Śmierć po zjedzeniu galarety z targowiska. "Nie jest znany los jednej z osób". Nowe fakty

2 min. czytania
19.02.2024 14:15
Obserwuj nas na Google

Nie żyje jedna osoba, która zatruła się galaretą garmażeryjną. W sprawie zatrzymano małżeństwo z powiatu mieleckiego. 55-latka i 56-latek sprzedawali z samochodu na targowisku w Nowej Dębie domowe wyroby. - Galaret było sprzedanych sześć, więc na ten moment nie jest znany los jednej z osób, która dokonała zakupu - powiedział w rozmowie z Wirtualną Polską prokurator Andrzej Dubiel, rzecznik prasowy Prokuratury Okręgowej w Tarnobrzegu.

śmierć po zjedzeniu galarety
fot. ARKADIUSZ ZIOLEK /East News/ Shuttrstock

W sobotę 17 lutego w Nowej Dębie zmarł 56-letni mężczyzna, który zjadł kupioną na targowisku galaretę garmażeryjną. Do szpitala trafiły także dwie kobiety z objawami ostrego zatrucia pokarmowego. Funkcjonariusze zatrzymali małżeństwo - 55-letnią kobietę i 56-letniego mężczyznę, którzy sprzedawali z samochodu na targowisku w Nowej Dębie domowe wyroby.

Prokurator Andrzej Dubiel, rzecznik prasowy Prokuratury Okręgowej w Tarnobrzegu, w rozmowie z Wirtualną Polską potwierdził, że w tej chwili gromadzony jest materiał dowodowy w sprawie. Na godzinę 16:00 w poniedziałek planowane jest przesłuchanie małżeństwa w charakterze podejrzanych.

Redakcja poleca

Nowa Dęba. Śmierć po zjedzeniu galarety. "Nie jest znany los jednej z osób"

- Z ustaleń, które mamy, wynika, że nie było żadnych zgód (na produkcję czy sprzedaż wyrobów - red.). Było to mięso produkowane w sposób chałupniczy, bez żadnych zezwoleń, bez żadnego nadzoru ze strony innych organów - powiedział Dubiel.

Małżeństwu grozi od dwóch do 12 lat pozbawienia wolności. - Za wcześnie, by wskazać na rzeczywisty wymiar kary, jaki otrzymają. To zależy od wielu, wielu czynników, a te dopiero zostaną ujawnione na etapie postępowania. Później także sądowego - stwierdził prokurator. Podkreślił, że na ten moment są trzy osoby pokrzywdzone. - Jedna ofiara i dwie osoby w szpitalu. Ponadto jedna z osób zgłosiła się i przyniosła galaretę, której jeszcze nie spożyła - dodał.

- Galaret było sprzedanych jednak sześć, więc na ten moment nie jest znany los jednej z osób, która dokonała zakupu [...] Te wyroby mięsne, które są zabezpieczone, będą dziś badane w Państwowym Instytucie Badawczych w Puławach. Oczekujemy na opinię od nich - zapowiedział prok. Andrzej Dubiel.

Jak ustalił reporter Radia ZET Przemek Taranek, stan zdrowia kobiety, która zatruła się galaretą wieprzową z targowiska w Nowej Dębie, poprawia się. Za dwa dni zostanie ona wypisana do domu.

Źródło: Radio ZET/ Wirtualna Polska

Nie przegap

Byłeś świadkiem czegoś niespodziewanego? Masz temat, którym powinniśmy się zająć?

Zgłoś sprawę przez Czerwony telefon Radia ZET