacek Kaczor, dyrektor I LO w Krakowie i nauczyciel informatyki, co nie jest tu bez znaczenia. Jego kadra ma już za sobą szkolenia z zastosowań, możliwości i zagrożeń AI.

Redakcja poleca

- Dzięki temu z jednej strony nauczyciel jeśli potrzebuje wygenerować prezentację, to zrobi ją w dwie minuty, korzystając z zasobów sztucznej inteligencji, ale z drugiej strony ten sam nauczyciel nie wpadnie już na pomysł, żeby uczniowi zadać przygotowanie takie prezentacji, bo wie, że AI wygeneruje 50 slajdów w kilkanaście sekund. Tylko one nie będą miały żadnej wartości – opowiada Kaczor. Zaznacza, że jedna i druga strona musi uczyć  się i uczy tego nowego narzędzia.

Szczególnie dla młodzieży jest to temat bardzo pociągający, więc na jego zajęciach uczniowie testują, jak działa AI. - Przychodzą, często mając już za sobą doświadczenia z AI, dlatego tłumaczę im przede wszystkim, na czym polegają halucynacje generowane przez ten model językowy. Robimy doświadczenia celowe, które mają nauczyć tego, że do pewnych rzeczy on się nadaje, ale niestety w wielu miejscach jest niebezpieczny - opowiada Kaczor.

Na jednej z lekcji uczniowie przetestowali, co AI wie o literaturze z romantyzmu. - Od AI dowiedzieliśmy się, że Kordian został zamordowany w brutalnym pogańskim zwyczaju zwanym dziady, ale jest przykładem tego, że miłość jest ważna w życiu – wspomina ze śmiechem informatyk. Dodaje, że wszystkie te błędy niczym humor z zeszytów wyłożone były w zdaniach oznajmujących, sformułowane były jako coś oczywistego. - Uczniowie od razu reagowali: „ale to nie tak było!”. Tylko do tego musieli posiadać wiedzę. Bez tego można dać się zwieść na manowce – stwierdza Kaczor. Jest przekonany, że po takich zajęciach młodzi ludzie są zdecydowanie bardziej świadomi tego, do czego nie wykorzystywać tego modelu językowego.

Jakie głupoty potrafi opowiadać AI

Podobną „krucjatę" udowadniającą dzieciom, jakie głupoty potrafi opowiadać AI, na lekcjach prowadzi Bartłomiej Rosiak, polonista z Łodzi. U niego akurat AI wysypała się na „Lalce”. Uczniowie poprosili o wytłumaczenie, co to znaczy, że Wokulski jest człowiekiem przełomu epok. AI podało różne jego cechy – te prawdziwe przeplatała z fałszywymi. Uczniowie mieli więc za zadanie poprawić błędy. - Czasami proszę też o wyszukanie informacji z kilku źródeł i wtedy oni sami demaskują, że coś nie jest prawdą - mówi i dodaje: - Nie demonizuję tego, ale tłumaczę im, że jest to narzędzie, z którego będą w przyszłości korzystać, ale trzeba to robić z głową.

Redakcja poleca

Zwłaszcza, że polonistów wyjątkowo trudno oszukać w tej kwestii. - Znam ich styl pisania, więc gdy czasami w środku wypracowania nagle zmienia się sposób budowania zdań – zazwyczaj na bardzo schematyczny, sztampowy - widać, że ktoś korzystał ze sztucznej inteligencji – opowiada Rosiak.

Na te same elementy zwróciła uwagę Aneta Maciejczyk, nauczycielka języka polskiego i egzaminatorka maturalna, która rok temu sprawdzała egzamin napisany przez sztuczną inteligencję. - O ile AI dobrze wypadła w pytaniach testowych, bo składania była rozbudowana, pojawiało się wiele różnych pojęć, o tyle wypracowanie było bardzo schematyczne. Rażących błędów nie popełniono, ale zwróciłam uwagę na brak spójności między akapitami i odniesienie tylko do jednego kontekstu. Słabo wypadła też notatka syntetyzująca, bo wymaga jednak umiejętności selekcji, zestawienia stanowisk – opowiada polonistka.

