Nożownik zaatakował w Poznaniu przedszkolaków. 5-letni chłopiec nie żyje
Atak nożownika na grupę przedszkolaków w Poznaniu. 71-letni mężczyzna dźgnął nożem 5-letniego chłopca. Dziecka nie udało się uratować. - Widziałam wszędzie krew i jak reanimowali to dziecko. Jeszcze karetka się trzy razy zatrzymywała. To dziecko ledwo potrafi mówić, co on jemu zrobił? - relacjonowała kobieta, która była świadkiem wstrząsających scen. Na miejscu jest dziennikarz RadioZET.pl Miłosz Balcerzak.
- 11 zdjęć Zobacz galerię
Nożownik zaatakował w Poznaniu grupę dzieci, która wychodziła z przedszkola na spacer. Do ataku doszło około godz. 11 w rejonie skrzyżowania ulic Łukaszewicza i Karwowskiego na poznańskim Łazarzu.
Przez ponad godzinę trwała walka o życie 5-letniego chłopca, który został dźgnięty nożem. Po godzinie 12 potwierdzono, że dziecko zmarło.
Poznań. Nożownik zaatakował przedszkolaków
- Chłopca reanimowali. Tylko słyszałam, że był w Żabce i się pani odgrażał. Wyszedł ze sklepu i zaatakował chłopczyka. Nic więcej nie wiem - powiedziała nam kobieta mieszkająca w okolicy, w której doszło do tragedii.
Na początku napastnik uciekł, ale policjantom udało się go zatrzymać. Z ustaleń RadioZET.pl wynika, że to 71-letni mężczyzna. - Kluczowe jest ustalenie, kim jest ten mężczyzna. Wiemy, że on tutaj mieszka w pobliżu. Musimy ustalić, jakie były motywy jego działania. Zawiadomiliśmy Prokuraturę Rejonową Poznań-Grunwald. Dziecko bardzo szybko zostało przewiezione do szpitala i będziemy czekać na komunikaty ze strony lekarzy - powiedział dziennikarzowi RadioZET.pl Miłoszowi Balcerzakowi rzecznik wojewódzkiej policji w Poznaniu Andrzej Borowiak.
"Widziałam wszędzie krew i jak reanimowali to dziecko"
- Widziałam wszędzie krew i jak reanimowali to dziecko. Jeszcze karetka się trzy razy zatrzymywała. To dziecko ledwo potrafi mówić, co on jemu zrobił? To jest przerażające, boję się teraz być w domu - relacjonowała naszemu dziennikarzowi inna kobieta, która była świadkiem wstrząsających scen.
- Jesteśmy w wielkim szoku. Dzieci wyszły na spacer. Bardzo krótko tutaj - powiedziała nam pani Krystyna, która pracuje jako kucharka we wspomnianym przedszkolu.
Pracownicy przedszkola i rodzice są w rozsypce. Trwa organizacja pomocy psychologicznej. Osoby, z którymi rozmawiał Miłosz Balcerzak, przekonują, że w ostatnim czasie nie było sygnałów, że może dojść do takiej tragedii.
- Tragiczna śmierć 14-latka. Szedł na przystanek autobusowy
- Zabójstwo Polaka na Węgrzech. Policja ujawnia szokujące szczegóły zbrodni
- Nieudany atak. Rakieta spadła na szpital, zginęło 500 osób