Początek obowiązkowych testów w szkołach. Nauczyciele podzieleni
Wraz z początkiem marca w szkołach wuefiści zaczynają obowiązkowe testy sprawnościowe uczniów. Nauczyciele co do zasadności ich przeprowadzania są podzieleni, ale co do jednego nie mają wątpliwości. Rewelacyjnych wyników nie będzie. - Już kilka lat temu musieliśmy obniżyć skalę oceniania – przyznaje Michał Zieliński, nauczyciel WF. Przewiduje, że wyjątkiem mogą być szkoły sportowe i uczniowie z Ukrainy.
- W ubiegłym miesiącu dostaliśmy oficjalnego maila z prośbą o zalogowanie się na platformie. Wszystko jest jasno opisane. W piątek planuję zacząć. Chcę rozłożyć to na trzy, cztery lekcje, żeby uniknąć monotonii na zajęciach – opowiada Michał Zieliński, nauczyciel wychowania fizycznego w Społecznej Szkole Podstawowej STO nr 1 w Łodzi.
Mówi o programie "Sportowe talenty", który właśnie rozpoczyna się w szkołach. Przez marzec i kwiecień nauczyciele WF w podstawówkach w klasach IV-VIII, w liceach, technikach oraz szkołach branżowych I stopnia mają przeprowadzić obowiązkowe testy sprawnościowe uczniów. To efekt ubiegłorocznych zmian w podstawie programowej, które z kolei wynikają z problemów z aktywnością fizyczną i nadwagą wśród młodzieży.
Testy obejmą: bieg wahadłowy 10 razy po 5 metrów, 20-metrowy wytrzymałościowy bieg wahadłowy, podpór na przedramionach (deska) oraz skok w dal z miejsca. Wszystkie te ćwiczenia mają sprawdzić zdolności koordynacji, szybkości, siły, wytrzymałości i skoczności uczniów. Wyniki wuefiści będą wpisywać do systemu „Sportowe Talenty”. „Pomiary sprawności fizycznej nie mogą być kryterium oceny z przedmiotu wychowanie fizyczne, lecz powinny być wykorzystywane do wskazania mocnych i słabych stron sprawności fizycznej ucznia w celu planowania dalszego rozwoju” – czytamy w podstawie programowej.
Nauczyciele podzieleni
Chociaż nowe przepisy weszły w życie wraz z początkiem roku szkolnego, to niektórzy nauczyciele liczyli, że po zmianie władzy testy nie dojdą do skutku. Sławomir Nitras, minister sportu, o testach wręcz przypomina. Jak zwykle część szkolnej kadry mimo to do ministerialnego pomysłu odnosi się krytycznie. Zwłaszcza, jak opowiada Milena Cybulska-Rakoczy, dyrektorka Zespołu Szkół Rzemiosła w Łodzi, do wpisywania informacji o wadze i wzroście uczniów. Bo takie dane też mają się tam znaleźć.
- Nauczyciel ma te informacje pozyskać od rodziców. Jedni podadzą takie dane, inni nie albo będą one nieaktualne, bo w tym wieku szybko to się zmienia - przytacza opinie wuefistów dyrektorka szkoły. - System ma wyręczyć menażerów klubów sportowych, ale trenerzy i tak mają wiedzę na temat zdolności i osiągnięć uczniów – dodaje.
Tu z kolei wuefiści nawiązują do zapisu, według którego dostęp do danych oprócz szkoły mają mieć kluby i związki sportowe, tak by wyławiać talenty. Zbieranie takich danych jest – według Roberta Górniaka, anglisty, który prowadzi edukacyjny profil „Dealerzy Wiedzy” - nadużyciem. "Nie mamy pojęcia, kto ostatecznie w tych danych będzie grzebał” - pisze anglista na swojej stronie. Do tego uważa, że takie testy źle wpłynął na uczniów słabszych fizycznie, którzy będą musieli się zaprezentować na forum. Do tego dochodzi argument finansowy - nauczyciele mają wprowadzać dane bez dodatkowego wynagrodzenia.
Testy na WF? To nic nowego
Odmienne zdanie ma Michał Zieliński, wuefista. - Nie jestem osobą, która będzie na to narzekała – mówi o zmianach w podstawie programowej i niemal do każdej z negatywnych opinii podaje kontrargumenty. - Tak samo jak uzupełniam po lekcji tematy w dzienniku elektronicznym, tak samo będę wpisywał dane. Nie sądzę, żeby sprawiało mi to problem, można to szybko zrobić. Oczywiście wiele zależy od tego, ile ma się godzin w szkole – mówi i przypomina, że są to tak naprawdę podstawowe egzaminy sprawnościowe, które i tak już wcześniej wielu wuefistów przeprowadzało. Zarówno dla słabszych, jak i lepszych uczniów.
