Myślała, że to przeziębienie. Była o krok od śmierci
Lily O'Connell początkowo odczuwała lekki ból gardła. 23-latka była przekonana, że dopadło ją przeziębienie, albo grypa. Jej stan zaczął się jednak szybko pogarszać. Gdy trafiła do szpitala usłyszała, że za 30 minut mogłaby już nie żyć. Okazało się, że zapadła na zagrażającą życiu chorobę meningokokową.
Chcesz wiedzieć wszystko pierwszy? Dołącz do grupy Newsy Radia ZET na Facebooku
Kobieta trafiła do szpitala w ubiegłym roku w Boże Narodzenie. Początkowo zbagatelizowała lekki ból gardła, jednak jej stan bardzo szybko zaczął się pogarszać. Zaczęła wymiotować, a na jej twarzy pojawiła się rozległa wysypka. Dopiero wtedy Lily zdecydowała się udać do szpitala.
Czerwonka na zlocie hipisów. Sanepid wdraża działania epidemiologiczne [NOWE FAKTY]Diagnoza lekarzy była przerażająca. Kobieta dowiedziała się, że gdyby trafiła do szpitala pół godziny później, mogłaby już nie żyć. – Miałam tyle szczęścia, że pokonałam tę drogę w 3 minuty – mówi O’Connell. Okazało się, że zapadła na zagrażającą życiu chorobę meningokokową.
„The Sydney Morning Herald” pisze, że O'Connell była zaszczepiona od meningokoków w szkole średniej, jednak wtedy nie uwzględniano wszystkich szczepów.
Lekarzom udało się uratować życie młodej kobiety. Doznała jednak niewydolności nerek. 20 sierpnia ma zostać przeprowadzony przeszczep. Starsza siostra Lily zdecydowała się oddać jej nerkę.
Meningokoki to bakterie z gatunku Neisseria meningitidis. W porównaniu z innymi bakteriami chorobotwórczymi są nieczęstym, ale za to najszybszym zabójcą człowieka. Mogą pozbawić nas życia zaledwie w ciągu 24 godzin od momentu pojawienia się objawów wywołanej przez nie choroby. Na szczęście tylko u nielicznych z nas kontakt z meningokokami prowadzi do choroby. Najczęściej kończy się on nosicielstwem.
RadioZet.pl/news.com.au/bm
Byłeś świadkiem czegoś niespodziewanego? Masz temat, którym powinniśmy się zająć?
Zgłoś sprawę przez Czerwony telefon Radia ZET