`

Wybuch i śmierć pracownika w dolnośląskim zakładzie. Prezes stanie przed sądem

2 min. czytania
23.04.2025 21:04
Obserwuj nas na Google

Prezes zakładu przetwarzania opon w Wilkowie na Dolnym Śląsku stanie przed sądem. Za śmierć pracownika i nieprawidłowości w składowaniu odpadów grozi mu do 10 lat więzienia. Legnicka prokuratura wysłała akt oskarżenia do sądu w tej sprawie. Mariusz M. nie przyznaje się do winy.

Policja
fot. Piotr Jedzura/REPORTER

Z tego artykułu dowiesz się:

  • Jakie były okoliczności tragedii w zakładzie w Wilkowie, do której doszło w maju 2022 roku?
  • Jakie zarzuty usłyszał prezes zakładu Mariusz M.?
  • Jaka grozi mu za to kara?

Tragedia w Wilkowie. Nie żyje pracownik zakładu recyklingu opon

Prokuratura Okręgowa w Legnicy skierowała w kwietniu akt oskarżenia wobec 57-letniego Mariusza M. - prezesa zarządu PSF Energia Sp. z o.o. w Wilkowie koło Złotoryi - za doprowadzenie w maju 2022 r. do wybuchu i pożaru w zarządzanym przez niego zakładzie pyrolizy (recyklingu) opon, co doprowadziło do śmierci jednego z pracowników. - Akt oskarżenia dotyczy także nielegalnego składowania odpadów niebezpiecznych w taki sposób, że mogło to stanowić zagrożenie dla życia lub zdrowia ludzi oraz mogło spowodować obniżenie jakości wody lub powierzchni ziemi lub zniszczenie w świecie roślinnym lub zwierzęcym - poinformowała Liliana Łukasiewicz, rzecznik prasowy Prokuratury Okręgowej w Legnicy.

Po wybuchu, do którego doszło w zakładzie w 2020 roku, uszkodzeniu uległ jeden z reaktorów i zaistniała konieczność jego wymiany. Firma kupiła urządzenie do samodzielnego montażu. Prezes oświadczył wówczas, że dysponuje niezbędną wiedzą, doświadczeniem oraz uprawnieniami, które umożliwiają bezpieczny montaż. Nie było to prawdą. Linię wykonano niestarannie, a do jej obsługi skierowano pracownika, który nie miał do tego odpowiednich kwalifikacji i nie został przeszkolony w zakresie BHP. 6 maja 2022 roku doszło do wybuchu reaktora. Jego pokrywa została odrzucona na około 8 metrów. Następnie bardzo szybko rozprzestrzenił się pożar.

Redakcja poleca

W chwili wybuchu na terenie hali produkcyjnej obecni byli dwaj pracownicy, w tym pokrzywdzony 51-letni obywatel Ukrainy. - Pokrzywdzony doznał oparzeń głowy, tułowia i kończyn dolnych obejmujących 80% powierzchni ciała, jak też oparzeń dróg oddechowych. Został w stanie krytycznym przetransportowany przez Lotnicze Pogotowie Ratunkowe do szpitala w Poznaniu. Z uwagi na ostre niedokrwienie dokonano amputacji prawej nogi. Pomimo intensywnego leczenia mężczyzna zmarł w szpitalu po 6 dniach - dodała rzeczniczka legnickiej prokuratury. 

Prokuratura skierowała akt oskarżenia

Po uzyskaniu opinii biegłych Mariuszowi M. postawiono zarzut o to, że będąc jako prezes zarządu odpowiedzialnym za funkcjonowanie zakładu, w tym za zapewnienie bezpiecznych i higienicznych warunków pracy jako pracodawca - nie dopełnił wynikających stąd obowiązków i działając umyślnie w zamiarze ewentualnym naraził pracowników na bezpośrednie niebezpieczeństwo utraty życia albo ciężkiego uszczerbku na zdrowiu. Podejrzany Mariusz M. nie przyznał się do popełnienia zarzuconych mu czynów i odmówił składania wyjaśnień.

- Mężczyzna ma też inne sprawy przeciwko środowisku za - według śledczych - nielegalne składowanie niebezpiecznych olejów w nieszczelnych beczkach na terenie tego zakładu - informuje Grażyna Wiatr, reporterka Radia ZET. Oskarżonemu grozi kara od 1 roku do lat 10 pozbawienia wolności. Sprawę rozpozna Sąd Okręgowy w Legnicy. Ten sam zakład został podpalony rok po tragicznej śmierci pracownika - śledztwo prokuratura umorzyła, bo nie znalazła podejrzanego.

Źródło: Radio ZET

Byłeś świadkiem czegoś niespodziewanego? Masz temat, którym powinniśmy się zająć?

Zgłoś sprawę przez Czerwony telefon Radia ZET