Nauczyciele a Wikipedia

Czy sama wykorzystuje na lekcjach AI? Nie, chociaż ma świadomość, że powinna i potrzebuje się tego nauczyć. - Ćwiczyłam sama w domu, ale na pewno potrzebuję profesjonalnych szkoleń, żeby świadomie, mądrze wykorzystywać sztuczną inteligencję, bo byłoby hipokryzją udawać, że jej nie ma. Nie da się od tego uciec, najgorzej jest udawać, że za oknem panuje inna rzeczywistość niż w szkole - przyznaje. Żeby uniknąć hipokryzji i oszustw, dwa lata temu przestała zadawać prace domowe.

Redakcja poleca

Nieraz zdarzało się, że kilkanaście razy czytała to samo wypracowanie. Gdy zwracała na to uwagę, uczniowie zmieniali taktykę. Próbowali ściągać z różnych źródeł, ale też łatwo to rozpoznawała, co tylko po raz kolejny obalało mit, że młodzi ludzie są ekspertami w korzystaniu z internetu. - Uczniowie tłumaczyli mi, że trudno jest im nie kliknąć, by szybko mieć gotowe odpowiedzi. Mówiłam im, że to nie o to chodzi, bo chcę sprawdzić, jaką oni mają wiedzę, umiejętności – opowiada. Teraz piszą więc wypracowania w szkole.

- Nie da się tego nie stosować – mówi Jagoda Banaszczyk, nauczycielka matematyki z Łodzi. Sama AI na lekcjach stosuje bardziej jako ciekawostkę. Ostatnio np. skorzystała z niej, by to Pitagoras opowiadał o swoim twierdzeniu na matematyce zamiast niej. - Muszę coś zmieniać, bo obecne pokolenia potrzebują czegoś innego, nowego – mówi. Nie zleca jednak uczniom zadań wykorzystujących AI, bo obawia się, że młodzież nie będzie potrafiła zweryfikować poprawności informacji i wpadnie w szum informacyjny.

Wciąż na wielu lekcjach, jak przyznaje Piotrek, licealista z woj. świętokrzyskiego, mało się zmieniło. - Mam wrażenie, że nie wszyscy jeszcze zaakceptowali to, że istnieje Wikipedia. Niektórzy nie ogarniają e-dziennika – mówi z przekąsem. Jeśli się coś zmieniło to to, że część nauczycieli nie zadaje już prac pisemnych do domu.- AI używam często do tłumaczenia mi rzeczy, których nie załapałem na lekcji, np. z matematyki. A jak mam jakiś przedmiot, na którym mi nie zależy, to robi mi też prace domowe, np. z geografii czy niemieckiego - opowiada licealista.

Matura nie pod klucz

Niepisany szkolny pakt często obserwuje prof. Artur Modliński, kierownik Centrum Badań nad Sztuczną Inteligencją i Cyberkomunikacją na Wydziale Zarządzania Uniwersytetu Łódzkiego. - Nauczyciele udają, że nie wiedzą, że uczniowie korzystają z AI, a oni udają, że nie korzystają – mówi. Jego zdaniem powinniśmy zacząć od stworzenia kontraktu: do czego AI się nadaje, a do czego nie, co jest fair, co nie jest fair. Do tego dopiero trzeba wymyślać różne ćwiczenia.

- Np. na językach obcych możemy konwersować ze sztuczną inteligencją. Mamy partnera, który nas poprawi, któremu możemy zadawać pytania, który nam odpowiada. To jest coś fantastycznego. W przeciwieństwie do proszenia o napisanie rozprawki, którą w parę minut zrobi chat – mówi. Podkreśla, że AI jest pewnym narzędziem, tak jak wcześniej kalkulator, czy program Word. Powinniśmy więc uczyć się, jak z niego korzystać i instytucje, jak np. NASK zapewniają materiały do szkoleń. Z drugiej strony przyznaje, że rzeczywiście nie ma jeszcze kto tego uczyć, nie tylko w szkołach, ale i na uczelniach, czy w biznesie jest duży problem, żeby znaleźć do tego kadrę.

Prof. Modliński nie ma jednak wątpliwości, że edukacja powinna się zmieniać, zwłaszcza, że obecna matura to typowy obszar dla sztucznej inteligencji, bo sprawdza się tam, na ile odpowiedzi ucznia korespondują z pewnym kluczem. - Rok temu system zdał i to nam już dużo mówi. Uzyskał więcej punktów niż niektórzy uczniowie – mówi ekspert. Według niego w egzaminach brakuje komponentu kreatywnego sprawdzającego dojrzałości myśli, logiki.

