`

Nauczyciele podsumowują pierwsze testy z WF. „Rewelacji nie ma, większość poniżej normy”

5 min. czytania
22.04.2024 06:00
Obserwuj nas na Google

Przez ostatnie dwa miesiące wuefiści przeprowadzali w szkołach obowiązkowe testy sprawnościowe uczniów zarządzone przez ministerstwo edukacji. - Rozstrzał jest ogromny - podsumowują pierwsze wyniki nauczyciele. Przyznają, że świetnych rezultatów się nie spodziewali, choć niektórzy uczniowie pozytywnie ich zaskoczyli.

WF
fot. Karol Porwich/East News

- Staraliśmy się przygotowywać klasy do tego od września, ale rewelacji nie ma. 60 proc. poniżej normy, 40 proc. całkiem nieźle – podsumowuje wstępne wyniki nowych obowiązkowych testów sprawnościowych w szkołach Marcin Siudak, nauczyciel WF w SP nr 206 w Łodzi.

Testy w ramach programu „Sportowe talenty” obejmują: bieg wahadłowy 10 razy po 5 metrów, 20-metrowy wytrzymałościowy bieg wahadłowy (beep test), podpór na przedramionach (deska) oraz skok w dal z miejsca. Od marca do końca kwietnia wuefiści mają przeprowadzić te ćwiczenia, a wyniki wpisać do ogólnopolskiego systemu. Ministerstwo edukacji zdecydowało się na takie rozwiązanie ze względu na coraz większe problemy z aktywnością fizyczną i nadwagą wśród młodzieży.

Testy z WF. Bez rewelacji, ale są rekordy

- W niektórych klasach nawet co trzecie dziecko ma nadwagę – szacuje Joanna Labuda, nauczycielka WF w Szkole Podstawowej w Chmielnie (woj. pomorskie). - Przez to dzieci są trochę mniej sprawne, ale mimo wszystko chcą ćwiczyć i biorą udział w testach - dodaje.

Najwięcej emocji wśród czwarto-, piąto- i szóstoklasistów wywołał beep test. - A mogę jeszcze jedną próbę, mogę jeszcze raz spróbować? - takich pytań wuefistka dostawała dziesiątki. Największy rozstrzał wyników zanotowała przy tzw. desce. - Sprawdzamy tu siłę całego ciała, w tym uczniowie wypadli najsłabiej. Ważna jest też w tym wypadku technika. Utrzymanie prawidłowej pozycji przez długi czas bez niej było trudne – opowiada. Jej klasy najlepiej radziły sobie ze sokiem w dal. Podobnie jak w SP nr 206.

- U nas kuleje szybkość. W beep teście dzieci dużo czasu traciły na nawrotach, są mało zwrotne – ocenia Siudak. Na to znów, jak zauważa, wpływa coraz częstsza nadwaga u dzieci. Z drugiej strony wyniki testów wielokrotnie pozytywnie zaskoczyły nauczycieli. - Np. najniższe, najchudsze, najdrobniejsze dzieci w szkole najlepiej zaliczyły deskę. Jedna dziewczynka wytrzymała ponad 12 minut, najlepszy chłopiec – ponad 10. Myśleliśmy, że inni uczniowie zrobią to dużo lepiej, a tu zaskoczenie – opowiada Siudak. W beep teście najlepsza okazała się piątoklasistka – pokonała 64 długości.

Redakcja poleca

82 odcinki – tyle najwięcej przebiegł w beep teście uczeń Pawła Maśleja, wuefisty w SP nr 5 w Krakowie. Uczy on czwarto-, szósto- i siódmoklasistów. Jest to jednak szkoła sportowa. Poziom sprawności uczniów powinien być tu więc na wyższym poziomie. Przynajmniej tego spodziewano się, gdy ogłaszano wprowadzenie obowiązkowych testów w tym roku szkolnym. - Rozstrzał jest bardzo duży wśród moich uczniów – przyznaje jednak Maślej.

Bo obok ucznia z rekordowymi 82 odcinkami jest inny, który przebiegł 15 takich odcinków. - Jeden chłopiec skoczył w dal 2,20. Jednocześnie siódmoklasistka oddała 130-centymetrowy skok – podaje kolejne skrajności Maślej. Uważa, że wiele zależy od podejścia dzieci. Niektórzy starają się, chcą wypaść jak najlepiej, innym zwyczajnie nie zależy i podchodzą do testów, byleby by do nich podejść. - Tak samo jest na innych przedmiotach. Jednym zależy na matematyce, więc odpuszczają polski i na odwrót – porównuje Maślej.

Testy z WF? Żadna nowość

- Dlatego staraliśmy się ich uświadamiać, po co te testy, co one im dadzą. Na początku nieufnie do nich podchodzili, ale jak zobaczyli np. wyniki kolegi czy innej grupy, to pojawiała się rywalizacja międzyklasowa. Dopingowali się – opowiada Siudak. Ambicjonalne podejście do testów i pozytywną chęć rywalizacji Paweł Maślej zauważył także wśród swoich uczniów.

