Szpitale psychiatryczne pękają w szwach. Narkotyki zalewają polskie miasta
Środki odurzające dla Tomasza były „lekiem” na nieśmiałość i problemy. Widmo więzienia sprowadziło go na drogę terapii. Specjaliści alarmują: uzależnionych pacjentów jest coraz więcej.
Tomasz ma 32 lata. Z wykształcenia jest inżynierem. W przeszłości pracował na stanowisku menadżerskim w dużej firmie z branży produkcyjnej, miał pod sobą siedemdziesiąt osób. W tym samym czasie walczył z nałogiem narkotykowym. Brał amfetaminę.
– Pierwszy raz sięgnąłem po używki w wieku dwunastu lat. Na przerwie w szkole zostałem poczęstowany haszyszem. Nie odmówiłem, bo nie chciałem być inny, nie chciałem odstawać od rówieśników. Później piłem piwo, brałem środki wziewne… No i tak przez trzy lata gimnazjum eksperymentowałem. Już wtedy zdarzało mi się zawalać obowiązki, bo zrywałem się ze szkoły i kilka razy zostałem przyłapany przez rodziców, ale to był mój sposób na ukrycie moich kompleksów. Rekompensowałem sobie tak różne rzeczy – tłumaczy Tomasz.
Nie dogadywał się ze spokojnymi uczniami i zawsze obracał się w towarzystwie osób, które sprawiały nauczycielom kłopoty. Rodzice, którzy podejrzewali, że ich syn może mieć poważny problem, zareagowali i odcięli go od złego towarzystwa. Dzięki temu zachowanie Tomasza uległo znacznej poprawie. Do czasu, kiedy dostał się do technikum.
– Wtedy zaczęło się życie imprezowe. Co weekend coś się działo. Jeździłem po dyskotekach, zażywałem różne środki stymulujące. Pierwszy raz spróbowałem wtedy twardych narkotyków. Na jednej z dyskotek wziąłem ecstasy i od razu mnie to zauroczyło. Stwierdziłem, że nie potrzebuję już alkoholu, marihuany i innych lekkich rzeczy, bo przypływ dopaminy był tak zniewalający, że zalała mnie fala euforii. Kochałem wszystko i wszystkich. Świat był zupełnie inny. A potem przyszedł „zjazd”, który pokazał mi, że to jednak nie jest takie fajne od początku do końca. Ale nie przeraził mnie na tyle, żebym przestał – wyjaśnił.
Narkotyki zalewają polskie miasta
Nielegalne środki odurzające przestały być kojarzone z marginesem społecznym i trafiają nawet na najwyższe poziomy korporacyjnej hierarchii. Młodzi ludzie i pracownicy umysłowi coraz chętniej sięgają po narkotyki w poszukiwaniu doznań, które w wielu przypadkach są niewspółmierne do możliwych konsekwencji. I nie chodzi wyłącznie o problemy z prawem. Chociaż policja nie prowadzi statystyk dotyczących zatrzymań osób, będących w stanie odurzenia, dobrym wskaźnikiem skali problemu są znikające w szybkim tempie miejsca w szpitalach psychiatrycznych.
– Takich ludzi jest coraz więcej. Niestety, biorąc po uwagę, że pierwotnie te substancje mają działanie „odhamowujące”, pojawiają się po nich zachowania ryzykowne i agresywne, tak że te osoby dokonują czynów zabronionych. I nie mam tu na myśli samego posiadania tych substancji, bo to jest często kwestia dyskusyjna. – tłumaczy Rafał Wojcik, zastępca dyrektora ds. lecznictwa w Mazowieckim Specjalistycznym Centrum Zdrowia im. prof. Jana Mazurkiewicza.– Mówię o efektach natury prawnej za zachowania zagrażające, agresywne albo nawet zabójstwa.
Niektóre z niepożądanych działań środków odurzających pojawiają się wyłącznie na czas trwania intoksykacji, inne – trwają o wiele dłużej. Zdarza się, że osoba przyjmująca narkotyki skazuje się na wielomiesięczny pobyt w szpitalu psychiatrycznym.
– Czasami ci ludzie, kiedyś określani jako narkomani, nie bardzo rozumieją, dlaczego są w szpitalu psychiatrycznym, bo przecież oni tylko sobie „zajarali” albo coś sobie wciągnęli –wyjaśnia dalej Wójcik.
Czym jest „zjazd”?