- To zdecydowanie nie sprzyja rozwojowi ucznia czy studenta w dobie AI. Powinniśmy stawiać na rozwijanie kreatywności, empatycznego myślenia, na kwestie introspekcji, zrozumienia samego siebie. Książka czy wiersz powinien być bodźcem do tego, żeby można było konfrontować ten bodziec ze swoimi doświadczeniami. Tego brakuje – mówi i dodaje: - Jak sprawdzamy wiedzę pod klucz, to w pewnym momencie takie egzaminy AI nie tylko będzie pisać, ale i sprawdzać.

Jaką wartość ma wiedza?

Jacek Kaczor wraca tu jeszcze do instagramowego pomysłu i przypomina, że podobne metody są już dostępne na egzaminach. Mimo to nikt nie przeprowadza rewizji, czy wygłuszenia elektronicznego, bo zakładamy, że znakomita większość ludzi na świecie jest uczciwa. - A jeśli zdarzy się ktoś nieuczciwy, to w jaki sposób pomogą mu kosmiczne okulary, skoro to czego się tam dowie, będzie niezgodne z prawdą? Jeśli nie pozna danej lektury, nie wyłapie fałszu, to błąd kardynalny wyeliminuje go z egzaminu – mówi.

Wraca tu do głośnych sytuacji z ostatnich lat, kiedy unieważniano egzaminy za wniesienie telefonu na salę. Maturzyści wpadali po tym, jak publikowali zdjęcia w sieci, na których było widać ich dane. Łatwo można było więc ich zidentyfikować. - W czym mi pomoże telefon na maturze, jeśli mój poziom inteligencji jest taki, że robię zdjęcie arkusza z numerem PESEL albo z dowodem? – pyta retorycznie dyrektor I LO w Krakowie.

Bartłomiejowi Rosiakowi pomysł okularów z chatem GPT działa już na nerwy, bo jak przypomina, dawno mówiono o takim narzędziu, tylko w bardziej analogowym wymiarze, czyli okularach z kamerą, dzięki którym korepetytor mógł podpowiadać zdającemu. - Skoro to przeżyliśmy, myślę, że i to przeżyjemy – stwierdza. Uważa, że nauczyciele muszą zacząć uczyć korzystać z tych narzędzi, ale w tym wszystkim martwi go jednak najbardziej to, że wiedza traci wartość. To że ktoś coś wie, staje się coraz mniej istotne.

- Jesteśmy na zakręcie, musimy szczególnie podkreślać wartość wiedzy, tego, że ktoś ma pewne zaplecze kulturowe, doświadczenie. Oczywiście wszystko można znaleźć w internecie, tylko pytanie, czy zawsze jest na to czas i okazja ku temu i czy po prostu nie jest dobrze czegoś wiedzieć – mówi. Wraca tu do słów swojej anglistki, która często powtarzała: jeżeli AI wszystko potrafi przetłumaczyć w mgnieniu oka, to czy weźmiemy tłumacza na randkę, czy chcielibyśmy przez tłumacza komuś wyznać miłość?

Szkoła jest potrzebna?

AI załatwi dużo spraw, w szkole również, ale nie załatwi relacyjności, etyczno-moralnych dyskusji, analiz. To wnioski, do jakich doszli nauczyciele sprawdzający maturę napisaną przez Prymusa w zeszłym roku. - Musimy więc zapewnić młodzieży to, czego nie daje AI. AI daje podstawową wiedzę, ale różnych umiejętności, kompetencji społecznych nie. To oznacza, że szkoła jest potrzebna, ale bardzo bym chciała, żeby się zmieniła i wzięła pod uwagę to, że jest AI.  – stwierdza Aneta Maciejczyk.

Dyrektorowi I LO od razu przypomina się napis z jego pracowni, a konkretnie cytat z książki Terry’ego Pratchetta: „Prawdziwa głupota pokona nawet sztuczną inteligencję”. Napis wisiał już, gdy dyrektor zaczynał pracę w liceum, czyli w 2008 roku. Wtedy sztuczna inteligencja była jeszcze tworem fantastyki naukowej. Cytat pozostał aktualny.

Źródło: Radio ZET

Byłeś świadkiem czegoś niespodziewanego? Masz temat, którym powinniśmy się zająć?

Zgłoś sprawę przez Czerwony telefon Radia ZET