"Ojca pochowałem, chata spalona". Dramatyczny apel Ukraińca do rodziny
Tylko tyle chcę wam przekazać, żebyście się nie martwiły - powiedział Aleksander Aleksandrowicz Pryhodka z Czerkaskich Tyszek obok Charkowa. Z Ukraińcem, który szuka kontaktu ze swoją rodziną z Niemiec, rozmawiało Radio ZET.
Po pożarze i bombardowaniu stracił telefon i nie ma kontaktu z rodziną. Dlatego przez Radio ZET i Wprost.pl chce tylko powiedzieć swoim bliskim w Niemczech, że żyje. Aleksander Aleksandrowicz Pryhodka - z Czerkaskich Tyszek - pod Charkowem. W rozmowie z reporterem Radia ZET prosił o nagłośnienie jego sprawy.
Adres i kontakt do swoich sióstr stracił razem z rodzinnym domem. Wie, tylko że jego najbliżsi ewakuowali się gdzieś do Niemiec.
- Pozdrowienia dla mojej rodziny w Niemczech - dla sióstr, ciotek, kuzynów. Chce wam tylko przekazać, że żyje - i że jestem cały. Ojciec nie żyje. Pochowałem go. Chata spalona - ale dostałem miejsce do życia. Tylko tyle chcę wam przekazać. Żebyście sie nie martwiły - mówił w rozmowie z Radiem ZET.
RadioZET.pl/PTD
Byłeś świadkiem czegoś niespodziewanego? Masz temat, którym powinniśmy się zająć?
Zgłoś sprawę przez Czerwony telefon Radia ZET