Testy są obowiązkowe w liceach, technikach oraz szkołach branżowych I stopnia, a także w podstawówkach w klasach IV-VIII. Ale Joanna Labuda postanowiła je zorganizować także w klasach pierwszych i drugich – u niej w szkole są to klasy sportowe. - Tam dopiero była zacięta rywalizacja i doping – mówi i podsumowuje. - Uważam, że testy wyszły u nas całkiem dobrze. To dobry pomysł.

Redakcja poleca

Zaznacza jednak, że nie są dla niej nowością, bo przeprowadzała je odkąd uczy w szkole. Dzięki nim, jak opowiada, ma przekrojowe wyniki dzieci i widzi dokładnie, jak sprawni są jej uczniowie. - Teraz np. mieliśmy zawody w biegach przełajowych. Spojrzałam na wyniki wcześniejsze i obecne i widziałam, jak kto się rozwija, kogo wybrać – mówi.

Nie dla wszystkich to jest oczywiste. Gdy zmiany w WF weszły w życie, niektórzy nauczyciele i rodzice nie kryli niezadowolenia. Krytykowali np. pomysł, by dostęp do danych oprócz szkoły miały kluby i związki sportowe (tak zakłada program). Twierdzili też, że zbieranie takich danych jest nadużyciem. Albo że testy źle wpłyną na uczniów słabszych fizycznie, którzy będą musieli się zaprezentować na forum.

- Wystarczyło wytłumaczyć dzieciom, że jeśli osiągną gorszy wynik w danej konkurencji, to nie znaczy, że one są gorsze. Z drugiej strony zobaczyły, w jakich ćwiczeniach są lepsze, że mają wiodącą sprawność. Podbudowały się tym – opowiada o plusach Joanna Labuda. - Być może niektórym po prostu nie chciało się przeprowadzać tych testów i w tym problem – nie ukrywa.

Testy z WF jednak na ocenę

Marcin Siudak pomysł również uważa za słuszny. Poszedłby w nim wręcz o krok dalej. Według podstawy programowej uczniowie za wyniki z ćwiczeń w ramach programu "Sportowe talenty" nie mogą być oceniani. Zdaniem zwłaszcza nauczycieli szkół średnich stopnie powinny być obowiązkowe. - W liceach, technikach wuefiści zderzają się z lekceważącym stosunkiem do tych testów. Od znajomych słyszę, że średnie wyniki z deski w ich klasach to 3,4 minuty. Tyle co u mnie w podstawówce. Oceny może zmieniłyby podejście, pokazały, że te ćwiczenia są ważne, są po coś – mówi Siudak.

Nauczyciele nie ukrywają, że najlepszym uczniom i tak wystawiają plusy lub oceny, ale nie za konkretne wyniki tylko za pracę na lekcji, aktywność. Co do ewentualnych wątpliwości Paweł Maślej zastanawia się też, co z dziećmi, które nie ćwiczą na lekcjach w danym momencie, lub celowo unikają testów. Z takimi przypadkami też się zetknął.

Najwięcej dyskusji wzbudziło jednak ważenie i mierzenie uczniów. Te dane nauczyciele również - obok wyników - mają wprowadzić do systemu. I z tym rzeczywiście mają największy problem. Wzrost i wagę teoretycznie rodzice mają przekazać szkole. - Napisaliśmy już dawno prośbę, ale słabo spływają odpowiedzi – przyznaje Maślej. - Widzimy, że nasze wiadomości zostały odczytane, ale odpowiedzi brak – z tym samym zetknął się Siudak.

Nauczyciele przypuszczają, że rodzice w ten sposób chcą się trochę oszukać. Widzą np., że dziecko ma nadwagę, ale nie chcą powiedzieć, albo dowiedzieć się, ile dokładnie. Wtedy problem stałby się w ich mniemaniu realny. - Sama ważyłam i mierzyłam uczniów. Rodzice nie mieli nic przeciwko. Kto się krępował, przychodził na przerwie albo podawał wynik – mówi Labuda.

Testy wuefiści mają przeprowadzać raz do roku. Dane zgromadzone w ewidencji „Sportowe Talenty” będą analizowane przez Instytut Sportu i na tej podstawie eksperci mają opracować plan zatrzymujący negatywne trendy. Utalentowanym dzieciom kluby i związki sportowe będą mogły zaproponować współpracę. Co ważne w systemie nie będą udostępniane informacje pozwalające na identyfikację ucznia.

Źródło:Radio ZET

Nie przegap

Byłeś świadkiem czegoś niespodziewanego? Masz temat, którym powinniśmy się zająć?

Zgłoś sprawę przez Czerwony telefon Radia ZET