Nie wyklucza, że niektórzy nauczyciele dotychczas omijali jednak część z tych ćwiczeń na lekcjach, stąd głosy krytyczne z ich strony. - Może to być efektem częstego dziś podejścia, także rodziców, według którego nie trzeba lub nawet nie wolno zmuszać dzieci do czegoś, czego nie lubią. Inaczej zniechęcą się do tego – mówi.
Tylko żeby dziecko przekonało się o tym, co lubi, a czego nie, musi najpierw tego spróbować. Co do wagi i wzrostu młodzieży, część szkół ma zamiar te dwie dane pozyskać od szkolnej pielęgniarki, która i tak waży i mierzy uczniów, więc nie będzie się to odbywać się w obecności całej klasy na lekcjach WF.
Wuefista przyznaje, że takie testy niekoniecznie pokażą, że ktoś jest niezwykle uzdolniony w sporcie, ale nie o to tu według niego chodzi. - Ważne jest regularne sprawdzanie, jak dziecko się rozwija z roku na rok. Teraz będziemy mieć szczegółowy podgląd oparty na konkretnych danych – mówi Zieliński. Testy sprawnościowe uczniów w ramach „Sportowych talentów” będą przeprowadzane wiosną każdego roku – tak zakłada podstawa programowa.
Bez rewelacji, poprzeczka obniżona
Ministerstwo edukacji wraz z ministerstwem sportu zapewniały z kolei, że dane wprowadzane do systemu są bezpieczne, bo kluby i związki sportowe otrzymają jedynie dostęp do wyników ćwiczeń, wieku, płci, wagi, wzrostu dziecka – bez imion i nazwisk - oraz informację o gminie, na której terenie uczeń uzyskał dany wynik. W systemie klub będzie mógł zostawić swoje dane kontaktowe. Zgłoszenie zostanie przekazane do szkoły, ta poinformuje o tym rodziców i to oni zdecydują co dalej.
W nowym programie chodzi głównie o badanie sprawności dzieci i młodzieży, monitorowanie ich kondycji, zidentyfikowanie problemów, a w efekcie – jak pisze Sławomir Nitras na platformie X - „zahamowanie negatywnych trendów dotyczących aktywności fizycznej. ”Te widać już od blisko trzech dekad. - Będzie można porównać, o ile cofnęliśmy się w aktywności fizycznej – dodaje Zieliński, bo co do tego nie ma wątpliwości. Szczególnie przy ćwiczeniach sprawdzających wytrzymałość nie spodziewa się rewelacji.
- W pojedynczych konkurencjach typu skok w dal jednostki będą mogły się pokazać z dobrej strony, ale, niestety, w skali Polski wyniki będą pewnie dosyć rażące – przewiduje. Zwłaszcza jeśli porówna się je z pokoleniem z lat 90. - Kilka lat temu w naszej szkole trzeba było zmienić skalę oceniania. Musieliśmy ją obniżyć – przyznaje wuefista. - Dzieci często nakłania się do tego, żeby wolny czas poświęcały na naukę. Zamiast aktywności fizycznej wybierają komputery, telefony. Takie czasy, takie pokolenie – mówi o powodach problemów Michał Zieliński.
Szkoły sportowe i uczniowie z Ukrainy
Wyjątkiem w testach mogą być jedynie: szkoły sportowe, te z klasami sportowymi i uczniowie z Ukrainy. Jak zaobserwował wuefista, są oni o wiele bardziej sprawni fizycznie. Być może nie są jeszcze aż tak zanurzeni w świecie cyfrowym, dzięki czemu więcej czasu spędzają na słynnych trzepakach i podwórkach, a ich rodzice nie są tak nadopiekuńczy. - Gdy dwa tygodnie temu spacerowałem po parku, więc było jeszcze w miarę chłodno, zauważyłem, że większość dzieci biegających na świeżym powietrzu była z Ukrainy - wspomina.
Niektórzy jego uczniowie pytali do czego takie testy i "po co to". Większość podchodzi do tematu spokojnie. Nauczyciel informował jednak o programie już na początku roku szkolnego, więc dzieci wiedzą, czego się spodziewać.
Zgodnie z przepisami obowiązek przeprowadzania testów sprawności fizycznej nie dotyczy: szkoły podstawowej dla uczniów z niepełnosprawnością intelektualną w stopniu umiarkowanym lub znacznym, szkoły specjalnej przysposabiającej do pracy dla uczniów z niepełnosprawnością intelektualną w stopniu umiarkowanym lub znacznym oraz dla uczniów z niepełnosprawnościami sprzężonymi.
Źródło: Radio ZET
- Po co dzieciom rozmnażanie nicieni i płazińców na biologii? Albo tyle dat z historii?
- Zmiany w szkołach. Lekcje od godz. 9, na biologii nauka o zdrowiu psychicznym
- Tydzień z życia nauczyciela. "Dojechałam do grudnia i dopadło mnie wycieńczenie"
Byłeś świadkiem czegoś niespodziewanego? Masz temat, którym powinniśmy się zająć?
Zgłoś sprawę przez Czerwony telefon Radia ZET