Stan Wisły wciąż niski. Widać dno. Ważny apel

2 min. czytania
09.09.2025 10:19
Obserwuj nas na Google

Stan Wisły wciąż jest niski, ale to nie znaczy, że wszędzie jest płytko. Dno Wisły to nie blat stołu, tylko coś w rodzaju miniaturowych Beskidów - ostrzega prof. Paweł Rowiński, hydrolog, prezes Europejskiej Federacji Akademii w rozmowie z PAP.

Wisla
fot. Mateusz Grochocki/East News

Z tego artykułu dowiesz się:

  • Dlaczego wody w Wiśle jest tak mało.
  • Czy można przechodzić przez Wisłę.
  • Co oznaczają centymetry na wodowskazie.

Miniaturowe Beskidy

- Stan Wisły jest niski, ale to nie znaczy, że wszędzie jest płytko; nie utożsamiajmy informacji o poziomie wody z głębokością. Te „centymetry” oznaczają tylko poziom lustra wody w rzece na wodowskazie - czyli różnicę wysokości w stosunku do ustalonego punktu odniesienia, tzw. zera wodowskazu. W jednym miejscu może być sucho, a metr dalej nagle dwumetrowa jama - ostrzega hydrolog prof. Paweł Rowiński w rozmowie z PAP.

Jak wygląda dno Wisły? - To nie blat stołu, tylko coś w rodzaju miniaturowych Beskidów - pagórki, dolinki, głębokie doły. Dlatego apeluję: nie utożsamiajmy podawanych informacji o poziomie wody z głębokością - podkreśla ekspert.

Dlaczego wody w Wiśle jest tak mało?

Rekordowo niski stan Wisły (momentami tylko 4 cm przy warszawskich Bulwarach) to efekt suszy hydrologicznej, z którą Polska zmaga się od 10 lat. - Średnia roczna suma opadów w Polsce to około 600 mm - od lat mniej więcej tyle samo. Tyle że dawniej deszcz rozkładał się równiej. Teraz mamy tygodnie suszy i nagłe oberwania chmury. A cieplejsza atmosfera działa jak gąbka: zatrzymuje więcej wilgoci, a potem zrzuca ją gwałtownie. Dodatkowo zimą rzadko pada śnieg, w zamian mamy opady deszczu, bo jest zbyt ciepło. Efekt? Albo wyschnięta ziemia, albo lokalne podtopienia - zauważa prof. Rowiński. I ostrzega: Polska ma jedne z najmniejszych zasobów wody powierzchniowej w Europie. Jeśli nie zaczniemy jej zatrzymywać, sytuacja będzie się pogarszać.

Jak zatrzymać wodę? - Nie chodzi jedynie o wielkie zbiorniki retencyjne, które politycy lubią, bo dobrze wyglądają w kamerze i można je otwierać z pompą. O wiele ważniejsza jest tzw. mała, rozproszona retencja: torfowiska, stawy, naturalne tereny zalewowe, zadrzewienia, małe zbiorniki. W miastach - zielone dachy, niekoszone trawniki, mniej betonu. Woda powinna mieć gdzie wsiąkać i zatrzymywać się w glebie, zamiast uciekać kanalizacją - przekonuje specjalista.

Źródło: Radio ZET/PAP Mira Suchodolska

Byłeś świadkiem czegoś niespodziewanego? Masz temat, którym powinniśmy się zająć?

Zgłoś sprawę przez Czerwony telefon Radia ZET