"Ministerstwo się nie popisało. Chaos komunikacyjny". Relacje ewakuowanych z Izraela

3 min. czytania
09.10.2023 12:30
Obserwuj nas na Google

- Ministerstwo się nie popisało, bo zostawili nas samych praktycznie na 40 godzin - powiedział dziennikarzowi Radia ZET jeden z Polaków ewakuowanych z Izraela, który dotarł w poniedziałek rano do Polski. Jak wyglądała ewakuacja okiem Polaków, którzy byli w Izraelu w momencie wybuchu wojny?

Polacy mówią o ewakuacji
fot. PAP/Leszek Szymański

W poniedziałek rano na warszawskim lotnisku wylądowały trzy samoloty z Polakami ewakuowanymi z Izraela. Pierwszy - Boeing - pojawił się na miejscu o godzinie 5:15, przed 9:00 na Okęciu wylądowały wojskowe Herculesy. 

"Pierwsze osoby ewakuowane z Izraela są już w Polsce. Dziękuję żołnierzom za sprawne przeprowadzenie operacji. Jesteście najlepsi - napisała na Twitterze szef MON Mariusz Błaszczak.

Ewakuacja Polaków z Izraela. Relacje osób, które wróciły do kraju

A jak ewakuacja wyglądała z perspektywy Polaków, którzy byli w Izraelu w chwili, gdy rozpętało się tam piekło? Dziennikarz Radia ZET Rafał Miżejewski rozmawiał z ewakuowanymi, którzy wylądowali w Warszawie.

- Na chwilę obecną nie ma żadnych procedur. Ludzie sami udzielali sobie informacji, założyli własną grupę na WhatsApp. Generalnie jest bałagan i chaos komunikacyjny - mówił jeden Kacper Ponichtera, który przebywa obecnie w południowym Tel Awiwie. 

Redakcja poleca

Rafał Miżejewski dowiedział się też, że na lotnisku w Ben Guriona koczuje teraz kilkaset osób. Jego rozmówca dodał, że ambasada nie odpowiada na maile i nie odbiera telefonów. Nie działają też linie alarmowe.

"Alarmy obudziły nas już o 6 rano"

Ci, którym udało się już wrócić do kraju mówią, że z ulgą lądowali w Warszawie. Pani Joanna relacjonowała, że gdy wybuchła wojna, syreny alarmowe obudziły ich już o 6:00 rano.

- Około godziny 10 był kolejny alarm, gdzie trzeba było w trybie pilnym uciekać. My akurat mieszkaliśmy na 13. piętrze, więc trochę było tych stopni do pokonania, żeby dostać się do schronu - mówiła.

"Ministerstwo się nie popisało"

Inny z rozmówców Rafała Miżejewskiego powiedział, że ludzie koczowali na lotnisku przez 40 godzin. - Ministerstwo się nie popisało, powiem szczerze, bo zostawili nas samych praktycznie na 40 godzin - mówił.

Kobieta, która w momencie wybuchu wojny była w Jerozolimie, opowiedziała reporterowi Radia ZET o swoich przeżyciach. - Byliśmy w Jerozolimie. Trochę nieświadomi z uwagi na to, że przewodnik tłumaczył, że takie wystrzały zdarzają się bardzo często. W zasadzie dopiero po południu dowiedzieliśmy się, jaka jest sytuacja i szybko ewakuowaliśmy się do Betlejem, gdzie mieliśmy hotel - powiedziała. 

Redakcja poleca

Dodała też, że zaskoczył ją spokój ludzi, którzy nagle znaleźli się w sytuacji wojennej. - Tam na miejscu ludzie byli spokojni, co mnie bardzo zaskoczyło. Mówili "co mamy zrobić, my tak tutaj żyjemy" - mówiła.

Jabłoński: Niektórzy będą musieli na pomoc zaczekać trochę dłużej

Wiceminister spraw zagranicznych Paweł Jabłoński tłumaczył, że minister, ambasada i konsulowie "pracują na najwyższych obrotach, tak, by wszyscy otrzymali pomoc". - Ale to się nie uda od razu - powiedział. 

- Zwracam się też o wyrozumiałość i cierpliwość. Na miejscu działa nasz zespół. On ma ograniczone możliwości, ograniczoną liczebność. Ludzie są od kilkudziesięciu godzin na nogach z bardzo krótkimi przerwami na sen. Robimy, co możemy, żeby do każdego ta pomoc dotarła, natomiast niektórzy będą musieli na tę pomoc trochę dłużej zaczekać, ale absolutnie nikogo nie zostawimy bez tej pomocy - zapewnił.

Wytłumaczył też, z czego wynikają zablokowane linie telefoniczne i brak odpowiedzi na maile. - Mamy do czynienia z sytuacją wojenną. Pracownicy muszą schodzić do schronów i nie zawsze mogą odbierać telefony. Podobnie jest z odpowiedziami na maile, których jest tysiące. Notujemy dane wszystkich osób i będziemy do nich docierać - powiedział.

Nie przegap

Byłeś świadkiem czegoś niespodziewanego? Masz temat, którym powinniśmy się zająć?

Zgłoś sprawę przez Czerwony telefon Radia ZET