"Stalker z Tindera" na wolności. "Kto mnie ochroni, jeśli on przyjdzie?"
"Stalker z Tindera" - takiego określenia po raz pierwszy użyła "Gazeta Wyborcza", opisując sprawę Roberta I. Mężczyzna oskarżony przez wrocławską prokuraturę o 23 przestępstwa wyszedł z aresztu. To scenariusz, którego najbardziej obawiały się jego ofiary.
- Robert I. jest oskarżony przez wrocławską prokuraturę o 23 przestępstwa, w tym m.in. kradzież, włamanie, oszustwa, groźby, znęcanie psychiczne
- Mimo to mężczyzna wyszedł na wolność - jego brat wpłacił we wtorek kaucję w wysokości 100 tys. zł
- Ofiary Roberta I. są przerażone decyzją sądu, boją się o własne bezpieczeństwo
"Stalker z Tindera" zaczeka na wyrok na wolności
Robert I przebywał w areszcie od maja 2023 roku. Przez wrocławską prokuraturę został oskarżony o 23 przestępstwa, w tym m.in. kradzież, włamanie, oszustwa, groźby, znęcanie psychiczne. W tej sprawie jest siedmiu pokrzywdzonych - w tym sześć kobiet. Mężczyzna działał zawsze w podobny sposób - poznawał kobiety na portalach randkowych. Był życzliwy, szarmancki i opiekuńczy. Później manipulował, kłamał i okradał swoje ofiary. Kiedy kobiety chciały odzyskać pieniądze, zaczynał im grozić, stosował też przemoc.
W połowie stycznia pisaliśmy, że Robert I. przebywa w areszcie od maja 2023 roku, ale ostatnia decyzja o przedłużeniu tymczasowego aresztowania została jednak podważona przez Sąd Apelacyjny. Ustalono, że skoro przesłuchano już 33 z 34 świadków, nie ma ryzyka mataczenia, więc skarżony będzie mógł opuścić więzienie. Warunkiem było wpłacenie 100 tys. zł kaucji do 31 stycznia 2025 roku. Kwotę tę wpłacił we wtorek 21 stycznia brat Roberta I. Zgodnie z decyzją sądu "stalker z Tindera" nie może opuszczać kraju; zabrano mu paszport, ponadto ma meldować się dwa razy w tygodniu na komisariacie. Mężczyzna dostał zakaz kontaktowania się z osobami mającymi jakikolwiek związek ze sprawą.
Mimo to postanowienia sądu nie uspokoiły ofiar Roberta I. - Kiedy się dowiedziałam, zwymiotowałam ze stresu. I cały czas boli mnie brzuch z nerwów. Przecież on na każdą z nas zbierał materiały, fotografował nas w różnych sytuacjach, boję się, że może teraz wykorzystać te zdjęcia. Poza tym mieszkam sama, kto mnie ochroni, jeśli on przyjdzie? - powiedziała "Gazecie Wyborczej" Katarzyna, którą Robert I. napadł w domu. Niektórzy obawiają się również, że mężczyzna może próbować uciec z Polski. Jeszcze przed zatrzymaniem mówił znajomej, że chciałby wyjechać z kraju.
Źródło: Radio ZET/Gazeta Wyborcza
Byłeś świadkiem czegoś niespodziewanego? Masz temat, którym powinniśmy się zająć?
Zgłoś sprawę przez Czerwony telefon Radia ZET