Jak wyjaśnia Tomasz, „zjazd” jest sposobem organizmu na regulację gospodarki hormonalnej. Wywołana narkotykami nadprodukcja dopaminy jest wówczas rekompensowana dotkliwym jej deficytem. Towarzyszą temu nieprzyjemne doznania cielesne – dreszcze, drgawki, nadmierna potliwość – a w skrajnych przypadkach także halucynacje.
– Stany psychotyczne pojawiły się u mnie, kiedy miałem dwadzieścia siedem lat. Wtedy codziennie brałem amfetaminę i piłem alkohol. W końcu mój mózg tego nie wytrzymał i zaczęło się u mnie coś podobnego do schizofrenii. Słyszałem głosy, widziałem rzeczy, których nie było. Odwalałem wtedy wiele różnych rzeczy i skończyłem z zarzutami prokuratorskimi – mówi Tomasz.
Był oskarżony o posiadanie środków psychoaktywnych i stosowania gróźb karalnych. Uniknął kary, ponieważ stwierdzono jego niepoczytalność w trakcie popełniania czynu.
– Żyłem w takiej derealizacji, że nie wiedziałem, co robię. W pewnym momencie dotarło do mnie, że jak tak dalej pójdzie, skończę albo w więzieniu, albo na cmentarzu – opowiada dalej.
Świadomość, że problem narkotykowy mógł poskutkować odsiadką, zmotywowała go do szukania pomocy.
– Ten strach był tak silny, że zacząłem rozumieć, że byłem na dnie – dodaje.
Szpitale psychiatryczne pękają w szwach
Często to, co miało być niewinną zabawą, kończy się tragedią. Szpitalne oddziały psychiatrii sądowej zapełniają się ludźmi, którzy po zażyciu nielegalnych substancji odurzających dopuszczają się czynów zabronionych.
– Uważam, że duża część osób, które tutaj przebywają, nigdy by tu nie trafiły, gdyby nie substancje psychoaktywne. One bardzo mocno zmieniają przebieg chorób psychicznych, powodują występowanie objawów psychotycznych i sprawiają, że człowiek staje się nieprzewidywalny i nieobliczalny – mówi Rafał Wójcik.
– Nikt z nas, jeżeli by coś przyjął, nie będzie w stanie przewidzieć, w jakim kierunku pójdzie „haj”. Dotyczy to także substancji, którą się określa jako narkotyk miękki, czyli marihuany. Mamy do czynienia z ludźmi, którzy po marihuanie mieli takie psychozy, że zaczynały się dziać straszne rzeczy. Zwłaszcza u młodych osób obserwujemy często zachowania agresywne.
W przypadku osób uzależnionych łatwo jest zidentyfikować źródło problemu, a trudniej się go pozbyć. Coraz częściej zdarza się, że uzależnieni kilkukrotnie przekraczają próg szpitala.
– Problem jest taki, że nawet jeżeli my sobie z tym poradzimy, a taka osoba jest uzależniona, to po wyjściu ze szpitala będzie chciała dalej przyjmować. Gdyby nie te substancje, ludzie by do nas nie wracali. Kiedyś redetencja, czyli ponowne umieszczenie w szpitalu psychiatrycznym, było rzadkością, a teraz – ze względu na narkotyki – to jest coraz częstsze – dodaje Wójcik.
Zresztą problem nie znika po tym, jak pacjent zostanie objęty specjalistyczną opieką lekarską. Osoby zajmujące się dostarczaniem narkotyków znajdują sposoby, by dostarczyć uzależnionym „towar” nawet do szpitala.
– Pomysłowość dilerów jest nieograniczona. Kiedyś do pacjenta przyszła paczka, w której znajdowały się dwa opakowania czipsów. Jedno z nich zwróciło uwagę pielęgniarki, bo odbiegało wizualnie od tego drugiego. Chodziło o sposób zalaminowania opakowania i jego wagę. Jedna paczka była cięższa od drugiej, a zalaminowanie nie wyglądało na fabryczne. Otworzyliśmy tę paczkę i okazało się, że zamiast „tazosów” albo innych kart, były tam zapakowane w folię kryształki – wspomina Robert Madejek, pracownik na oddziale psychiatrii ogólnej w Mazowieckim Specjalistycznym Centrum Zdrowia im. prof. Jana Mazurkiewicza.
Czy można brać bezpiecznie?
Uzależnienie od narkotyków to nie problem zmarginalizowanej grupy. Ze względu na powszechność dostępu do wszelkiego rodzaju niebezpiecznych używek skala problemu jest duża i należy go rozpatrywać jako alarmujące zjawisko społeczne, które wymaga kompleksowej prewencji. A ta może przybierać różne formy.
