Z dnia na dzień uczniowie mogą zostać bez szkoły. "Najpierw będzie zastraszanie, potem zamykanie"
- Dajcie mi szkołę, a znajdę na nią paragraf - komentuje nowe przepisy dotyczące placówek niepublicznych Adam Kalbarczyk z Krajowego Forum Oświaty Niepublicznej. PiS zmiany wprowadzające m.in. większą kontrolę kuratora przepycha w błyskawicznym tempie. Niemal jak Lex Czarnek. - Pierwszym krokiem będzie zastraszanie, drugim zamykanie szkół - przewiduje Kalbarczyk.
Obserwując procedowanie tej ustawy, można mieć uczucie deja vu. Wprowadzona po cichu do porządku obrad, bez szerokich konsultacji, błyskawicznie przeszła przez komisję i czytania w Sejmie. Tak było z Lex Czarnek.
Adam Kalbarczyk, Krajowe Forum Oświaty Niepublicznej: - I tak jest teraz z nowelizacją ustawy Prawo oświatowe. Nowe przepisy są zresztą bardzo podobne do Lex Czarnek. Nie udało się ich przepchnąć, bo zawetował je dwukrotnie prezydent. Teraz wracają zaszyte w innym projekcie. Wrzucono je między nauczycielskie emerytury, finansowanie oświaty czy regulacje dotyczące studiów medycznych.
PiS w ciągu kilku dni przegłosował projekt w Sejmie. Teraz ustawa czeka na głosowanie w Senacie. Dlaczego tak zależy władzy na zmianie przepisów dotyczących szkół niepublicznych?
- Jeśli kurator skontroluje daną szkołę niepubliczną, jej dyrektor ma najwyżej 30 dni na wykonanie zaleceń pokontrolnych od kuratora. Nie ma możliwości odwołania się od tych zaleceń. Jeśli szkoła nie zastosuje się do nich, to będzie mogła zostać wykreślona z ewidencji. Czyli po prostu zlikwidowana. Z dnia na dzień uczniowie i uczennice mogą zostać bez szkoły. Nawet w trakcie roku szkolnego. Sprawa jest oczywista. To próba wzięcia „za pysk” szkół niepublicznych. Obecna władza chce mieć absolutny wpływ nie tylko na publiczne placówki edukacyjne, ale także na prywatne, bo część z nich jest wciąż niezależna od tej władzy. Wszystko ma być jej podporządkowane, zgodnie z zasadami państwa centralistycznego. Jeśli dyrektor nie podporządkuje się PiS-owskiemu kuratorowi, jego szkoła może zostać zamknięta.
Jak zareagowały szkoły?
- Boją się, bo może dojść do sytuacji: dajcie mi szkołę, a znajdę na nią paragraf. Mimo że tego prawa jeszcze nie ma, to już w tej chwili trudno wprowadza się do szkół np. zajęcia fundacji czy stowarzyszeń zajmujących się prawami człowieka lub edukacją seksualną. A szkoły niepubliczne to dzisiaj duża część całego systemu. Stanowią 13 proc. wszystkich szkół. Uczy się w nich prawie 300 tys. dzieci i młodzieży, czyli ponad 6 proc. wszystkich uczniów.
Dlaczego rodzice zapisują tam swoje dzieci?
- W ostatnich latach właśnie ze względu na większą niezależność tych szkół. Wielu rodziców nie chce, żeby ich dzieci uczyły się w miejscach podporządkowanych bezpośrednio ministrowi Czarnkowi. Poza tym szkoły niepubliczne osiągają lepsze wyniki. Oferują lepszą jakość, m.in. dzięki mniejszej liczebność klas, oferty zajęć dla szczególnie uzdolnionych, możliwości lepszego wynagradzania nauczycieli. Przez wiele lat opinia publiczna nie wierzyła w to, ale ta wyższa jakość jest w tej chwili faktem. Szkoły prywatne mają także swoją autorską ofertę, a ta ustawa ma sprawić, żeby tę ofertę ustalali kuratorzy.
Myśli pan, że te przepisy rzeczywiście będzie realizowana, czy mają być tylko straszakiem?
- Jestem przekonany, że będą realizowane. Gdy patrzy pani na niektórych kuratorów oświaty, np. na Barbarę Nowak w Małopolsce, to wierzy pani, że taka kuratorka nie użyje tego narzędzia? Pierwszym krokiem będzie zapewne zastraszanie, drugim – zamykanie. Czyli jak się nie dacie przestraszyć, to was zamkniemy.
Zobaczmy, co się stało po rankingu szkół przyjaznych LGBTQ+. Rzecznik Praw Dziecka zapowiedział kontrolę szkół, które są bezpieczne dla wszystkich uczniów, bez względu na ich orientację seksualną. Wystarczy, że kuratorowi nie spodoba się zrobienie ankiety wśród młodzieży na temat tego, czy czuje się bezpiecznie w szkole, czy doświadczyła dyskryminacji na tle seksualnym. W wyniku kontroli kurator uzna, że przeprowadzenie takiej ankiety jest przejawem seksualizacji dzieci. Bez żadnych kryteriów, podstaw prawnych, za to na podstawie swobodnej interpretacji przepisów i opinii kontrolerów.
Dyrektor dostaje więc określony czas na likwidację skutków takiego badania. Tylko jak to zrobić, zabrać wszystkim ankiety, wymazać z pamięci? Nie da się. W ten sposób kuratorzy zyskują pretekst do tego, żeby szkoły, które dobrze wypadają w tym rankingu, postraszyć, a potem te niepokorne zamknąć. Proste? Proste.
RadioZET.pl
Byłeś świadkiem czegoś niespodziewanego? Masz temat, którym powinniśmy się zająć?
Zgłoś sprawę przez Czerwony telefon Radia ZET