Jedną z organizacji, która niesie pomoc osobom zażywającym narkotyki i ich rodzinom, jest SIN – Społeczna Inicjatywa Narkopolityki. Jej misją jest szerzenie świadomości na temat niepożądanych skutków zażywania narkotyków, wspieranie idei ich dekryminalizacji i świadczenie usług, mających na celu minimalizację szkód wywołanych przez nielegalne substancje.
Liberalizacja polityki narkotykowej może być odpowiedzią na kryzys społeczny związany z uzależnieniem od nielegalnych substancji psychoaktywnych.
– To, że w Polsce posiadanie nawet najmniejszych ilości substancji psychoaktywnych jest zagrożone karą więzienia, nie sprawia, że ludzie mniej chętnie sięgają po narkotyki i opowiadają o swoim problemie. Za to skutecznie zniechęca do szukania pomocy – mówi Małgorzata Małyszko, prezes zarządu Społecznej Inicjatywy Narkopolityki.
W 2001 roku w Portugalii zdekryminalizowano posiadanie narkotyków. Dokonano transformacji systemu, opartego na groźbach pozbawienia wolności, na system, który skupia się na niesieniu pomocy użytkownikom substancji odurzających.
– W Portugalii już po dziesięciu latach można było zauważyć, że użytkowanie substancji psychoaktywnych ze skutkiem śmiertelnym spadło – tłumaczy Małyszko.
Na podobny krok zdecydowały się także władze Holandii i Czech. Obecnie Niemcy są na drodze do federalnej dekryminalizacji marihuany.
– Nie da się brać bezpiecznie, bo zażywanie jakichkolwiek substancji wiąże się z większym lub mniejszym ryzykiem. Można za to starać się brać bezpieczniej. Przede wszystkim należy mieć podstawową wiedzę na temat tego, po co się sięga, bo najniebezpieczniejszą substancją jest substancja nieznana – kontynuuje prezes SIN.
Nie mając świadomości, czym jest dana substancja, nie można stwierdzić, jaka dawka jest bezpieczna. Jest to niezwykle istotne ze względu na to, że w ostatnich latach słowo „kryształ” stało się popularnym określeniem, za którym kryje się niezliczona ilość substancji psychoaktywnych. Mogą mieć one działanie dysocjujące, stymulujące albo depresyjne.
– W rzeczywistości „kryształ” nic nie oznacza. To może być mefedron, amfetamina, ketamina… A przecież te substancje całkowicie się od siebie różnią – mówi Małyszko.
Uzależnienie jest chorobą i wyjście z niej wymaga wiele zaangażowania. Przede wszystkim osoba zmagająca się z tym problemem powinna zrozumieć, że potrzebuje pomocy, a następnie rozpocząć proces wychodzenia z nałogu poprzez terapię. Na tym etapie bardzo istotną kwestią jest dobranie metod terapeutycznych do jej indywidualnych potrzeb. Niezwykle ważnym czynnikiem jest też wsparcie otoczenia, nie tylko najbliższego. Stygmatyzacja społeczna może skutecznie zniechęcić osoby uzależnione do szukania pomocy.
–Trzeba zrozumieć, że jest to choroba i ci, których dotknęła, jej nie wybrali. Stygmatyzowanie ich i zaostrzanie polityki narkotykowej w Polsce na pewno im nie pomagają. W naszym kraju jest ogromny problem z dostępnością do placówek leczniczych i finansowaniem leczenia – tłumaczy prezes SIN.
– Żeby naprawdę pomóc ludziom uzależnionym, należy pojąć, że oni byli, są i zawsze będą, niezależnie od tego, jak bardzo będziemy spychali ich na margines. Wystarczy dokładnie rozejrzeć się wokoło, by zrozumieć, że takich osób jest naprawdę wiele.
Dziś Tomasz jest terapeutą zajęciowym. Pracuje we wrocławskiej placówce MOCni – ośrodek terapii i leczenia uzależnień. Prowadzi też profile na TikToku, Facebooku oraz Instagramie pod pseudonimem Uniezależniony, na których opowiada o swojej drodze do trzeźwości.
– Co robić na trzeźwo w pijanym i naćpanym świecie? Powiem ci, to jest cała gama możliwości. Cała gama! Niczym studnia bez dna. Tylko istotne w tym będzie to, żebyś uruchomił swoje wewnętrzne dziecko, żebyś postarał się przypomnieć sobie, co sprawia ci radość – mówi na jednym z filmów Tomasz.
Źródła: RadioZET.pl
Byłeś świadkiem czegoś niespodziewanego? Masz temat, którym powinniśmy się zająć?
Zgłoś sprawę przez Czerwony telefon Radia ZET